Historia trzeciego ludobójstwa

Podczas II wojny światowej naród polski został poddany trzem ludobójstwom: niemieckiemu, sowieckiemu i ukraińskiemu. Dwa pierwsze są dobrze opisane i nie budzą większych kontrowersji. Natomiast najmniej znane i do niedawna słabo zbadane trzecie ludobójstwo, dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Wołyniu, w Małopolsce (Galicji) Wschodniej (przedwojenne województwa tarnopolskie, stanisławowskie i lwowskie) a także częściowo na Polesiu i Lubelszczyźnie, budzi zażarte spory i kontrowersje.

Geneza

Ludobójstwo to zostało zaplanowane, zorganizowane i przeprowadzone przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), a dokładniej przez jej odłam pod przewodem Stepana Bandery (OUN-B) oraz jej zbrojne ramię – Ukraińską Powstańczą Armię (UPA). OUN została utworzona w 1929 roku w Wiedniu przez emigracyjnych działaczy ukraińskich wywodzących się z Galicji. Sfrustrowani upadkiem państwa zachodnioukraińskiego twórcy OUN uznali, że jedynie wejście na drogę radykalnego nacjonalizmu pozwoli w przyszłości na wykorzystanie szansy takiej, jaką zmarnowano w latach 1918-19. Opracowany w roku powstania OUN „Dekalog ukraińskiego nacjonalisty” zezwalał m.in. na dopuszczanie się „największej zbrodni, jeżeli tego wymagać będzie dobro sprawy”, nakazywał „nienawiścią i podstępem (…) przyjmować wrogów (…) Nacji” oraz zalecał, by „dążyć do poszerzenia siły, chwały, bogactwa i przestrzeni Państwa Ukraińskiego nawet drogą zniewolenia obcoplemieńców”. To w postanowieniach I Zjazdu OUN znalazły się słowa o „usunięciu okupantów” z ziem ukraińskich w trakcie „narodowej rewolucji”, co można uznać za zapowiedź przyszłych czystek etnicznych, gdyż ukraińscy nacjonaliści do okupantów zaliczali także Polaków.

Radykalny, integralny nacjonalizm OUN jest przez wielu historyków uznawany za ukraińską odmianę faszyzmu.

W latach międzywojennych OUN działała nielegalnie na terenie II RP, korzystając z obfitej pomocy Abwehry, przeprowadzając różne akty sabotażowe i terrorystyczne. Jej bojówkarze dokonali m.in. w 1930 r. ponad 2000 podpaleń i kilkuset innych aktów sabotażu, którym kres położyły „pacyfikacje” zarządzone przez marszałka Piłsudskiego. W późniejszych latach OUN przeprowadziła szereg zamachów terrorystycznych na osoby opowiadające się za zbliżeniem polsko-ukraińskim, np. na dyrektora liceum ukraińskiego Iwana Babija czy ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. W tych aktach terroru życie straciło więcej Ukraińców niż Polaków. Jednak można uznać, że popularność OUN w II RP była ograniczona, a państwo polskie mimo trudności radziło sobie z tą organizacją. Za więzienne kraty w międzywojennej Polsce trafiły największe tuzy ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego – m.in. Stepan Bandera, Roman Szuchewycz i Mykoła Łebed’, a intensywność zamachów po 1935 roku zmalała.

Niechlubna mniejszość

Wybuch II wojny światowej wypuścił z butelki dżina ukraińskiego nacjonalizmu i wyzwolił jego niszczycielską siłę. Już podczas kampanii wrześniowej ouenowscy bojówkarze atakowali żołnierzy polskich, wycofujących się w stronę Rumunii i Węgier. Polaków rozbrajano a następnie mordowano. Zagrożeni byli także cywilni uchodźcy. Uważa się, że we wrześniu 1939 roku mogło zginąć z rąk Ukraińców (nacjonalistów, ale także i komunistów) około 3 tys. Polaków[1]. W tym miejscu należy jednak podkreślić, że większość obywateli polskich ukraińskiego pochodzenia wykazała się w 1939 r. lojalnością wobec Polski, m.in. ponad 100 tys. Ukraińców przelewało krew w szeregach Wojska Polskiego. Wbrew obiegowym opiniom radość okazywana z okazji upadku Polski nie była zbyt powszechna.

