W Donbasie istniał i umocnił się w ostatnim czasie rosyjski nacjonalizm. On niekoniecznie ma prorosyjskie i proputinowskie oblicze – mówi Tadeusz A. Olszański z Ośrodka Studiów Wschodnich.
W Donbasie istniał i umocnił się w ostatnim czasie rosyjski nacjonalizm. On niekoniecznie ma prorosyjskie i proputinowskie oblicze. Niektórzy rosyjscy analitycy uważają, że w przypadku niekorzystnego dla Rosji konfliktu o Donieck, ten nacjonalizm może się zwrócić przeciw Władimirowi Putinowi. Trzeba przy tym przyznać, że ten ruch jest jeszcze dość słaby. W Rosji są bowiem dwie formuły nacjonalizmu. Pierwszy to nacjonalizm imperialny partii Jedna Rosja, który wszyscy widzimy, czasami określa się go ”putinadą”. Rodzi się również nacjonalizm etniczny. Dla niego kamieniem obrazy jest to, że Putin próbuje kształtować Rosję w pewnym sensie jako kraj prawosławno-muzułmański– mówi w wywiadzie dla Polskiego Rada Tadeusz A. Olszański z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Analityk tłumaczy także motywy, którymi kieruje się rosyjska elita polityczna wobec kryzysu ukraińskiego:
Trzeba tu podkreślić, że Rosji nie chodziło o Donbas. Ona próbowała zorganizować tzw. rosyjską wiosnę, manifestacje od Charkowa po Odessę i wymusić podziału Ukrainy na dwa kraje federalne. To się nie udało. Pozostaje teraz problem, co zrobić z Donbasem. Putin na pewno myśli wielokierunkowo. Rozejm daje na to czas. Rosji na pewno nie opłaca się aneksja Donbasu, z emerytami i przestarzałym przemysłem, który w dodatku jest konkurencyjny, a nie komplementarny wobec rosyjskiego. To czego Rosja potrzebuje jest dalej na Zachód, w Dniepropietrowsku, Charkowie, Zaporożu…– twierdzi Olszański.
polskieradio.pl/Kresy.pl




























