Wystąpienie Rosjan przeciwko puczowi pod przywództwem Giennadija Janajewa doprowadziło do upadku Związku Radzieckiego i narodzin Federacji Rosyjskiej. Trzydziestej rocznicy tych wydarzeń nie świętuje jednak nawet osłabiona opozycja, bo ostatecznie zwolennicy przemian ponieśli klęskę – pisze dziennik „The Moscow Times[1].

W centrum Moskwy, ukryty za dwoma pasami ruchu na handlowej ulicy Nowy Arbat, stoi pomnik upamiętniający trzech młodych mężczyzn zabitych przez czołgi w nocy z 19 na 20 sierpnia 1991 roku. To jedyny monument w rosyjskiej stolicy, który poświęcony jest nieudanemu przewrotowi sterowanemu przez twardogłowych komunistów, chcących powstrzymać proces upadku Związku Radzieckiego. Sama rocznica nie jest zresztą obchodzona nawet przez znajdujących się w totalnym oblężeniu rosyjskich demokratów.

Próbę przewrotu w rozmowie z „The Moscow Times” krytykują zwłaszcza członkowie ówczesnego radzieckiego rządu. Grigorij Jawlinski, wówczas doradca rządu ds. reform gospodarczych, nazwał działania podjęte przez twardogłowych komunistów „idiotyczną i całkowicie absurdalną sprawą”.

Sami Rosjanie nie podzielają obecnie stanowiska żadnej ze stron sporu sprzed dokładnie trzech dekad. Sondaż niezależnego od rządzących Centrum Lewady wskazuje, że dla 66 proc. ankietowanych racji nie mieli ani zwolennicy, ani też przeciwnicy „puczu Janajewa”. Wyniki badania nie mogą jednak dziwić, bo sprawa upadku sowieckiego imperium polaryzuje rosyjską debatę publiczną.

Opozycja wobec Gorbaczowa

Co prawda rozmówcy anglojęzycznego dziennika nie przewidywali, że dojdzie do próby przeprowadzenia wojskowego zamachu stanu, ale wyczuwali „coś zbliżającego się”. Nacjonalistyczny pisarz Aleksandr Prochanow zaledwie kilka tygodni wcześniej wprost wezwał zresztą do interwencji ze strony Armii Czerwonej, właśnie z powodu zmian zainicjowanych przez radzieckiego przywódcę Michaiła Gorbaczowa.

Pierestrojka i Głasnost zapoczątkowały bowiem nieznaną dotąd wolność słowa i wypowiedzi, a także doprowadziły do wyłonienia parlamentu w sposób demokratyczny, jednak sama sytuacja gospodarcza stale się pogarszała. Na dodatek do głosu zaczęły dochodzić nierosyjskie republiki tworzące ZSRR, które czuły się dotąd zepchnięte na margines. Reformy ekonomiczne doprowadziły tym samym do upadku gospodarki, co zbiegło się z ukrywanymi dotychczas napięciami etnicznymi.

Twardogłowi komuniści wraz z wojskiem uznali więc, że należy zacząć działać. Próba zamachu stanu została przeprowadzona w nieprzypadkowych okolicznościach, ponieważ Gorbaczow przymierzał się właśnie do podpisania nowego traktatu związkowego. W jego myśl, Związek Radziecki miał stać się już tylko luźną konfederacją

Wiaczesław Generalow, szef ochrony Gorbaczowa, przypomina w rozmowie z „The Moscow Times”, że w tamtym czasie w ZSRR właściwie nic już nie funkcjonowało. Fabryki przestały działać, praktycznie nikt nie pracował, a wszystko zaczęło się rozpadać. Kiedy jednak Gorbaczow został aresztowany, zaś czołgi przejechały przez centrum Moskwy, było jasne, iż pucz okazał się całkowitym niewypałem.

Pucz przegrał, ZSRR został w sercach

Żołnierze Armii Radzieckiej wyraźnie nie chcieli bowiem przelewać krwi, natomiast mimo zatrzymania Gorbaczowa na wolności przebywał wciąż Borys Jelcyn. To powodowało, że przywódcy zamachu stanu – na konferencjach prasowych wyglądający na przestraszonych i pijanych – już po trzech dniach skapitulowali. W ten sposób pogrzebali ostatnią pozostałą władzę państwa radzieckiego, a peryferyjne republiki jedna po drugiej zaczęły ogłaszać swoją niepodległość aż do formalnego rozwiązania Związku Radzieckiego w grudniu 1991 roku.

Zobacz także: Nie żyje ostatni uczestnik „puczu Janajewa”

Aleksander Korżakow, bliski współpracownik i ochroniarz Jelcyna, nigdy nie wierzył w możliwość wygranej puczystów. Powiedział dziennikowi, że przywódcy zamachu stanu „byli słabymi i bojaźliwymi ludźmi”. Tak naprawdę nie chcieli zabijać swoich przeciwników, bo myśleli, że przestraszą się oni samego wyprowadzenia czołgów na ulice.

