Bliscy Bandery boją się sprowadzić jego prochy na Ukrainę

Rodzina Stepana Bandery nie chce sprowadzenia jego prochów na Ukrainę, obawiając się konfliktów i sprofanowania grobu przywódcy ukraińskich nacjonalistów.

W ubiegłym roku upłynął okres dzierżawy miejsca na monachijskim cmentarzu Waldfriedhof, gdzie jest pochowany Bandera i rodzina zdecydowała się zapłacić 3 tysiące euro za jej przedłużenie o kolejne 10 lat.

„Jeszcze nie przyszedł czas na przywiezienie dziadka do domu” – powiedział jego wnuk, Stepan Bandera młodszy.

Jak informuje portal tch.ua, bliscy Bandery obawiają się konfliktów, jakie wywoła sprowadzenie jego prochów na Ukrainę oraz szyderstw z jego grobu.

Dodatkowo, ich zdaniem lidera ukraińskich nacjonalistów należy pochować w Kijowie, w specjalnie zbudowanym Panteonie Chwały, wspólnie z Symonem Petlurą i Jewhenem Konowalcem. Tymczasem na Ukrainie mówiono dotąd albo o Lwowie, albo o rodzinnej wsi Bandery Uhryniów Stary, o co zaapelowała niedawno inteligencja Iwano-Frankowska (dawny Stanisławów).

Stepan Bandera był przywódcą jednej z frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, odpowiedzialnej za ludobójstwo na ludności polskiej, dokonywanego przez swoje zbrojne ramię – Ukraińską Powstańczą Armię, dowodzoną przez Romana Szuchewycza. W wyniku ich działalności ukraińscy nacjonaliści zamordowali od 100 do 150 tys. osób.

Niedawno, 30 października, na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie pochowano sprowadzone z cmentarza Waldfriedhof w Monachium prochy Lwa i Darii Rebetów, bliskich współpracowników Bandery, a od 1956 roku liderów rozłamowej grupy OUN-Za granicą. Koszt tej operacji wyniósł 10 tysięcy euro – podał lwowski historyk Mykoła Posiwnycz.

tr/Kresy.pl

2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz