Na pół roku więzienia skazał Aleha Surhana witebski sąd, za lżenie i ugryzienie milicjanta. Surhan został zatrzymany 3 września 2009 w okolicy budynku Uniwersytetu Medycznego w Witebsku, parę minut po tym gdy wywiesił na nim nieuznawaną przez białoruskie władze biało-czerwono-białą flagę.
Protokół zatrzymania zaginął i po jakimś czasie pojawił się inny, wg którego zatrzymany, będąc pod wpływem alkoholu, miał lżyć i ugryźć milicjanta. W protokole napisano, że milicjant starał się przy tym uspokoić zatrzymanego, który głową obijał się o ściany milicyjnego samochodu. Tymczasem Surhan utrzymuje, że został pobity przez milicjantów, i gdy poskarżył się na to prokuraturze, sfabrykowano przeciwko niemu oskarżenia o napaść na funkcjonariusza. Pominięto przy tym zupełnie wątek o wywieszeniu flagi.
Skazany ma dodatkowo wypłacić milicjantowi 2,5 ml rubli białoruskich (2,5 tys zł). Surhan znajduje się w areszcie śledczym od 27 stycznia br. Brat skazanego Taras Surhan przedstawił fotografie zrobione po zatrzymaniu, na których widać rany na twarzy zatrzymanego, a na rękach ślady kajdanek. Sąd wydał wyrok w 5 minut po wysłuchaniu ostatniego słowa oskarżonego. W Witebsku na rozprawę sądową czeka również Siarhiej Kowalneko, który pod koniec grudnia ub. roku zawiesił na 35 metrowej choince w centrum miasta biał-czerwono-białą flagę
Paweł Sewieriniec jeden z liderów opozycyjnej Białoruskiej Partii Chrześcijańsko-Demokratycznej, nazywa wyrok politycznym. W jego opinii Surhan został skazany, nie na ugryzienie milicjanta, ale za wywieszenie flagi, która nie podoba się władzy. Jest to wg niego kolejny więzień polityczny na Białorusi. Seweriniec wezwał społeczność międzynarodową do zwrócenia uwagi na los skazanego.
Jakub Biernat/Biełsat




























