1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Leave a Reply

  1. lech
    lech :

    Moralny obowiązek, tak to mało, a czasami tak wiele.

    Gdy rodzice moi odeszli z tego świata, to obiecałem Bogu i sobie, że postaram się ze wszystkich sił im dorównać i dokonam tego.Robię to, by dać świadectwo przed Bogiem, że miałem ogromne szczęście urodzić się ich synem.Za to też wdzięcznym jestem.

    Trudne życie, piękne życie.Niesamowita historia losu człowieka i takaż pokora i wdzięczność za nie.
    Ten artykuł, to jak modlitwa dziękczynna.Zadziwia mnie istota ludzka, ludzka która w trudnych czasach potrafi wznosić się ponad schematy narzucane przez innych.Takie zachowania wynosi się z domu, ze środowisk w których się żyje.Dlaczego w czasach pokoju względnego, ta sama istota ludzka tak często szuka czegoś zgoła przeciwnego.Nie pojęte, a jedna prawdziwe.

    “Mimo tych zastrzeżeń wyznaję jedna zasadę, ze wszystkim ludziom trzeba pomagać, a ludziom prawdziwie chorym i kalekim wręcz należy pomagać, bo jest to obowiązek moralny.”

    W ogromnym uproszczeniu i zapewne na nieporównywalnie mniejszą skalę, ale mam podobnie i zależy mi, by przelać mój punkt postrzegania świata na me dzieci, być może i na innych mnie podobnych, a poszukujących sensu swego życia.Lecz to już w kwestii woli Pana mego pozostawiam, to On wie najlepiej co ja wart.

    Wszystkim ludziom trzeba pomagać, lecz nie wszystkim należy.Takie me osobiste przemyślenia, ale zapewne nie tylko moje.Jednym z przykładów tu niech będzie to, jak inni mnie pomagają, nie fizycznie, lecz swą postawą i pogodą ducha.Mam szczęście, to pozwolę sobie na przytoczenie ty jednego z wielu takich przykładów.
    Wiem, będą Panowie niektórzy próbować sztuczek słownych, by mi coś tam udowodnić i dać do zrozumienia, że postawa ma nie na miejscu, ale zapewniam.To i tak mnie nie zmieni 🙂

    “Moje przypadki szczęśliwe”
    Jadąc razu pewnego z pracy dostrzegłem młodą kobietę, najzwyklejszą, a jednak niezwykłą.To było zaledwie parę minut, lecz utkwiła ona w mej pamięci i stała się powodem mych rozmyślań nad sensem życia i szczęściem z niego wynikającym a odnoszącym się do miejsca w jakim Bóg nas stawia.
    Mija kilka dni i widzę tą samą istotę, cudne doświadczenie.Mijamy się i odruchowo uśmiech jej posyłam, odpowiedź jest natychmiastowa.Poczułem od niej coś niesamowitego, to była radość z życia i wdzięczność za coś, czego nie znam.Nadal myślę o niej nieustannie i o tym, dlaczego postawiona mi została na drodze mego istnienia.Jam przecież nikt szczególny.Mija czas jakiś i mam szczęście kolejny raz ją spotkać, jestem w 7niebie.Ona z koleżanką wsiada do tramwaju, ja widząc potrzebę pójścia z pomocną ręką podchodzę i jestem tam, gdzie być należy.Wysiadamy też na tym samym przystanku, ale tym razem jestem jej zbędnym, lecz mimochodem spoglądam w stronę tej młodej kobiety.Na me oko jest w wieku mej córki, ale takiej promiennej buzi jak w tym momencie już zapewne nigdy nie ujrzę.
    Sama Miłość biła od tego dziecka, kobiety.Me ostateczne przemyślenia.Pan nasz musi mnie/nas miłować, skoro daje nam takie cudowne chwile przeżywać, ja dziękuję za nie i marzę, bym jeszcze raz doznał łaski spotkania tej młodej kobiety, bardzo pragnę ucałować jej lico.
    Być może i innym się ona ukaże i będą mieć to szczęście co ja, mam taką nadzieję.Zapewne inaczej może już wyglądać, mnie się ukazała, jako młoda promienna kobieta.Na wózku inwalidzkim, bez obydwu nóg i lewej ręki.Nie uwierzycie mi, nic to.Ja wiem swoje, anioła spotkałem na swej drodze.

    I sądzę, że każdy ma szczęście podobne do mego i za swego życia napotyka takich ludzi, lecz jest ale
    …ale musi tego chcieć i iść odpowiednią drogą.Pan Soch miał to szczęście, a artykuł ten powinien co dnia budzić nas do codzienności.

    Pisałem i zawszę piszę prawdę, taki już jestem.Za przydługi teks wybaczcie mi staremu.