Przez lata 1940-41 Niemcy mamili nacjonalistów ukraińskich wizją powołania państwa ukraińskiego. To, a także terror sowiecki zaprowadzony na Ukrainie, sprawiły, że atak III Rzeszy na ZSRR spotkał się z poparciem zachodnich Ukraińców. Wraz z Niemcami weszły na Ukrainę zorganizowane przy wsparciu OUN bataliony Nachtigall i Roland a także tzw. grupy marszowe mające zaprowadzać na zajmowanych ziemiach państwo ukraińskie. Na zdobytych ziemiach powoływano samozwańczo milicję ukraińską. Po zajęciu Lwowa 30 czerwca 1941 r. frakcja Bandery ogłosiła, nie uznany przez Niemców, akt „odnowienia” państwa ukraińskiego. Bandera i premier Stećko zostali osadzeni w areszcie domowym a następnie w obozie w Sachsenhausen. Mimo to niemieckie panowanie na Ukrainie spotkało się z aprobatą ukraińskich nacjonalistów. Na licznej rzeszy wywodzących się z nich kolaborantów Niemcy oparli swą władzę. W szczególności złą sławą zapisała się w pamięci Kresowian ukraińska policja pomocnicza.

Fatalnym memento dla Polaków na Kresach Południowo-Wschodnich był Holokaust. W 1942 i na początku 1943 r. Niemcy dokonali „ostatecznego rozwiązania” kwestii żydowskiej na Ukrainie. W przeciwieństwie do krajów, w których Żydów wyniszczano w zamkniętych obozach, na Ukrainie rozstrzeliwano ich głównie na miejscu przy udziale ukraińskiej policji. Teoretycznie miała ona tylko eskortować Żydów i „zabezpieczać” miejsca egzekucji, w rzeczywistości jednak często uczestniczyła w mordach. W akcjach tych na jednego Niemca przypadało dziesięciu Ukraińców. W ten sposób naziści dali ukraińskim nacjonalistom lekcję, jak można pozbywać się w sposób definitywny całych grup ludności. Wielu świadków zapamiętało, że zainspirowani zbrodniczym dziełem Ukraińcy zapowiadali: Wyrizalimy żidiw, wyryżemo i lachiw.

Gdy na Kresach szalał Shoah, dla Polaków trwał tzw. okres pregenocydalny, swoiste przygotowanie do właściwego uderzenia, kiedy to ukraińscy nacjonaliści dokonywali pojedynczych zabójstw na Polakach. Najczęściej brano na cel osoby będące liderami lokalnej społeczności – inteligentów, byłych wojskowych, lesników, urzędników. Udało się ustalić, że w 1942 roku na Wołyniu w tego typu atakach zginęło 301 osób[2] (w rzeczywistości zapewne jeszcze więcej). Żywioł polski na Wołyniu, już wcześniej osłabiony przez Sowietów i Niemców, wszedł w 1943 rok niemal pozbawiony elity przywódczej.

Przełomowym wydarzeniem dla losów Wołynia była przegrana przez Niemców bitwa stalingradzka. Pojawiło się wówczas realne widmo powrotu Sowietów na wschodnie ziemie II RP i – jak sądzono – otwarcie kwestii przynależności państwowej tych ziem. Już po Stalingradzie, w dniach 17-23 lutego 1943 roku odbyła się III konferencja OUN-B, na której zapadła decyzja o wybuchu „rewolucji narodowej”, tej samej, która miała usunąć „okupantów” Ukrainy. Już od 15 marca policjanci ukraińscy zaczęli porzucać służbę u Niemców i w większości przechodzić z bronią do oddziałów leśnych, które z czasem przyjęły nazwę Ukraińskiej Powstańczej Armii. Do 10 kwietnia zdezerterowało ok. 5000 policjantów. Rozpoczęło się dziwne „powstanie”, którego ofiarami najczęściej padali bezbronni Polacy a rzadko niemiecka administracja.

U progu ,,rewolucji narodowej”

Pierwszą akcją oddziałów zbrojnych OUN, jeszcze przed III konferencją, był rajd sotni H. Perehijniaka – „Korobki” w dniach 7-9.02.1943 r. Po napadzie na miasteczko Włodzimierzec, gdzie zabito kilku Niemców, oddział najechał na kolonię Parośla I, gdzie podając się za partyzantkę sowiecką, dokonał mordu na 155 bezbronnych Polakach. Od tej pory według tego schematu przebiegała owa „rewolucja narodowa” – ograniczona do minimum walka z Niemcami i coraz bardziej intensywna eksterminacja Polaków. Jej przebieg w pierwszej połowie 1943 r. wyznaczają takie daty jak 26.03 (Lipniki, 184 zabitych), 22-23.04 (Janowa Dolina, ok. 600 zabitych) czy 2.06 (Hurby, ok. 250 zabitych). Nie sposób wymienić mniejszych napadów. Do połowy 1943 roku ataki UPA, w których zginęło co najmniej 9 tys. Polaków [3], objęły w zasadzie tylko wschodnie powiaty woj. wołyńskiego.

Niemiecka reakcja na ukraińską guerillę była opóźniona i ograniczona. Nie dysponując na Wołyniu wystarczającymi siłami do zdławienia rewolty, ograniczyli się hitlerowcy początkowo do apeli o spokój, a także prób skierowania ukraińskiego uderzenia na Polaków. W miejsce zbiegłych ukraińskich policjantów Niemcy próbowali werbować polskich ochotników, co nie przynosiło efektu, dopóki nie nastąpiły masowe rzezie. Dopiero wówczas zdesperowani polscy mężczyźni wstępowali w szeregi policji (tzw. Schutzmannschaften), co dawało możliwość ochrony bliskich lub dokonania zemsty za ich śmierć. Polscy „szucmani” zajmowali się zwalczaniem UPA, ewakuacją i ochroną ludności oraz służbą wartowniczą. Ich liczebność nie była jednak znacząca – łącznie około 1,5 tysiąca.

Dopiero lipcowe rzezie, które zdestabilizowały niemieckie zaplecze, skłoniły Niemców do bardziej zdecydowanych działań w celu zwalczania UPA. Czynili to hitlerowcy w typowy dla siebie sposób – pacyfikując wioski wspierające nacjonalistów i aresztując podejrzany aktyw. Jednak z uwagi na to, że ukraińscy nacjonaliści nie uderzali bezpośrednio w niemiecką machinę wojenną (nie wysadzali torów, nie atakowali wojska), rzucono przeciw nim siły zbyt małe, by znacząco ograniczyć aktywność UPA.

Antypolska akcja banderowców na Wołyniu zaskoczyła także polskie podziemie. Początkowo nie miało ono nawet rozeznania, kto stoi za napadami. Cała sprawa sprawiała na początku wrażenie lokalnej „rewolty”, być może inspirowanej z zewnątrz. W związku z tym postanowiono ograniczyć reakcję do tworzenia wiejskich samoobron. Do lipca 1943 r. powstało około 100 takich jednostek. Jednocześnie podejmowano próby załagodzenia stosunków poprzez rozmowy z Ukraińcami. Gdy je toczono, Dmytro Klaczkiwśkyj – „Kłym Sawur”, dowódca wołyńskiej UPA (czyli całości sił upowskich w tamtym czasie), podjął już decyzję o ludobójczej akcji obejmującej cały Wołyń. Wstępem do niej był atak na miejscowości skupione wokół ośrodka samoobrony w Przebrażu. W ciągu jednej nocy z 4 na 5 lipca zginęło ok. 550 polskich cywili. 10 lipca we wsi Kustycze banderowcy zamordowali trzech emisariuszy Państwa Podziemnego, przybyłych na rozmowy. Rozerwany końmi został m.in. pełnomocnik Okręgowej Delegatury Zygmunt Rumel – „Krzysztof Poręba”, poeta miary K.K. Baczyńskiego. Stało się to w przeddzień największego uderzenia UPA.

Krwawe Kresy

11 lipca 1943 r. (niedziela) po kilkudniowej mobilizacji oddziały UPA wspierane przez tzw. Samoobronne Kuszczowe Widdiły, czyli chłopskie bojówki uzbrojone w siekiery, widły, kosy i tym podobną „broń”, przypuściły atak na ponad 100 polskich miejscowości. Polaków często zaskakiwano podczas mszy świętych – tak było np. w Kisielinie i Porycku. Mordowano bezbronną ludność nie oszczędzając kobiet, dzieci i starców, palono zabudowania. W następnych dniach, aż do początków sierpnia, ludobójcza akcja była kontynuowana niemal na całym Wołyniu. W zachodnich powiatach województwa akcja opóźniła się o ponad miesiąc, gdyż tamtejszy dowódca upowski – Jurij Stelmaszczuk -„Rudyj” nie mógł uwierzyć w treść otrzymanego rozkazu i zażądał jego potwierdzenia. Gdy je otrzymał, bezwględnie wyniszczył Polaków na swoim terenie. W szczególności zapadła w pamięć rzeź dwóch istniejących od kilkuset lat wsi Ostrówki i Wola Ostrowiecka, gdzie pod koniec sierpnia 1943 r. wymordowano ok. 1150 Polaków.

Dopiero w odpowiedzi na ukraińskie uderzenie AK zdecydowała o utworzeniu oddziałów partyzanckich na Wołyniu. Do 28 lipca powstało 8 oddziałów liczących łącznie zaledwie ok. 1000 żołnierzy. Wyznaczono im za cel ochronę ludności polskiej i jej mienia przed zagładą. Jednocześnie wydano rozkazy zabraniające odwetu na ukraińskich cywilach.

Jesienią 1943 r. natężenie rzezi znacznie spadło, gdyż duże obszary Wołynia były już ogołocone z Polaków. Ci, którym udało się przeżyć, uciekli do miast, gdzie upowców odstraszała obecność Niemców lub do tych ośrodków samoobrony, które przetrwały ataki wroga. Uchodźcy koczowali w opłakanych warunkach, często jedyny ratunek upatrując w zgłoszeniu się na roboty w Rzeszy. Ostatnie rzezie na Wołyniu miały miejsce zimą 1943/44r. przy przejściu frontu i związaną z tym anarchią. Tak m.in. wymordowano ok. 300 osób, głównie kobiet i dzieci, w opuszczpnym przez obrońców klasztorze w Wiśniowcu Nowym.

rn

Niekwestionowane dziś szacunki ofiar Wołynia mówią o 60 tysiącach zabitych Polaków[4]. Liczba ofiar polskich odwetów mogła wynieść nie więcej niż 2-3 tysiące Ukraińców[5].

rn

Gdy na Wołyniu dokonywało się zorganizowane ludobójstwo, w sąsiedniej Małopolsce Wschodniej trwał podobny do wołyńskiego okres pregenocydalny. W drugiej połowie 1943 r. w skrytobójczych mordach, nacjonaliści ukraińscy zabili na terenach trzech wschodniomałopolskich województw ponad 2 tys. Polaków (obliczenia własne autora). Na początku 1944 roku OUN i UPA rozpoczęły tam ludobójstwo na skalę podobną do wołyńskiej. Dowódca UPA Roman Szuchewycz wydał rozkazy, by Polaków „w pień wycinać”. W późniejszym czasie antypolską akcję złagodzono nakazując Polaków najpierw wzywać do wyjazdu na ziemie „rdzennie polskie” (w mniemaniu ukraińskich nacjonalistów znajdowały się one za Sanem), a jeśli tego nie uczynią, zabijać tylko mężczyzn. W praktyce oprawcy często ignorowali te obostrzenia. Niemniej, pod presją gróźb i samych rzezi z ziem tych uciekło 300-400 tysięcy Polaków.[6]

