Sekretarz obrony USA Pete Hegseth przekonywał, że amerykańsko-izraelskie uderzenia na Iran mają ograniczony cel i nie doprowadzą do długotrwałej wojny. Jednocześnie potwierdzono pierwsze straty wśród amerykańskich żołnierzy.
Sekretarz obrony USA Pete Hegseth odniósł się w poniedziałek do narastających obaw, że amerykańsko-izraelskie ataki na Iran mogą przekształcić się w długotrwały konflikt regionalny. Podczas konferencji prasowej z udziałem przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów gen. Dana Caine’a podkreślił, że operacja nie ma charakteru nieograniczonej wojny.
„To nie Irak. To nie jest wojna bez końca” – oświadczył Hegseth, wskazując, że działania wojskowe mają jasno określone cele. Jak zaznaczył, operacja została zaplanowana jako „jasna, niszczycielska i zdecydowana misja”, której zadaniem jest „zniszczenie zagrożenia rakietowego ze strony Iranu”, likwidacja irańskich zdolności morskich oraz niedopuszczenie do posiadania przez Teheran broni jądrowej.
Szef Pentagonu podkreślił, że działania militarne prowadzone są bez dodatkowych ograniczeń politycznych. „Żadnych głupich zasad użycia siły, żadnego ugrzęźnięcia w budowaniu państwa, żadnych eksperymentów z demokracją ani politycznie poprawnych wojen. Walczymy, żeby wygrać i nie marnujemy czasu ani życia ludzi” – powiedział.
Zapytany o obecność amerykańskich wojsk lądowych na terytorium Iranu Hegseth odpowiedział: „Nie, ale nie będziemy omawiać tego, co zrobimy lub czego nie zrobimy”. Dodał także, że publiczne oczekiwanie szczegółowych deklaracji dotyczących dalszych działań jest „nierozsądne”.
Sekretarz obrony zaznaczył również, że operacja nie jest ukierunkowana na zmianę systemu władzy w Iranie. „To nie jest tak zwana wojna o zmianę reżimu, ale reżim rzeczywiście się zmienił i świat jest dzięki temu lepszy” – powiedział, odnosząc się do śmierci najwyższego przywódcy Iranu ajatollaha Alego Chameneiego.
Zobacz też: Pentagon: armia USA otrzymała pełną swobodę działania w operacji przeciw Iranowi
Izrael przeprowadził w sobotę zmasowany atak na Iran, w którym uczestniczą także Stany Zjednoczone. Prezydent USA Donald Trump potwierdził rozpoczęcie „poważnych operacji bojowych” przeciwko Iranowi i jednocześnie wezwał do zmiany władz w Teheranie. Działania USA otrzymały kryptonim „Epicka Furia”.
Wieczorem tego samego dnia władze Izraela poinformowały, że dysponują dowodami wskazującymi na śmierć irańskiego przywódcy, ajatollaha Alego Chameneiego, w wyniku izraelsko-amerykańskich ataków. Tymczasem irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi w rozmowie z NBC News oświadczył, że Teheran „mógł stracić jednego lub dwóch dowódców”, jednak według jego wiedzy – najwyższy przywódca Iranu ajatollaha żyje.
Irańskie władze podały, że izraelsko-amerykańskie naloty objęły 24 z 31 prowincji kraju. Bombardowania uderzyły m.in. w szkołę w prowincji Hormozgan w południowym Iranie, powodując śmierć co najmniej 85 uczniów oraz obrażenia u 60 kolejnych.
Według Irańskiego Czerwonego Półksiężyca w czasie ataku Izraela i USA zginęło co najmniej 201 osób, a 747 zostało rannych.
Iran przeprowadził odwetowe uderzenia rakietowe na amerykańskie instalacje wojskowe na Bliskim Wschodzie. Celem ataków były bazy USA w Kuwejcie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Katarze, Bahrajnie, Jordanii, Arabii Saudyjskiej i Iraku.
Kresy.pl/PBS
































