Zostaw odpowiedź
Chcesz przyłączyć się do dyskusji?Nie krępuj się!
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
18 lipca 1944 roku oddziały 2. Korpusu Polskiego dowodzonego przez gen. Władysława Andersa wyzwoliły Ankonę – ważne portowe miasto nad Morzem Adriatyckim.
Był to kolejny wielki sukces Polaków, odniesiony zaledwie dwa miesiące po zwycięstwie pod Monte Cassino.
Zdobycie masywu Monte Cassino 18 maja 1944 roku doprowadziło do przełamania niemieckiej linii Gustawa i otworzyło aliantom drogę na Rzym. Po ciężkich walkach 2. Korpus został przeniesiony na adriatycki odcinek frontu, gdzie powierzono mu zadanie prowadzenia pościgu za wycofującymi się Niemcami oraz opanowania Ankony.
Według najczęściej przyjmowanej wersji 20 lipca 1797 roku w Reggio Emilia po raz pierwszy publicznie wykonano „Pieśń Legionów Polskich we Włoszech”, znaną dziś jako „Mazurek Dąbrowskiego”.
Utwór powstał między 16 a 19 lipca 1797 roku, gdy do miasteczka przybyli polscy legioniści pod wodzą generała Jana Henryka Dąbrowskiego. Towarzyszył im Józef Wybicki – polityk, prawnik, działacz niepodległościowy, który napisał tekst pieśni.
Pierwsze publiczne wykonanie utworu miało miejsce podczas uroczystości pożegnania legionistów opuszczających Reggio Emilia. Wykonawcą był prawdopodobnie sam autor tekstu, Józef Wybicki, być może z żołnierzami.
18 lipca 1943 roku na stacji kolejowej w Józefowie pod Warszawą żołnierze Kedywu Armii Krajowej z Oddziału Dyspozycyjnego „Osjan” wykonali wyrok śmierci na volksdeutschu Ernście Sommerze.
Był on odpowiedzialny za zatrzymanie Huberta Lenka ps. „Hubert”, uczestnika przeprowadzonej niespełna cztery miesiące wcześniej akcji pod Arsenałem.
26 marca 1943 roku warszawskie Grupy Szturmowe Szarych Szeregów zaatakowały niemiecką więźniarkę przewożącą więźniów z siedziby Gestapo przy alei Szucha na Pawiak. Głównym celem operacji o kryptonimie „Meksyk II” było odbicie Jana Bytnara ps. „Rudy”, brutalnie torturowanego po aresztowaniu. W wyniku śmiałego uderzenia uwolniono ponad 20 więźniów.
18 lipca 1898 roku Maria Skłodowska-Curie i Piotr Curie ogłosili odkrycie nowego, silnie promieniotwórczego pierwiastka – polonu. Nazwa była hołdem dla ojczyzny uczonej, Polski, która pozostawała wówczas pod zaborami i nie istniała jako niepodległe państwo.
Tego dnia podczas posiedzenia Francuskiej Akademii Nauk przedstawiono pracę małżonków Curie poświęconą nowej substancji promieniotwórczej znajdującej się w blendzie smolistej. Autorzy zaznaczali jeszcze ostrożnie, że jeżeli istnienie nowego pierwiastka zostanie potwierdzone, powinien on otrzymać nazwę „polon”, od łacińskiego określenia Polski – Polonia.
Odkrycie było wynikiem kilkumiesięcznych badań prowadzonych przez Marię Skłodowską-Curie. Uczona zajmowała się zjawiskiem samorzutnego promieniowania, odkrytym w 1896 roku przez Henriego Becquerela podczas doświadczeń ze związkami uranu.
19 lipca 1974 roku o godz. 11:15 uruchomiono zegar na Wieży Zygmuntowskiej odbudowywanego Zamku Królewskiego w Warszawie. Wydarzenie oznaczało zakończenie pierwszego etapu rekonstrukcji gmachu – oddanie jego bryły w stanie surowym.
Zegar był pierwszym całkowicie ukończonym i działającym urządzeniem w powstającym z ruin Zamku.
Godzina uruchomienia nie była przypadkowa. Wskazówki poprzedniego zegara zatrzymały się na godz. 11:15 dnia 17 września 1939 roku, gdy Zamek znalazł się pod intensywnym niemieckim ostrzałem artyleryjskim i bombardowaniem. W płomieniach stanęły wówczas między innymi Wieża Zygmuntowska, Wieża Władysławowska, dach nad Salą Senatorską oraz skrzydło od strony Wisły. Uszkodzony zegar pozostawał nieruchomy aż do ostatecznego zniszczenia budowli.
Kościół katolicki 19 lipca wspomina błogosławionych Achillesa Puchałę i Hermana Stępnia – polskich franciszkanów konwentualnych posługujących w parafii Pierszaje na Nowogródczyźnie.
W 1943 roku nie opuścili zagrożonych parafian i ponieśli męczeńską śmierć z rąk niemieckich okupantów w pobliskiej Borowikowszczyźnie.
Józef Puchała, późniejszy o. Achilles, urodził się 18 marca 1911 roku w Kosinie koło Łańcuta. Wychowywał się w wielodzietnej rodzinie Franciszka i Zofii z Olbrychtów. Po ukończeniu piątej klasy szkoły powszechnej wyjechał do Lwowa, gdzie kontynuował naukę w prowadzonym przez franciszkanów Małym Seminarium Misyjnym.
Moralny obowiązek, tak to mało, a czasami tak wiele.
Gdy rodzice moi odeszli z tego świata, to obiecałem Bogu i sobie, że postaram się ze wszystkich sił im dorównać i dokonam tego.Robię to, by dać świadectwo przed Bogiem, że miałem ogromne szczęście urodzić się ich synem.Za to też wdzięcznym jestem.
Trudne życie, piękne życie.Niesamowita historia losu człowieka i takaż pokora i wdzięczność za nie.
Ten artykuł, to jak modlitwa dziękczynna.Zadziwia mnie istota ludzka, ludzka która w trudnych czasach potrafi wznosić się ponad schematy narzucane przez innych.Takie zachowania wynosi się z domu, ze środowisk w których się żyje.Dlaczego w czasach pokoju względnego, ta sama istota ludzka tak często szuka czegoś zgoła przeciwnego.Nie pojęte, a jedna prawdziwe.
„Mimo tych zastrzeżeń wyznaję jedna zasadę, ze wszystkim ludziom trzeba pomagać, a ludziom prawdziwie chorym i kalekim wręcz należy pomagać, bo jest to obowiązek moralny.”
W ogromnym uproszczeniu i zapewne na nieporównywalnie mniejszą skalę, ale mam podobnie i zależy mi, by przelać mój punkt postrzegania świata na me dzieci, być może i na innych mnie podobnych, a poszukujących sensu swego życia.Lecz to już w kwestii woli Pana mego pozostawiam, to On wie najlepiej co ja wart.
Wszystkim ludziom trzeba pomagać, lecz nie wszystkim należy.Takie me osobiste przemyślenia, ale zapewne nie tylko moje.Jednym z przykładów tu niech będzie to, jak inni mnie pomagają, nie fizycznie, lecz swą postawą i pogodą ducha.Mam szczęście, to pozwolę sobie na przytoczenie ty jednego z wielu takich przykładów.
Wiem, będą Panowie niektórzy próbować sztuczek słownych, by mi coś tam udowodnić i dać do zrozumienia, że postawa ma nie na miejscu, ale zapewniam.To i tak mnie nie zmieni 🙂
„Moje przypadki szczęśliwe”
Jadąc razu pewnego z pracy dostrzegłem młodą kobietę, najzwyklejszą, a jednak niezwykłą.To było zaledwie parę minut, lecz utkwiła ona w mej pamięci i stała się powodem mych rozmyślań nad sensem życia i szczęściem z niego wynikającym a odnoszącym się do miejsca w jakim Bóg nas stawia.
Mija kilka dni i widzę tą samą istotę, cudne doświadczenie.Mijamy się i odruchowo uśmiech jej posyłam, odpowiedź jest natychmiastowa.Poczułem od niej coś niesamowitego, to była radość z życia i wdzięczność za coś, czego nie znam.Nadal myślę o niej nieustannie i o tym, dlaczego postawiona mi została na drodze mego istnienia.Jam przecież nikt szczególny.Mija czas jakiś i mam szczęście kolejny raz ją spotkać, jestem w 7niebie.Ona z koleżanką wsiada do tramwaju, ja widząc potrzebę pójścia z pomocną ręką podchodzę i jestem tam, gdzie być należy.Wysiadamy też na tym samym przystanku, ale tym razem jestem jej zbędnym, lecz mimochodem spoglądam w stronę tej młodej kobiety.Na me oko jest w wieku mej córki, ale takiej promiennej buzi jak w tym momencie już zapewne nigdy nie ujrzę.
Sama Miłość biła od tego dziecka, kobiety.Me ostateczne przemyślenia.Pan nasz musi mnie/nas miłować, skoro daje nam takie cudowne chwile przeżywać, ja dziękuję za nie i marzę, bym jeszcze raz doznał łaski spotkania tej młodej kobiety, bardzo pragnę ucałować jej lico.
Być może i innym się ona ukaże i będą mieć to szczęście co ja, mam taką nadzieję.Zapewne inaczej może już wyglądać, mnie się ukazała, jako młoda promienna kobieta.Na wózku inwalidzkim, bez obydwu nóg i lewej ręki.Nie uwierzycie mi, nic to.Ja wiem swoje, anioła spotkałem na swej drodze.
I sądzę, że każdy ma szczęście podobne do mego i za swego życia napotyka takich ludzi, lecz jest ale
…ale musi tego chcieć i iść odpowiednią drogą.Pan Soch miał to szczęście, a artykuł ten powinien co dnia budzić nas do codzienności.
Pisałem i zawszę piszę prawdę, taki już jestem.Za przydługi teks wybaczcie mi staremu.