rn

Największe nasilenie ataków w Małopolsce Wschodniej trwało od lutego do kwietnia 1944 roku. W tym zbrodniczym dziele UPA była wspierana przez jednostki SS „Galizien”, dywizji Waffen SS złożonej z ukraińskich ochotników, które operowały na terenach b. woj. tarnopolskiego. Symbolem ludobójstwa w Galicji jest miejscowość Huta Pieniacka, gdzie 28.02.1944 r., SS „Galizien” i członkowie UPA, zabili według różnych źródeł od 700 do 1200 Polaków. Tego samego dnia, już samodzielnie, UPA wymordowała ponad 150 Polaków w Korościatynie w powiecie buczackim.

rn

Eksterminacja Polaków w Małopolscy Wschodniej trwała z przerwami, z większym lub mniejszym natężeniem, aż do połowy 1945 r., a więc niemal do wyjazdu Polaków na tzw. Ziemie Odzyskane.

rn

Stan badań nad ludobójstwem w Małopolsce nie pozwala na podanie jednej, niekwestionowanej liczby ofiar. Różne szacunki zaczynają się od 30-40 tys. [7], a kończą na 100 tys. zabitych [8] [9] [10]. Moim zdaniem we Wschodniej Małopolsce zginęło więcej ludzi niż na Wołyniu. Tymczasem liczba ofiar polskich odwetów jest oceniana tam od tysiąca do 5 tysięcy[11].

rn

Nieco inaczej niż na Kresach wyglądała sytuacja na Lubelszczyźnie, której część położoną na prawym brzegu Sanu ukraińscy nacjonaliści także uważali za ziemię ukraińską. W związku z szalejącym terrorem okupanta niemieckiego działały tam silne oddziały partyzanckie BCh i AK. Z chwilą podjęcia przez ukraińskich nacjonalistów tzw. antypolskiej akcji (luty/marzec 1944), polskie podziemie przystąpiło na tych terenach do odwetowych i prewencyjnych uderzeń na wsie ukraińskie będące siedliskami policji ukraińskiej i UPA oraz do ewakuacji polskiej ludności. Doszło do licznych i krwawych starć z siłami ukraińskimi, w wyniku których na południowej Zamojszczyźnie ukształtował się 150-kilometrowy front polsko-ukraiński utrzymujący się aż do przyjścia Armii Czerwonej. Według dr. Motyki straty polskie i ukraińskie na tych terenach były zbliżone: po 3-5 tys. ofiar[12]. Badacze wywodzący się z ruchów kresowych i patriotycznych podwyższają straty polskie do 15 tysięcy[13], przy czym włączają w to także liczne ofiary formacji złożonych z Ukraińców w służbie niemieckiej, zaś szacunki ofiar ukraińskich czynione przez Motykę uważają za pozbawione dostatecznych podstaw[14].

rn

Spadkobiercy Chmielnickiego?

rn rn

Szczególnie negatywnym wyróżnikiem ludobójstwa ukraińskich nacjonalistów, czymś co do dzisiaj budzi niedowierzanie i grozę, było powszechne, niewyobrażalne bestialstwo oprawców przejawiające się w wymyślnych torturach i niezliczonych sposobach zadawania śmierci. Nad ofiarami często pastwiono się w okrutny sposób – wydłubywano oczy, obcinano części ciała, ćwiartowano, rozcinano brzuchy, krzyżowano. Obrazy tortur zadawanych przez nacjonalistów ukraińskich są jakby żywcem wzięte z kronik opisujących okrucieństwa chmielnicczyzny i koliszczyzny.

rn

Wybitny znawca tematyki ludobójstwa, prof. Ryszard Szawłowski zwraca także uwagę na kilka innych negatywnych wyróżników ludobójstwa ukraińskiego (w porównaniu do ludobójstw niemieckiego i sowieckiego na Polakach)[15]:

rn

– zarówno hitlerowcy jak i Sowieci nigdy nie przystąpili do eksterminacji wszystkich dostępnych im Polaków. Natomiast UPA na obszarze swego działania nakazywała „Polaków w pień wycinać”.

rn

– duży udział ludności cywilnej w mordach. W przeciwieństwie do ludobójstw sowieckiego i niemieckiego, gdzie eksterminację przeprowadzały wybrane formacje, Polacy na ukraińskich Kresach padali często ofiarą podburzonej do mordu ludności, nierzadko własnych sąsiadów.

rn

– Morderstwa w rodzinach mieszanych. Według utartego zwyczaju w rodzinach polsko-ukraińskich synowie „dziedziczyli” narodowość po ojcu a córki po matce. Zdarzało się, że atmosfera radykalnej rozprawy z Polakami i presja zaczadzonego nacjonalizmem otoczenia, pchały ukraińskich członków rodzin mieszanych do mordu na polskich najbliższych. Znane są przypadki zabijania żon przez mężów, sióstr przez braci, matek przez dzieci, itd.

rn

– Były to zbrodnie dokonane nie przez okupantów, lecz przez obywateli państwa polskiego. Gwoli sprawiedliwości należy wspomnieć, że wielu Ukraińców przeciwstawiało się mordom dokonywanym na Polakach, udzielając im różnej pomocy, za co często byli zabijani przez swych rodaków.

rn

– Taktyka spalonej ziemi. Nacjonaliści ukraińscy nie poprzestawali na unicestwieniu lub wygnaniu Polaków. Planowo niszczyli także wszelkie ślady ich bytności – zabudowania mieszkalne i gospodarcze, budynki publiczne, kościoły, dwory a nawet sady owocowe.

rn

– Brak prawdy. O ile przedstawiciele Niemiec a także w pewnym stopniu Rosji, przyznają, że dochodziło z ich strony do zbrodni na narodzie polskim, o tyle z ośrodków władzy ukraińskiej płyną wypowiedzi zupełnie odwrotne. OUN i UPA przedstawia się jako formacje narodowowyzwoleńcze, stawia się pomniki ich przywódcom, ludobójstwo na Polakach zaś neguje się, relatywizuje lub przemilcza. Co gorsza, ten punkt widzenia przyjęła część polskich środowisk opiniotwórczych i politycznych.

rn

Wołanie o prawdę

rn rn

Właśnie ten ostatni negatywny wyróżnik sprawia, że w ostatnim czasie wzmógł się polsko-ukraiński spór o historię, przeniesiony także na polskie wewnętrzne stosunki. Środowiska kombatanckie i kresowe, naoczni świadkowie zagłady Kresów i ich potomkowie, nie mogą pogodzić się z zupełnie jawnym już nazywaniem zbrodniarzy bohaterami, tolerowanym przez polskie elity w imię źle pojętego „pojednania”. Wołanie Kresowian i ich przyjaciół o prawdę wzmaga się wprost proporcjonalnie do natężenia kłamstw płynących z drugiej strony. Szczególnie boli przypisywanie ofiarom tej okrutnej rozprawy części odpowiedzialności za zaszłe wydarzenia, nazywanie ich tragedii „marginesem” oraz wyolbrzymianie i idealizowanie wątpliwej miary państwotwórczych działań OUN i UPA.

rn

Oczywiście pod względem liczby ofiar ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich dokonane na Kresach Południowo-Wschodnich nie wytrzymuje porównania ze zbrodniami niemieckimi i sowieckimi. Należy jednak pamiętać, że za okupantami niemieckim i sowieckim stały państwowe aparaty zbrodni i mieli oni w różnych okresach czasu całość ziem polskich pod kontrolą. Natomiast nacjonalistom z OUN i UPA nigdy nie udało się stworzyć państwa, swoimi działaniami objęli tylko południowo-wschodnie ziemie II RP. Poza ich zbrodniczym zasięgiem pozostawała z reguły ludność miejska. A jednak, mimo stosunkowo szczupłych sił (UPA w momencie największego rozwoju liczyła 30 tys. ludzi) i ograniczonego zasięgu działania, ukraińscy nacjonaliści podjęli się dzieła wymordowania wszystkich dostępnych im Lachów. Zdołali unicestwić ponad 100 tysięcy Polaków oraz nieznaną bliżej liczbę (kilkadziesiąt tysięcy?) Ukraińców niechętnych nacjonalistycznej ideologii. Swoimi działaniami zmusili do ucieczki dalsze setki tysięcy ludzi. Nie można także zapominać, że wielu członków OUN i UPA przyłożyło rękę do zagłady Żydów (kolejne kilkaset tysięcy zamordowanych). Mieliśmy, więc do czynienia za przyczyną ukraińskich nacjonalistów na Kresach Południowo-Wschodnich z niebywałą erupcją zbrodni i barbarzyństwa, godną wiecznego potępienia a nie pochwały.

rn

Zbrodnia ta jest zatem bagatelizowana zupełnie niesłusznie. Obok sowieckich wywózek, Holokaustu oraz tak zwanej repatriacji była jednym z ostatnich etapów tragicznego procesu bezpowrotnego zniszczenia fenomenu nazwanego Kresami Wschodnimi. Oznaczała zniknięcie setek miejscowości, lokalnych społeczności i „małych ojczyzn” oraz obiektów kultury materialnej. Znając znaczenie Kresów dla kultury polskiej (czyż nie stamtąd pochodzili Mickiewicz i Słowacki, Krasiński i Pol, Miłosz i Herbert?) należy uznać za rzecz wielce zastanawiającą, że tragedia ta wciąż jest nieobecna w polskiej zbiorowej pamięci.

rn

„Mego dziadka piłą rżnęli / Myśmy wszystko zapomnieli” – pisał Wyspiański w „Weselu” o rabacji galicyjskiej. Wbrew gorzkim słowom poety, pamięć o tym krwawym wydarzeniu pozostawała żywa przez sto lat, czyli dopóki żyło pokolenie wnuków, naocznych świadków traumy, z którą uszłe z życiem ofiary tamtej rzezi musiały zmagać się przez całe życie. Jeśli ktoś liczy na to, że ludobójstwo OUN i UPA przestanie budzić emocje, musi poczekać jeszcze przynajmniej kilkadziesiąt lat.

rn

Dymitr Bagiński

rn rn

PRZYPISY

rn

[1] Grzegorz Motyka, Ukraińska partyzantka, Warszawa 2006, s. 72

rn

[2] Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945, tom II, Warszawa 2000, s. 1038

rn

[3] Tamże, s.1045

rn

[4] Ewa Siemaszko, wypowiedź z 27 maja 2003 r. podczas dyskusji panelowej „Przeszłość, która dzieli. Eksterminacja ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1943-1945” – zob. http://www-kresy.pl/wolyn/inne/przeszlosc.htm

rn

[5] Grzegorz Motyka, op.cit, s. 412

rn

[6] Tamże, s. 391

rn

[7] Ryszard Torzecki, Polacy i Ukraińcy. Sprawa ukraińska w czasie II wojny światowej na terenie II Rzeczypospolitej, Warszawa 1993, s. 267

rn

[8] Henryk Komański, Szczepan Siekierka, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939-1946, Wrocław 2006, s. 6, [9] Szczepan Siekierka, Henryk Komański, Krzysztof Bulzacki, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939-1947, Wrocław 2006, s. 1179, [10]Szczepan Siekierka, Henryk Komański, Eugeniusz Różański, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939-1946, Wrocław 2007, s. 11.

rn

[11] „raczej bliżej tysiąca niż pięciu” – zob. Grzegorz Motyka, op. cit. s. 411

rn

[12] Grzegorz Motyka, op.cit., s. 398

rn

[13] Stanisław Jastrzębski, Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939-1947, Wrocław 2007

rn

[14] zob. artykuł Andrzeja Żupańskiego pt. Grzegorz Motyka o Giedroyciu, Polakach, Ukraińcach, IPNie, zamieszony na stronie http://www.wolgal.pl/art40.html

rn

[15] Ryszard Szawłowski, Przedmowa do: Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, Ludobójstwo…, op.cit., t. I, s.12-14.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz