Niemcy wznawiają starania o zakup pocisków manewrujących Tomahawk wraz z wyrzutniami typu Typhon, jak podał dziennik “Financial Times”.
Minister obrony Niemiec Boris Pistorius planuje podróż do Waszyngtonu, jak zrelacjonowała doniesienia dziennika agencja informacyjna Reutera, w celu ponowienia wniosku Berlina dotyczącego zakupu systemów dalekiego zasięgu. Niemcy zwrócili się po raz pierwszy o sprzedaż Tomahawków wraz z wyrzutniami Typhon w lipcu ubiegłego roku.
Stany Zjednoczone nie odpowiedziały jeszcze na tę propozycję. Wizyta zależy od tego, czy Pistoriusowi uda się zorganizować spotkanie ze swoim amerykańskim odpowiednikiem, czyli sekretarzem obrony, Pete’em Hegsethem.
Pocisk manewrujący Tomahawk Land Attack Missile to pocisk manewrujący dalekiego zasięgu, zazwyczaj wystrzeliwany z morza w celu atakowania celów w misjach uderzeniowych na duże odległości. W lutym Pentagon poinformował o podpisaniu siedmioletniej umowy z firmą Raytheon.
Może to jednak nie pomóc potencjalnym klientom zewnętrznym w związku z bardzo poważnym zużyciem zapasów tego rodzaju pocisków w toku wojny przeciwko Iranowi. Już w ciągu czterech pierwszych tygodni działań napastniczych Amerykanie zużyli około 850 takich pocisków co stanowi około 30 proc. zapasów.
Jednocześnie między Waszyngtonem a Berlinem trwają rozmowy o rozmieszczeniu w Niemczech amerykańskich wyrzutni rakiet w ramach obecności wojskowej w Europie. Niemieckie Ministerstwo Obrony twierdzi, że USA nie podjęły ostatecznej decyzji o rezygnacji z rozmieszczenia w Niemczech pocisków Tomahawk. Pistorius ostrzega jednak, że brak tych systemów byłby dla Berlina „szkodliwy i niekorzystny”, bo wydłużyłby europejską lukę w zdolnościach dalekiego rażenia.
reuters.com/kresy.pl






























