Piłsudski nie przeszedł od akcji rewolucyjnej do orientacji austriackiej z taką lekkością, z jaką karciarz przechodzi od jednego do drugiego stolika gry. Japonia, rewolucja rosyjska, orientacja austriacka – były to dla niego tylko okazje dla oswobodzenia Polski, ale trzeba pamiętać, że oto szesnaście lat spędził w partii i więzieniach, aż się doczekał rozkołysania ruchu masowego, o czym od dzieciństwa marzył. Zobaczył wreszcie tłumy, które wyszły na ulicę przeciw policji, kozakom, wojsku, i zobaczył, że te tłumy, zamiast walczyć o niepodległość, wołały: „Precz z białą gęsią!”.
Tragicznie zbiegły się w życiu Piłsudskiego dwa fakty: aktywizacja tłumów robotniczych i wypadnięcie kierownicy ruchu robotników w Polsce z jego, Piłsudskiego, ręki. W początkach 1905 roku po raz pierwszy od dziesiątków lat tłum warszawski się burzy i oto w początkach tegoż roku Piłsudski i jego kierunek niepodległościowy jest po raz pierwszy od lat jedenastu odsunięty od rządzenia PPS. Rządy w tej partii obejmują ludzie inni.
Mochnacki, były agent policyjny, potrafił rozkołysać tłumy warszawskie i pchnąć je na drogę do powstania przed listopadem 1830 roku. Potrafili to uczynić „czerwoni” przed styczniem 1863 roku. Czemuż nie udało się to jemu, Piłsudskiemu, który włożył lata swej pracy, swą siłę, charakter i geniusz w zmontowanie PPS jako instrumentu politycznej walki? Czemu te tłumy polskie, które organizował, porzuciły jego hasła, poszły za cudzymi prorokami? Oto pytania, które były tragedią Piłsudskiego.
U wszystkich socjalistów niepodległościowców poczucie, że w początkach 1905 roku odebrano im PPS, było bardzo silne. Pracowali w tej PPS dziesięć lat, a odebrano ją im właśnie na czas wrzenia rewolucyjnego, właśnie wtedy gdy się skończył czas przygotowań, a zaczął się czas akcji. Pisał przecież „Przedświt” w czerwcu 1908 roku:
Nie ulega wątpliwości, że kiedy znów staniemy się siłą taką w kraju, jaką była PPS w przeddzień wojny japońskiej, kiedy będziemy rozporządzali przejrzystym planem i kadrami wyćwiczonych kierowników, staniemy się sojusznikami niezmiernie pożądanymi i poszukiwanymi dla wszystkich partii rewolucyjnych w państwie rosyjskim.
Spotykamy tu wyraźnie stwierdzenie, że partia nie jest tym, czym była przed wojną japońską. A przecież dopiero od wojny japońskiej zaczęła się możliwość akcji.
Piłsudski wierzył, że po tamtych dwóch powstaniach szlacheckich przyjdzie polskie powstanie ludowe i zwycięży. Było to mu przekazane przez ustną tradycję od tych członków Rządu Narodowego 1863 roku, którzy z tą wiarą szli na szubienicę. I cóż się stało? W 1905 roku lud robotniczy poszedł za hasłami nie ruchu polskiego, lecz raczej ruchu rosyjskiego, a lud wiejski był obojętny dla sprawy. Nad sentymentem chłopów panowały nie uczucia narodowe czy patriotyczne, nie jakaś doktryna społeczna, której nie było ani śladu, lecz uczucia religijne. Pisanie tej książki przeplatałem w celach wypoczynkowych czytaniem pamiętników polskich z XVIII wieku. Uderzyło mnie, na ile moralność religijna naszej szlachty w XVIII wieku stała wyżej od jej moralności politycznej. Były odstępstwa od interesów państwa, jurgieltnictwo, nie było prawie apostazji religijnych. Wierność Kościołowi była o wiele, wiele silniejsza od wierności ojczyźnie. Ten sam człowiek, który się dopuścił zdrady narodowej, nigdy by nie złamał żadnego postu. Podobnie było z naszym ludem chłopskim w latach 1905–1908; przykazania kościelne znał, obrzędy kościelne kochał, do obowiązków narodowych się nie poczuwał. Moralność polskiej szlachty z XVIII wieku jest moralnością ludu polskiego w początkach XX wieku.
I oto mamy Piłsudskiego z jego dotychczasową wiarą w możliwość powstania ludowego, mamy lud robotniczy, który strajkuje z międzynarodowym hasłem na ustach, mamy lud wiejski, który chadza na pielgrzymki do Częstochowy lub innych miejsc świętych. Strajki, czyli manifestacje woli, uczucia i walki ludu robotniczego Królestwa, wyrażają się w 1905 roku w liczbach potężnych. W styczniu 1905 roku strajkuje w Królestwie 29 491 robotników, na święto 1 Maja – 24 078, w sierpniu – 25 790, w październiku – 37 388, w grudniu – 14 925[1]. Jednocześnie tak w 1905 roku, jak w innych latach spotykamy w Królestwie jeszcze o wiele liczniejsze manifestacje uczuć ludu wiejskiego. Oto w kurzawach pyłu po płaskich drogach Mazowsza, Kujaw, Lubelszczyzny idą z pobożnymi pieśniami kompanie zdążające do wielu miejsc świętych i cudami słynących. Liczby ich są olbrzymie, wynoszą rokrocznie kilkaset tysięcy, a więc dziesięciokrotnie więcej niż wszelka liczba strajkujących robotników. Ale energii religijnej tych tłumów nie da się przetworzyć na energię czynu narodowego, nie da się wręczyć kos na sztorc kutych tłumom przed Jasną Górą. Lud polski w upragnionej przez Piłsudskiego chwili osłabienia władzy carskiej rozdarty jest pomiędzy dwie siły: socjalizm wyznawany w sposób anarchiczny i prymitywny oraz katolicyzm pojmowany równie prymitywnie. Na Piłsudskiego hasła powstańczego czynu zabrakło tu miejsca.