Jednocześnie nigdy nie było szczególnej woli wśród rosyjskiego społeczeństwa, aby upamiętniać tamte wydarzenia. Co prawda 22 sierpnia jest oficjalnym państwowym świętem Dnia Flagi Narodowej, jednak nie jest powszechnie obchodzony. Rosyjski prezydent Władimir Putin chętnie zabiera głos w trakcie majowego Dnia Zwycięstwa, lecz w przypadku Dnia Flagi Narodowej nie wygłasza nigdy telewizyjnego orędzia. W ten sposób ogranicza on zainteresowanie tamtymi wydarzeniami ze strony Rosjan.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

„The Moscow Times” uważa to jednak za całkowicie zrozumiałe. Według sondaży, większość Rosjan żałuje upadku Związku Radzieckiego, a 28 proc. opowiada się za jego przywróceniem. Przede wszystkim Rosjanie postrzegają sam okres po jego rozpadzie za traumatyczny okres ekonomicznej nędzy, politycznych zawirowań i kulturowych wstrząsów, których za wszelką cenę należy unikać.

Skutki trudne do oceny

Rosyjski dziennik wskazuje na praktyczną niemożność jednoznacznej oceny następstw nieudanego puczu. Społeczeństwo cieszy się bowiem wolnościami osobistymi, o których w czasach sowieckich nikt nawet nie marzył, a sama rosyjska gospodarka nie przypomina już zupełnie niewydolnej machiny Związku Radzieckiego. Jednakże wspomniany Putin stopniowo zaczął wycofywać tamte zdobycze, kolejne swobody są ograniczane, wybory ściśle zaplanowane, zaś wolność prasy praktycznie zdemontowana.

Widoczna jest tymczasem rehabilitacja, choć wybiórcza, elementów radzieckiej przeszłości Rosji. Towarzyszy jej stopniowy wzrost wpływów służby bezpieczeństwa, która była siłą napędową puczu z 1991 roku i obecnie stała się „uchem” Putina, notabene byłego oficera radzieckiego KGB.

Dla wielu rosyjskich demokratów upadek ZSRR i narodziny Federacji Rosyjskiej były jedynie fałszywym odrodzeniem, które zostało zmarnowane podczas burzliwych lat dziewięćdziesiątych. To właśnie ówczesne zawirowania polityczne i kryzys gospodarczy miały uniemożliwić faktyczne zakorzenienie się demokracji w Rosji.

Nic więc dziwnego, że rosyjscy i zagraniczni obserwatorzy odnosząc się do 30. rocznicy nieudanego puczu piszą o faktycznym zwycięstwie jego przywódców. Rosja w dużej mierze odrzuciła bowiem dziedzictwo 1991 roku, a zdaniem Jawlinskiego było to pokłosie „schrzanienia reform ekonomicznych” oraz „niepogodzenia się ze stalinizmem” przez ówczesnych demokratów.

Swoją cegiełkę do ostudzenia optymistycznych nastrojów z sierpnia 1991 roku dołożył sam Jelcyn. Dwa lata po tych wydarzeniach sam stanął na czele kolumny wojskowych czołgów, nakazując im ostrzelanie siedziby funkcjonującej jeszcze wówczas Rady Najwyższej, gdy nie chciała się ona rozwiązać mimo ogłoszenia prezydenckiego dekretu w tej sprawie. Ze swojego stanowiska nie chciał ustąpić także sam Jelcyn, dlatego spór zakończył się rozlewem krwi.

Przegrani nie czują się zwycięzcami

Czy rzeczywiście inicjatorzy puczu trzy dekady po swojej porażce mogą jednak czuć się jego zwycięzcami? Oni sami nie podzielają tej opinii, choć Rosji udało się odwrócić od znienawidzonej przez nich liberalnej demokracji. Odpowiadając na pytania „The Moscow Times” puczyści zauważają jednak, że współczesnemu państwu rosyjskiemu jak dotąd z terytoriów dawnego Związku Radzieckiego udało odzyskać się jedynie Krym.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Nacjonalistyczny pisarz Prochanow wskazuje chociażby na niezwykle trudną, w jego opinii, sytuację współczesnej Rosji. Pisarz twierdzi, że Putin nie jest wystarczająco antyzachodni, dlatego wartości „ożywiające kraj jeszcze w czasach sowieckich” zostały całkowicie zniszczone. Z tego powodu Rosjanie jako naród są wyraźnie pogubieni. Putin wielokrotnie nawiązywał co prawda do Związku Radzieckiego, nazywając nawet jego rozpad tragedią, jednak miał nigdy nie dokonać prawdziwej rehabilitacji spiskowców lub przynajmniej samego ZSRR jako całości.

Siergiej Stankiewicz, były liberalny parlamentarzysta i nadzorca likwidacji pomnika Feliksa Dzierżyńskiego w Moskwie, zwraca uwagę na prawdziwy paradoks tamtych wydarzeń. Putin mimo swojej pracy dla służb bezpieczeństwa wystąpił w 1991 roku przeciwko puczystom, ale ostatecznie stał się ich prawdziwym dziedzictwem. Stankiewicz twierdzi, że mamy do czynienia ze swoistym bonapartyzmem, bo Napoleon położył kres rewolucji francuskiej, jednocześnie uświęcając wiele jej osiągnięć.

„The Moscow Times” zauważa, że problemem jest nie tyle odtworzenie w Rosji autorytarnego systemu, co perspektywa odtworzenia się rosyjskiego wzorca historii. Podobnie jak w 1917 i 1991 roku dyktatorskie rządy mogą bowiem ostatecznie upaść, a sam kraj powodu ponownie pogrąży się w społecznym, politycznym i gospodarczym chaosie.

Marcin Ursyński

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz