Po raz drugi parlament Mołdawii nie wybrał dziś prezydenta kraju. Zabrakło jednego głosu do przyjęcia kandydatury premier Zinaidy Grecianii. Zgodnie z konstytucją oznacza to ponowne wybory parlamentarne.
Powtórzyła się sytuacja z pierwszej tury głosowania, która miała miejsce 20 maja. Komunistycznej Partii Mołdawii zabrakło jednego głosu do wyboru kandydatury premier Zinaidy Grecianii. Komuniści dysponują 60 mandatami w 101-osobowym parlamencie. W środę opozycja – trzy pozostałe partie reprezentowane w parlamencie – ponownie nie wysunęła własnych kandydatów i zbojkotowała wybory.
Jedynym kontrkandydatem Zinaidy Grecianii był także wysunięty przez komunistów deputowany do parlamentu, profesor medycyny Stanislav Gropa, który miał jedynie za zadanie być formalnym kontrkandydatem. Tak jak i w pierwszej turze, w drugiej nie padł na niego ani jeden głos.
Ponieważ odbyły sie już dwie nieudane próby głosowania, urzędujący dotychczas prezydent prezydent Mołdawii Władimir Woronin, pełniący jednocześnie funkcję szefa parlamentu, będzie zmuszony rozwiązać parlament i wyznaczyć nowe wybory. Tymczasem Woronin wydał dekret o wyznaczeniu Zinaidy Greceanii na premiera kraju. Partii Komunistów uda się zapewne zatwierdzić 10 czerwca w parlamencie nowy rząd z Zinaidą Greceanii na czele, która zresztą do czasu startu w wyborach prezydenckich pełniła funkcję premiera.
Wybory parlamentarne w Mołdawii odbyły się 5 kwietnia. Wygrała je Partia Komunistów Republiki Mołdawii (PCRM) prezydenta Vladimira Voronina. Opozycja uznała je za sfałszowane i zorganizowała w Kiszyniowie demonstracje. Przerodziły się one w zamieszki, brutalnie stłumione przez władze. Wybory zaostrzyły też stosunki Mołdawii z Rumunią, ponieważ władze w Kiszyniowie oskarżyły Bukareszt o wspieranie opozycji.
Rosyjskie media zwracają uwagę, że nowe wybory oznaczają nowe wydatki z budżetu Mołdawii, która zaliczana jest do najbiedniejszych państw w Europie. Ponadto mogą doprowadzić do kolejnych napięć społecznych.
rp.pl/IAR/AH/Kresy.pl





























