Prezes Oddziału Związku Polaków na Ukrainie w Nietyszynie. Urodziła się w wiosce Hołowne k. Sławuty, w polskiej, ale nieco zukrainizowanej rodzinie, w której od święta i głównie po kryjomu mówiło się po polsku.

To, że działa dzisiaj na rzecz polskości zawdzięcza głównie swojej babci Magdalenie, która nauczyła ją modlić się po polsku i pielęgnować narodowe tradycje. Często zabierała ją do kościoła w Połonnem.

W Hołownem pani Wanda mieszkała aż do ukończenia szkoły średniej, po której udała się na studia pedagogiczne do Kamieńca Podolskiego. Po nich zaliczyła jeszcze studia podyplomowe na Uniwersytecie Pedagogicznym w Drohobyczu z zakresu języka polskiego i literatury polskiej. Obecnie pracuje w Szkole Nr 2 w Nietiszynie, gdzie zajmuje się nauczaniem początkowym w najmłodszych klasach. Ponadto prowadzi zajęcia fakultatywne z języka polskiego.

– Do Nietiszyna przeprowadziłam się z rodzinnej miejscowości w 1989 r. – wspomina – Miasto intensywnie się rozbudowywało, powstawały nowe dzielnice mieszkaniowe, w trakcie montażu był drugi blok w elektrowni atomowej. Większość mieszkańców okolicznych wsi szukała w nim zatrudnienia. Wyjechała z nich praktycznie cała młodzież, pozostali sami staruszkowie. Ze wsi do Nietiszyna wyjechali też praktycznie wszyscy młodzi Polacy. Dzięki temu powstało ich w nim dość duże skupisko. Mieszka ich w nim obecnie około pięciuset. Są to tylko ci, co są ujęci w moim wykazie i przyznają się do polskości. Są jednak i tacy, którzy nie uczestniczą w życiu mojej organizacji czy parafii. Młodzi, którzy jako tako się w mieście zadomowili, ściągają też ze wsi swych starszych rodziców. Na wsi żyje się bowiem bardzo ciężko. W mojej rodzinnej wsi zostało obecnie najwyżej dwudziestu Polaków. Powoli staramy się tych Polaków, którzy mieszkają w Nietiszynie odnajdywać i jakoś pobudzać do aktywności. W sumie jak dotąd do udziału w ZPU, którym kieruję, zapisało się sto trzydzieści osób…

Gdyby nie pani Wanda, nie wiadomo, czy oddział Związku Polaków na Ukrainie w ogóle by powstała. Nie ma bowiem własnego lokalu, zarejestrowany jest na jej adres domowy. Gdy pani Wanda była na urlopie wychowawczym po urodzeniu dziecka i nie miała czasu na zajmowanie się organizacją, to ta najzwyczajniej zamarła. Dlatego też m.in. choć formalnie istnieje już dziesięć lat i w tym roku będzie obchodzić jubileusz, to władze ukraińskie uznają, że funkcjonuje ono dopiero pięć lat.

– Głównym oparciem dla działań oddziału ZPU w Nietiszynie jest pracownia języka polskiego w Szkole Nr 2, w której pracuję – mówi Wanda Szatkowska – Języka polskiego uczę jednak nie tylko w niej, ale we wszystkich szkołach miasta. W sumie uczęszcza na nie regularnie sto dzieci, od dziesięciu do szesnastu lat. Czynią to chętnie, bo staram się prowadzić lekcje w sposób niekonwencjonalny. Uczę ich nie tylko języka , ale także kultury i historii Polski. Organizuję dla nich również różnorakie imprezy, dni kultury polskiej itp. Obchodzimy także dni niepodległości Polski, święto 3 Maja itp. Cieszę się, że władze Nietiszyna nie utrudniają nam działalności. Przy większych imprezach korzystamy z sali w szkole muzycznej.

Pani Wanda, jak sama przyznaje nie od razu zaangażowała się na rzecz odradzania w Nietiszynie polskości. Początkowo brakowało jej czasu, bo zajęta była wychowywaniem dzieci, a gdy te podrosły nie bardzo wiedziała, jak się do tego zabrać. Na szczęście w Sławucie powstał już oddział Związku Polaków na Ukrainie i odrodziła się parafia. Katolicka wspólnota powstała też w Nietiszynie a dojeżdżający do niej ze Sławuty ks. Jan Szańca wiedział, że pani Wanda jest nauczycielką i skontaktował ją z działaczami sławuckimi, którzy pomogli jej wystartować. Dzisiaj jest jej łatwiej, bo wspiera ją kilka osób, które ukończyło studia w Polsce w tym jedna nauczycielka języka polskiego, wykładająca go na Akademii Ostrogskiej.

Pani Wanda jest wdzięczna za każdą pomoc otrzymaną z Polski za to, że jej oddział jest zauważany przez Konsulat czy Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”. Obecnie jej głównym marzeniem jest doposażenie pracowni języka polskiego. Brakuje w niej podstawowych mebli. Te obecne maja tak jak szkoła 25 lat i nie bardzo nadają się do użytku. Pracowni potrzeba ławek, krzeseł i tablicy. Są one niezbędne, by pracownia mogła się rozwijać. W soboty i wieczorami pani Wanda chciałaby bowiem zacząć prowadzić w niej lekcje języka polskiego dla dorosłych. Wśród nich jest też duże zainteresowanie. Wiąże się to z warunkiem posługiwania się językiem polskim, by otrzymać „Kartę Polaka”. Ilość osób, które chcą ją posiadać systematycznie zaś rośnie. Dotąd otrzymało ją już siedemdziesiąt osób.

Prywatnie pani Wanda jest żoną pracownika elektrowni atomowej i matką trojga dzieci. Jej najstarsza córka rozpoczęła w tym roku studia na UMCS-ie na kierunku turystyka i rekreacja, syn służy jako żołnierz kontraktowy w armii ukraińskiej, a najmłodsza córka uczęszcza jeszcze do przedszkola.

Marek A. Koprowski

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz