Państwowa Inspekcje Językowa ma bezpośrednio kontrolować samorządową administrację w kwestii czystości językowej, jak proponuje litewskie Ministerstwo Kultury.

O sprawie donosi “Kurier Wileński”. Do tej pory same samorządy utrzymywały pracowników do spraw przestrzegania statusu języka państwowego. Status ten w praktyce litewskiego państwa, a więc właśnie Państwowej Inspekcji Językowej oraz litewskich sądów, interrpretowany jestniezwykle restrykcyjnie. Karana jest wszelka obecność języka innego niż litewski.

Ministerstwo Kultury motywuje swoją propozycję chęcią zaoszczędzenia pieniędzy na etatach w administracjach rejonów, które na Litwie są jedynym szczeblem samorządu. Oszczęgności mogą być jednak bardzo relatywne, w związku z tym, że projekt zakłada rozbudowę aparatu Państwowej Inspekcji Językowej, która – z obecnych 11 etatów i siedziby w Wilnie – urosłaby do 32 etatów oraz terenowych oddziałów w Kownie, Kłajpedzie, Poniewieżu, Olicie, Mariampolu, Ucianie, Wisagini i Taurogach.

Znacznie bardziej szczera w swoich zamiarach jest sama Państwowa Inspekcja Językowa, która urasta do rangi swoistej policji językowej. Wicedyrektor PIJ Arūnas Dambrauskas w rozmowach z dziennikarzami nie ukrywa, że chodzi o zpewnienie ściślejszej kontroli w „problematycznych rejonach — wileńskim i solecznickim”, czyli tych, które są zamieszkane w większości przez Polaków.

Konstytucja, ustawy oraz orzecznictow Sądu Konstytucyjnego zabraniają ofiacjalnego używania innych języków niż litewski. Dotyczy to nie tylko urzędów. W 2012 roku Litewskie Koleje Państwowe ukarały finasnowo swoich pracowników Polaków, za to, że użyli w czasie pracy języka polskiego.

kurierlitewski.lt/kresy.pl

forma płatności