3 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Leave a Reply

  1. jerzyjj
    jerzyjj :

    Sądząc po zachowaniu Dudy, Bruksela jest dla niego o wiele ważniejsza od Kijowa, choć jego kraj więcej niż którykolwiek inny zainwestował w “eurointegrację” wschodniego sąsiada. Nie wyklucza ona, że “przy konserwatyście Dudzie swobodny styl w kontaktach Kijowa i Warszawy ulegnie zmianie; że między nimi powstanie nacechowany szacunkiem dystans”.
    To też będzie wyraźny sygnał dla Petra Poroszenki, przy czym – obraźliwy. Wcześniej mile widzianemu gościowi światowych zgromadzeń politycznych po raz pierwszy wskazano jego prawdziwe miejsce w światowej hierarchii politycznej. I to wskazali Polacy, uważani za “adwokatów” Ukrainy; ci, po których mógł się tego spodziewać w ostatniej kolejności.
    Taki stosunek do niego Poroszenkę nie powinien dziwić – problem ten, podobnie jak wiele innych, stworzył sam”. – W Polsce przyczyny takiego stosunku się nie ukrywa: zaaprobowana przez Poroszenkę heroizacja na szczeblu państwowym bojówkarzy OUN-UPA, przyznanie statusu bojowników o niepodległość tym, którzy w 1943 roku z sadystyczną brutalnością unicestwili na Wołyniu dziesiątki tysięcy polskich cywilów, w Warszawie została przyjęta jako ciężka zniewaga – wyjaśnia “Rossijskaja Gazieta”.
    Dziennik podkreśla, że “ustawę o heroizacji banderowców 9 kwietnia bieżącego roku Rada Najwyższa przyjęła bezpośrednio po tym, jak jej budynek opuścił Bronisław Komorowski, który przez pół godziny opowiadał ukraińskim deputowanym o niezłomnej przyjaźni i europejskich wartościach”.
    Okazało się, że Duda, w odróżnieniu od odchodzącego prezydenta Komorowskiego, ma pamięć historyczną i zasady, których nie zamierza się wyrzekać. Poroszenko stoi teraz przed trudnym wyborem: chcąc utrzymać stosunki z Polską, będzie musiał w jakiś sposób przekonać ukraińskich nacjonalistów, by przestali kochać Stepana Banderę, albo nakłonić Waszyngton, by pogodził go z Dudą.