12 lipca ulicami Katowic przeszedł kolejny marsz autonomii, zorganizowany przez środowiska ślązakowskie. Wydarzenie zgromadziło kilkaset osób i wzbudziło kontrowersje m.in. ze względu na obecność niemieckiej symboliki.

W sobotnie popołudnie centrum miasta stało się miejscem kolejnej manifestacji środowisk ślązakowskich. Marsz otworzyła Orkiestra Dęta Brzezinka, a za nią podążało kilkaset uczestników niosących żółto-niebieskie flagi i transparenty.

Podczas zgromadzenia głośno wykrzykiwano hasła takie jak: „Autonomia”, „Ślonzoki” czy „Autonomia to nie skrajność, autonomia to normalność”. Wśród symboli dostrzegalnych podczas pochodu znalazły się również flagi niemieckie oraz herb „Oberschlesien”, odnoszący się do niemieckiej prowincji utworzonej w 1919 roku na obszarze Górnego Śląska, który wówczas znajdował się pod panowaniem Niemiec.

Wydarzenie, podobnie jak wcześniejsze edycje, odbywało się pod hasłami promującymi autonomię regionu śląskiego, jednak wzbudziło kontrowersje nie tylko z powodu prezentowanych postulatów, ale także obecności symboliki historycznie związanej z niemiecką administracją.

Na scenie pojawił się senator Maciej Kopiec (Lewica), który wygłosił przemówienie mając na sobie koszulkę proniemieckiej organizacji separatystycznej Schlesischer Verein.

Zobacz też: Trzaskowski obiecał podpisać ustawę o „języku śląskim”. Lider RAŚ: to za mało, oczekujemy więcej

Choć uczestnicy wydarzenia prezentowali je jako pokojowy marsz wyrażający przywiązanie do kultury i tożsamości śląskiej, obecność nawiązań do niemieckiej przeszłości regionu, w tym symboli historycznej prowincji Oberschlesien, wywołała pytania o rzeczywiste cele ruchu.

Zobacz też: Ruch Autonomii Śląska w PE: Polska prowadzi „kulturowe ludobójstwo Ślązaków”

Kresy.pl

Tagi: , , ,
forma płatności