Wobec prognoz surowej zimy i zapowiedzi ponownych wojen gazowych Litwa, niemal całkowicie uzależniona od dostaw z Rosji martwi się, że najbardziej ucierpi w przypadku przerw w dostawie rosyjskich surowców energetycznych.
Chociaż wśród państw Unii Europejskiej Litwa płaci najwyższą cenę za rosyjski gaz, nie może jednak liczyć na jego stałe dostawy – pisze Kurier Wileński. – A po zamknięciu elektrowni w Ignalinie z początkiem 2010 roku, będzie zależna w dużym stopniu również od dostaw energii elektrycznej z Rosji.
Eksperci z Energy Security Analysis Inc. ostrzegają Europę, że Rosja może ponownie zakręcić kurki z gazem oraz ropą. Tym razem, zdaniem amerykańskich analityków z ESAI (w swoim czasie trafnie przepowiedzieli wzrost ceny ropy powyżej 130 USD za baryłkę), zimą 2009/2010 roku może dojść aż do dwóch wojen energetycznych: rosyjsko-ukraińskiej i rosyjsko-białoruskiej. Przy tym bronią strategiczną w tej walce będzie nie tylko gaz, ale też ropa naftowa pompowana rurociągami z Rosji przez Ukrainę i Białoruś do krajów Unii Europejskiej oraz na Bałkany. Najbardziej na tym ucierpi Litwa, której gospodarka jest prawie w 100 proc. uzależniona od dostaw rosyjskiego gazu i ropy.
Eksperci z Energy Security Analysis Inc. wnioskują, że Ukraina, znajdująca się w głębokiej recesji i kryzysie finansowym, będzie miała kłopoty z rozliczeniem się na czas za dostawy rosyjskiego gazu.
W konsekwencji może dojść do powtórki sytuacji, kiedy w wyniku podobnego sporu sprzed dwóch lat Rosja w ogóle przerwała dostawy gazu na Ukrainę, w tym też tranzytowego dla dostawców w Polsce, Niemczech, Czechach, Słowacji, na Węgrzech, w Austrii, Rumunii, Mołdawii, Bułgarii, Serbii, Grecji, Chorwacji, Bośni i Hercegowinie, Albanii i Macedonii oraz Włoszech. Gospodarki tych krajów poniosły ogromne straty proporcjonalne od stopnia ich uzależnienia od dostaw rosyjskiego surowca. Przy tym chyba najmniej ucierpiała w tej wojnie sama Ukraina, która miała możliwość czerpania gazu z podziemnych zbiorników oraz do odpowiedniego poziomu z samej rury gazociągu wypełnionej na przeciągu ponad 1000 km błękitnym paliwem. Poza tym, w ekstremalnych sytuacjach ukraińska gospodarka miała i ma możliwość korzystania z alternatywnych surowców energetycznych — węgla oraz źródeł energii elektrycznej z elektrowni atomowych, których kraj ten ma pod dostatkiem. Co więcej, Ukraina sama wydobywa około 20 mld m3 gazu i wobec dzisiejszego zapotrzebowania ukraińskiej gospodarki stanowi to prawie połowę potrzebnego surowca.
Gorzej będą miały kraje, których gospodarki są w 100 proc. lub w dużej mierze skazane na rosyjskiego dostawcę. Dotyczy to głównie Bułgarii, Grecji, Mołdawii, Rumunii, Austrii, Węgier, Czech, Słowacji oraz Polski. Litwa oraz inne kraje bałtyckie praktycznie nie ucierpiały z powodu ostatniego konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, gdyż tranzyt rosyjskiego surowca biegnie głównie przez Białoruś oraz w nieznacznej mierze przez Łotwę. Napięta i wciąż napinająca się sytuacja wokół relacji rosyjsko-białoruskich może jednak doprowadzić do wojny gazowej między Rosją i Białorusią, o czym też eksperci z ESAI ostrzegają kraje regionu. Te ostrzeżenia powinny niepokoić głównie Polskę i Niemcy, które trakcjami tranzytowymi przez Białoruś pobierają większość rosyjskich surowców.
Przede wszystkim ostrzeżeniom tym powinna przysłuchać się Litwa – pisze Kurier Wileński. – Na mocy politycznej decyzji Kremla nasza gospodarka już została odcięta od dostaw rosyjskiej ropy ropociągiem „Drużba”. Jeśli zaś dojdzie do rosyjsko-białoruskiej wojny gazowej, to Litwa zostanie odcięta również od dostaw rosyjskiego gazu.
Chociaż podobne sytuacje zdarzają się notorycznie i w najtrudniejszym dla kraju okresie zimowym, Litwa wciąż nie ma alternatywy zabezpieczającej naszą gospodarkę przed skutkami konfliktów Rosji z Białorusią. Mimo ponagleń UE Litwa nie wybudowała rezerwowych zbiorników gazu i wciąż korzysta z rezerwuarów łotewskich, których moce nie są jednak wystarczające w sytuacji kryzysowej. Ostatnio też władze litewskie zrezygnowały z planów połączenia swoich sieci gazociągów z polskimi, co pozwalałoby w przyszłości korzystać z możliwości importowych planowanego polskiego gazoportu. Otwierałoby to też perspektywę uruchomienia importu gazu z Morza Północnego przez Danię, Niemcy i Polskę.
Dziś niestety takich możliwości nie ma i Litwa jest całkowicie skazana na dostawy rosyjskiego gazu. Jeśli dojdzie do przerwania tych dostaw najbliższej zimy, to sytuacja będzie nieporównanie gorsza niż rok temu. Uderzy to bowiem nie tylko w sektor ciepłowniczy, czy też przemysł chemiczny, ale też w sektor energetyczny. Po nowym roku, po zamknięciu elektrowni w Ignalinie, rosyjski gaz będzie podstawowym paliwem do produkcji prądu w elektrociepłowniach w Elektrenai, Kownie oraz innych pomniejszych miastach.
Kurier Wileński/Kresy.pl




