Jeszcze na rok przed wojną, w 1913 roku, mówił Michałowi Sokolnickiemu Stanisław Wojciechowski, były Piłsudskiego towarzysz i przyjaciel, były kierownik niepodległościowej PPS, człowiek o wielkim poczuciu odpowiedzialności i obowiązku:
Chłop ani robotnik nie jest wcale tym, co w złudzeniach swoich widzą w nim nasze partie; właściwie nie jest on ani trochę Polakiem. Trzeba dopiero, aby pomału od podstaw stawał się narodem. Trzeba wpoić weń prymitywne zupełnie zasady solidarności społecznej z ziemią, z dobrobytem kraju, należy go podźwignąć i dać mu najpierw podstawy gospodarki samoistności i socjalnego wykształcenia, aby go dopiero kiedyś jako materiał do czynu politycznego użyć.
W owym czasie, po upadku rewolucji rosyjskiej, mnożą się wśród rewolucjonistów polskich samobójstwa, obłędy, demoralizacje, wykolejenia. I Piłsudski odczuł tę klęskę głębiej może niż kto inny, i jemu klęska i zawód rzuciły się na zdrowie: w 1909 roku obawiano się o jego życie. Ale ta natura wyjątkowa uspokojenia nerwów, odzyskania równowagi szukała w czynie. Inni, aby się ukoić, uspokoić, przecierpieć, przechorować, jechali do sanatoriów, w góry, na brzeg morza, na leżaki, na plażę. On zorganizował napad na Bezdany.
Już jest chłodno, mroczno, wilgotno w noce wrześniowe nas na Wileńszczyźnie. Bezdany, mała drewniana stacyjka, otoczone są wielkimi lasami, piasek pod sosną zmienia się tu czasami na moczary i błota, w których pachnie zgniłą zielenią i grzybami. Drogi i drożyny w tych lasach są powikłane i wąskie. Na stacji w Bezdanach nie było elektryczności, paliło się kilka zaledwie przelękniętych lamp naftowych. Była jedenasta wieczorem, kilku Żydów i chłopów w smrodliwych kożuchach czekało drzemiąc na pociąg, a gdy zasapała lokomotywa, odpoczywając od kłusa pocztowego pociągu, rozdarł powietrze przeraźliwy huk dynamitu. Szczęknęły browningi, rozległa się komenda i kilkunastu rozbójników jak w bajce zaczęło rabować pieniądze rządowe. Na bryczkę parokonną zwalono złoto i srebro, bojowcy rozbiegli się w różne strony, część dotarła do Wilii i tam uśpioną rzeką łodziami, nie pozostawiając żadnych śladów po swoich wiosłach, dopłynęła do Wilna; bryczka ze spłoszonymi, spoconymi końmi zapadła w lasy, targała kołami o korzenie po ciemku, jeździła leśnymi drożynami, przejeżdżała przez zdradliwe mostki nad zaspanymi rzeczkami, wywracała się, wysypywała srebro na roztrzęsione żerdzie jakiegoś wilgotnego, śliskiego mostka bez poręczy. Całą noc Piłsudski jechał, brał czasami konie za uzdy i prowadził. Nad ranem był szary ze zmęczenia, oczy świeciły się mu gorączkowo, lecz był o kilka mil geograficznych od Bezdan. Kozacy i policja zaczęli jeździć po lasach nic nie znajdując. Piłsudski uchodził jak lis przed ogarami w starych myśliwskich zabawach.
Taki był jego sposób uspokajania sobie nerwów, taka metoda zdobywania równowagi duchowej po przebytej klęsce. Poczucie niebezpieczeństwa, wyzwanie losu, brawura, wysiłek nie tylko nerwów, ale czysto fizyczny – wszystko to tkwiło w tym epizodzie szalonym. Śmierć szukała Piłsudskiego w ciągu całego jego życia, ciągle wystawionego na niebezpieczeństwa; on jej poszedł na spotkanie, potrącił o nią ramieniem, odepchnął i poszedł dalej. Aktem szaleńczej odwagi osobistej związał Piłsudski swoją epokę socjalistyczną ze swoją epoką orientacji austriackiej.
Stanisław Cat-Mackiewicz
Fragment książki „Klucz do Piłsudskiego”
Portal KRESY.PL jest patronem medialnym wydania „Pism wybranych” Stanisława Cata-Mackiewicza w krakowskim Universitas.
[link=http://www.universitas.com.pl/katalog/kat_168]
[1] W całym 1905 w Królestwie Polskim strajkowało prawie 880 tys. osób.







