Syria wraca do gry

Miniony rok można uznać za udany dla syryjskiego rządu. Większość terytoriów kontrolowanych dotąd przez islamskich ekstremistów zostało wyzwolonych, zaś z kraju powoli wycofują się amerykańscy żołnierze. Dodatkowo, w ostatnich tygodniach Syryjska Republika Arabska normalizuje stosunki z państwami regionu i coraz częściej mówi się o jej powrocie do Ligi Państw Arabskich.

Trudno powiedzieć w tej chwili jak rozwinie się sytuacja w północno-wschodniej części kraju. Kontrolowana przez siły kurdyjskie Demokratyczna Federacja Północnej Syrii zagrożona jest tureckim atakiem, chociaż turecki prezydent Recep Tayyip Erdoğan „na razie” wstrzymał szeroko zapowiadaną ofensywę. Wielce prawdopodobne, że jednak do niej nie dojdzie, ponieważ na terytorium samozwańczej federacji wkroczyły już syryjskie siły rządowe, mające chronić miasto Manbidż. To właśnie ono może być głównym celem ataku Turków, kiedy Kurdowie zostaną ostatecznie opuszczeni przez siły amerykańskie.

Na początku roku wkroczenie syryjskich sił rządowych spowodowało zatrzymanie ofensywy Turków i wspieranych przez nich oddziałów Wolnej Armii Syrii, którym wcześniej udało się zająć większość kontrolowanej wcześniej przez Kurdów prowincji Afrin. Od tego czasu syryjskie siły wspierane przez Rosjan i Irańczyków odniosły właściwie same sukcesy, znacząco ograniczając liczbę obszarów kontrolowanych przez „rebeliantów”. Na tę chwilę znajdują się oni już tylko przy granicy z Jordanią i Turcją, natomiast na pustyni przy granicy z Irakiem stacjonują resztki oddziałów tzw. Państwa Islamskiego.

Dyplomatyczne odrodzenie

Jeszcze ważniejsze dla Syryjskiej Republiki Arabskiej wydaje się być jednak powolne wychodzenie kraju ze stanu dyplomatycznej izolacji. Co prawda przez cały okres konfliktu Syria mogła liczyć na swoich sprawdzonych sojuszników, lecz poza nimi do Damaszku udawali się głównie politycy w gruncie rzeczy marginalnych ugrupowań z zachodniej Europy. Większość państw regionu Bliskiego Wschodu zerwała wszelkie relacje z Syrią, a część musiała je ograniczyć głównie z powodu swojej zależności od Arabii Saudyjskiej.

W ostatnich tygodniach sytuacja diametralnie się jednak zmieniła. Świadczy o tym przede wszystkim wizyta sudańskiego prezydenta Umara al-Baszira, będącego pierwszą głową państwa członkowskiego Ligi Państw Arabskich, która od czasu wybuchu wojny w 2011 roku postanowiła odwiedzić Damaszek. Spotkanie al-Baszira z jego syryjskim odpowiednikiem, Baszarem al-Assadem, przebiegało w przyjaznej atmosferze, a sudański przywódca podkreślał chęć odbudowy braterskich relacji z państwem syryjskim. Interesująca była zwłaszcza jego deklaracja dotycząca powrotu Syrii do jej wcześniejszej roli w regionie Bliskiego Wschodu. Sudan należy bowiem do głównych sojuszników Arabii Saudyjskiej, stąd uczestniczy on w konflikcie w Jemenie, zwiększając ostatnio swój kontyngent w ramach zacieśniania sudańsko-saudyjskiej współpracy wojskowej.

Innym bliskim sojusznikiem Saudyjczyków, odbudowującym swoje relacje z Syrią, są Zjednoczone Emiraty Arabskie. Po blisko siedmiu latach to państwo Zatoki Perskiej ponownie otworzyło swoją ambasadę w Damaszku, podkreślając jednocześnie chęć włączenia się w proces zaprowadzania w Syrii pokoju i stabilizacji. Władze w Abu Zabi w ciągu ostatnich siedmiu lat ostrożnie podchodziły zresztą do syryjskiej wojny. W porównaniu do innych sojuszników Rijadu ograniczyły się głównie do wspierania międzynarodowej koalicji przeciwko ISIS. Na początku roku Emiraty podkreślały zresztą, że nie opowiedziały się po żadnej stronie konfliktu, chociaż jednocześnie skrytykowały „rebeliantów” za współpracę z dżihadystami.

Zupełnie inaczej sprawa ma się z kolei z sąsiednią Jordanią, która za pośrednictwem swojego lotnictwa aktywnie uczestniczyła nie tylko w walkach z ISIS, ale otwarcie wspierała opozycję przeciwko rządom al-Assada. Na jordańską pomoc mogła liczyć koalicja dżihadystów skupionych pod szyldem „Frontu Południowego”, z kolei przed czterema laty z Ammanu wydalony został syryjski ambasador. Odprężenie we wzajemnych i na dodatek tradycyjnie złych relacjach syryjsko-jordańskich widoczne jest jednak w ostatnich tygodniach, gdy oba kraje otworzyły ponownie swoje przejścia graniczne. Jordański król Abdullah najwyraźniej pogodził się więc ze zwycięstwem syryjskiego rządu, licząc na szybkie pozbycie się kilkuset tysięcy uchodźców, będących ogromnym obciążeniem dla budżetu niezbyt zamożnego królestwa.

Wypróbowani sojusznicy

Nie wszystkie kraje arabskie podążały jednak drogą wspierających opozycję Arabii Saudyjskiej czy Kataru, lub też nie zajmowały neutralnego stanowiska jak Zjednoczone Emiraty Arabskie. Damaszek mógł liczyć przynajmniej na ciche wsparcie zwłaszcza tych państw, które podobnie jak Syria były lub wciąż są rządzone przez siły mające swoje korzenie ideowe w czasach święcenia triumfów przez panarabizm i socjalizm arabski.

Najlepszym przykładem jest Egipt, chociaż pod rządami Bractwa Muzułmańskiego jednoznacznie poparł on syryjskich „rebeliantów”, którzy w dużej mierze byli zresztą członkami tego sunnickiego ugrupowania. Po ponownym przejęciu władzy przez wojskowych, na czele z prezydentem Abd al-Fattah as-Sisim, Egipt w połowie 2013 roku ponownie otworzył swoją ambasadę w Syrii. Sam as-Sisi wielokrotnie wyrażał z kolei poparcie dla politycznego rozwiązania konfliktu, ostatecznie jednak popierając działania syryjskiego wojska. Obecnie Egipt zainteresowany jest głównie udziałem swoich przedsiębiorstw w odbudowie wojennych zniszczeń w Syrii, zaś w tym tygodniu do Kairu udał się szef syryjskich służb bezpieczeństwa Ali Mamluk.

Zobacz także: W Sejmie powstał zespół parlamentarny na rzecz współpracy z Syrią

W czwartek, kiedy ponownie otwierano ambasadę Zjednoczonych Emiratów Arabskich, po raz pierwszy od 2011 roku do Tunezji odleciał samolot syryjskich linii pasażerskich. Po przejęciu władzy przez centrolewicę w 2014 roku, Tunezja po dwóch latach przywróciła stosunki dyplomatyczne z Syrią na poziomie konsularnym, natomiast teraz zainteresowana jest głównie kwestiami bezpieczeństwa. Państwo kojarzące się głównie z wakacyjnymi wyjazdami okazało się być bowiem także świetnym miejscem do rekrutacji dżihadystów. Szacuje się, że po stronie ISIS w Syrii i Iraku walczyło ponad trzy tysiące obywateli tego kraju.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Syria przez cały okres konfliktu mogła liczyć z kolei na wsparcie Algierii, domagającej się obecnie przywrócenia jej członkostwa w Lidze Państw Arabskich. Algierczycy po wybuchu wojny w Syrii wyrażali głośny sprzeciw wobec dozbrajania tamtejszej opozycji, mając własne doświadczenia związane ze wspieraniem przez Arabię Saudyjską grup islamistów podczas algierskiej wojny domowej. Podobne stanowisko zajmował także Oman, który mimo nacisków ze strony państw Zatoki Perskiej stale rozwijał relacje z rządem al-Assada.

Powrót do Ligi Państw Arabskich?

W mediach pojawiają się dodatkowo informacje na temat toczących się zakulisowych rozmów, mających na celu normalizację stosunków syryjsko-saudyjskich. Tydzień przed otwarciem przejść granicznych z Jordanią, al-Assad powiedział w wywiadzie dla jednej z kuwejckich gazet, iż jego kraj osiągnął „poważne porozumienie” z państwami arabskimi, dlatego ich delegacje coraz częściej odwiedzają Damaszek. W ciągu ostatnich miesięcy istnienie nieformalnych kontaktów pomiędzy Syrią i sojusznikami Saudyjczyków sugerowała również dyplomacja Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Obecnie najczęściej mówi się o możliwości przywrócenia Syrii do Ligi Państw Arabskich, za czym opowiadać ma się nie tylko wspomniana Algieria, lecz także zdecydowana większość państw członkowskich tej organizacji. Państwa arabskie miały bowiem pogodzić się z porażką wspieranych przez siebie grup „rebeliantów”, a teraz mają być zainteresowane udziałem w odbudowie totalnie zniszczonej przez wojnę Syrii. Ponadto Saudyjczycy i ich sojusznicy chcą wydobyć Syrię ze sfery wpływów Iranu, co z pewnością będzie niezwykle żmudnym i jednocześnie ciekawym procesem.

Marcin Ursyński

Syria wraca do gry
5 (100%) 4 głosów.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz