Dwa oblicza rewolucji

Wśród różnych spojrzeń na ostatnie dwudziestolecie, istnieje i takie, które koncentruje się na wystąpieniach społecznych. Zmiany wymuszane przez ludzi są stałym składnikiem naszego regionu od 1989 roku. Tak zwana „jesień narodów” zakończyła się pełnym sukcesem w postaci członkostwa państw Europy Środkowo-Wschodniej w Unii Europejskiej i NATO. Druga fala demokratyzacji na terenie byłego Związku Sowieckiego (ZSRS), czyli tzw. „kolorowe rewolucje” nie przyniosła aż tak wielkich zmian.

W siedem miesięcy po runięciu Muru Berlińskiego wśród rozradowanych i świętujących Ghia Marghulia wziął udział w proteście przeciw sowieckim rządom w centrum Tbilisi.

Obecnie dyrektor państwowej szkoły, Marghulia siedzi w biurze i przypomina sobie ekscytującą atmosferę sprzed dwóch dekad, kiedy miała miejsca tzw. pierestrojka. Gruzini rozważali rzecz nie do po myślenia nigdy wcześniej – targnięcie się na wolność z moskiewskiego uścisku, by zyskać niezależność. „Łyknęliśmy już trochę wolności i było niemożliwe, żeby wrócić do starych ograniczeń „, twierdzi Marghulia. „Zaczęliśmy mówić o tym, jak Gruzja potrzebuje wolności”.

Kreml miał inne pomysły. W ciągu kilku godzin, 9 kwietnia, po kilku dniach demonstracji, sowieckie wojska okrążyły demonstrantów i zaatakowały ich. Dziewiętnastu Gruzinów zostało zabitych, włącznie z szesnastoletnią dziewczyną. Krwawa wiosna 1989 roku w Tbilisi stanowiła cząstkę procesu przemian we wschodniej Europie, gdy pokojowe protesty w Pradze i wschodnim Berlinie obaliły sowieckie satelickie reżimy niszcząc żelazną kurtynę i kończąc zimną wojnę.

Kiedy świat obchodzi dwudziestą rocznicę upadku żelaznej kurtyny, różne są losy krajów biorących wówczas udział w rewolucji. Byłe państwa wasalne Związku Sowieckiego jak Polska, Węgry, Czechy i Słowacja są wolnymi, stabilnymi, bezpiecznymi i dobrze prosperującymi demokracjami, wchodzącymi w skład NATO i Unii Europejskiej.

Jednak takie kraje jak Gruzja, Ukraina czy Mołdawia, które wygrały swoją wolność podczas rozpadu ZSRS w 1991 roku, doświadczyły burzliwych dwóch dekad, podczas których zmagały się z moskiewskim uciskiem, ustanawiając równocześnie demokracje i próbując złączyć swój los z Zachodem. Marghulia zauważa, że większość krajów wyłaniających się spod rządów sowieckich było zwyczajnie nie przygotowanych do osiągnięcia niezależności.

„Popełniliśmy wiele błędów. Wszyscy tęskniliśmy za wolnością, lecz nie przygotowywaliśmy się na nią. Wszyscy myśleliśmy, że kiedy będziemy wolni, wtedy również będziemy bezpieczni. Nie przygotowywaliśmy się. Nie przygotowywaliśmy ludzi na dobrych ministrów i dobrych administratorów. Nie mieliśmy pomysłów jak rozwijać nasze państwa”.

Deficyt liderów

Nowopowstałe państwa, spędziły blisko siedem dekad pod bezpośrednimi rządami sowieckimi, przyswajając sobie autorytarną kulturą polityczną ZSRS i nie mając wielkich demokratycznych tradycji. Co więcej, położenie w pobliżu Rosji, dawało Moskwie okazję dla mieszania się w ich sprawy wewnętrzne.

Dekada, tak zwanych „kolorowych rewolucji” w Gruzji, na Ukrainie i w Kirgistanie była próbą demokratycznego skoku naprzód – startem drugiej fali zmian z 1989 roku – rodzajem demokratycznym powstań, których celem było wprowadzenie nowych krajów do zachodnich instytucji. Wkrótce po rewolucjach, euforia osłabła i nadeszło gorzkie rozczarowanie, gdy nowe elity zaczęły walczyć ze sobą, prowadząc polityczną grę.

Co będzie dalej? „Potrzebujemy skutecznych liderów w tych krajach i prawdziwych liderów, którzy potrafią odłożyć próżność i chęć wyrównania swoich rachunków z innymi i naprawdę próbować pomóc rozwijać swoje państwa. Myślę, że potrzebujemy dostrzec zmiany w Rosji”, twierdzi Goldgeier (starszy współpracownik Rady Stosunków Międzynarodowych).

Ręce Moskwy

Rosja jest dużym problemem w tej układance. Po utracie satelitów w Europie wschodniej, Moskwa pozostaje niezachwiana w swej determinacji, by utrzymać to, co nazywa sferą wpływów w przestrzeni postsowieckiej. „W pierwszej połowie lat 90., Rosja była ledwie zdolna do utrzymania się, a kraje u swych granic, utrzymywała z trudem dzięki czynnikowi kulturowemu i politycznym więziom”, twierdzi Lincoln Mitchell, profesor stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku.

Po ukraińskiej Pomarańczowej Rewolucji w 2004 roku, Moskwa zaczęła używać bezceremonialnie swoich bogactw energetycznych jako broni, aby ukarać prozachodni rząd prezydenta Wiktora Juszczenki. Równocześnie próbuje wykorzystać rywalizację między Juszczenką, a premier Julią Tymoszenko.

W Mołdawii, Rosja używa konfliktu w Naddniestrzu do zdestabilizowania rządu w Kiszyniowie tak, aby ten pozostał w zależności od Moskwy. Nawet przed rozpadem ZSRS, Rosja sprzyjała separatystom w takich regionach jak Abchazja i Południowa Osetia. Kreml podżegał obydwie strony na początku lat 90., podczas rywalizacji o władzę między politycznymi klanami.

Kreml pozostaje ciągle ogromnie wpływowy na obszarze postsowieckim, przed Rewolucją Róż chciał zgnieść prozachodni rząd prezydenta Micheila Saakaszwilego, nalegał na utrzymanie prawa do wyznaczenia ministrów obrony i bezpieczeństwa Gruzji. Gdy Saakaszwili unieważnił te przywileje po objęciu władzy, Rosjanie byli rozwścieczeni. Ten stan trwa do dziś.

Mimo niezaprzeczalnej roli Rosji, analitycy mówią że demokratyczny deficyt w większości państw przestrzeni postsowieckiej ma głębsze przyczyny niż stałe uporczywe mieszanie się Moskwy. Analitycy twierdzą, że liderzy będący zwolennikami demokracji, niewiele przekładają z niej na praktyczne działanie. „Musimy mieć liderów, którzy będą chcieli przegrać wybory. Musimy mieć liderów, którzy będą wierzyć, że misja demokracji jest ważniejsza niż jakiekolwiek dobra, które oni potrafią przynieść państwu” – twierdzi Mitchell.

Porzucone obawy

Obawy istnieją także po stronie Zachodu, który potrafi zrezygnować z Ukrainy i Gruzji. Widać to szczególnie w działaniach prezydenta USA Baracka Obamy chcącego polepszenia relacji z Rosją. W lipcu, grupa prominentnych intelektualistów z Europy Wschodniej i byłych urzędników – w tym byli prezydenci Czech i Polski Vaclav Havel oraz Lech Wałęsa – opublikowali list otwarty do administracji Obamy wyrażając swoje obawy. W wyniku tego, prezydent USA wysłał Joe Bidena do Kijowa i Tbilisi latem, aby wzmocnić zaangażowanie Ukrainy i Gruzji w relacje z Waszyngtonem. Eksperci mimo to sądzą, iż Zachód nie zrobił nic, by pomóc w rozwoju demokratycznych instytucji na obszarze byłego Związku Sowieckiego.

Ten rok dostarczy kilku ważnych odpowiedzi dla krajów tego regionu. Ukraina przeprowadzi swoje pierwsze prezydenckie wybory po Pomarańczowej Rewolucji. Gruzja planuje przeprowadzić wybory parlamentarne w maju, a eksperci postrzegają je jako pierwszą rundę w starciu o Saakaszwilego, którego kadencja wygasa w 2013. Mołdawia zaś musi wreszcie wybrać głowę państwa.

Największym testem dla wszystkim mogą okazać się wysiłki Obamy. Biały Dom ma nadzieję, iż Rosja w międzyczasie złagodzi swą politykę wobec bliskiej zagranicy.

Źródło: RFE

www.rferl.org/content/Year_In_Review_Requiem_For_The_Revolutions/1915430.html

Opracowanie i tłum.: Wojciech Łysek




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz