Zostaw odpowiedź
Chcesz przyłączyć się do dyskusji?Nie krępuj się!
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.
Wydawnictwo Replika opublikowało nowe wydanie wspomnień Edwarda Bucy, żołnierza Armii Krajowej, więźnia sowieckich łagrów i jednego z przywódców buntu w Workucie.
Edward Buca nie jest postacią szerzej znaną, a szkoda, ponieważ był człowiekiem wyjątkowym. Być może dzięki książce wydanej nakładem Wydawnictwa Replika polski odbiorca lepiej pozna tę niezwykłą postać z Kresów.
Urodził się 24 marca 1926 roku we wsi Nadyby, położonej w rejonie samborskim, i zamieszkanej głównie przez Polaków (obecnie Ukraina). Jego ojciec pracował jako technik budowlany w PKP. Edward był najmłodszym dzieckiem w rodzinie — miał trzech braci i dwie siostry. Przed wybuchem II wojny światowej ukończył sześć klas szkoły powszechnej.
Wśród licznych rocznic związanych z odzyskaniem przez Polskę niepodległości, niesłusznie pomijane jest jedno z najistotniejszych wydarzeń 1918 roku: deklaracja wersalska.
3 czerwca 1918 roku w Wersalu szefowie rządów Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch ogłosili deklarację, w której uznali utworzenie „zjednoczonego i niepodległego państwa polskiego z wolnym dostępem do morza” za jeden z warunków trwałego i sprawiedliwego pokoju w Europie.
Stany Zjednoczone nie podpisały dokumentu, ponieważ występowały w koalicji antyniemieckiej jako państwo stowarzyszone, a nie formalnie sprzymierzone, jednak deklaracja miała duże znaczenie dla umiędzynarodowienia sprawy polskiej.
1 czerwca 1943 roku Niemcy przeprowadzili pacyfikację wsi Sochy koło Zwierzyńca na Zamojszczyźnie. Była to jedna z najkrwawszych zbrodni popełnionych przez okupanta niemieckiego na ludności cywilnej tego regionu podczas II wojny światowej. Zginęło niemal 200 osób.
Sochy znajdowały się na obszarze objętym niemiecką polityką terroru, wysiedleń i represji wobec polskiej ludności Zamojszczyzny. Wieś leżała w pobliżu terenów leśnych, gdzie działały oddziały partyzanckie. Według przekazów historycznych powodem pacyfikacji była pomoc udzielana podziemiu, a także niewywiązywanie się przez mieszkańców z narzuconych przez Niemców kontyngentów. Bezpośrednim pretekstem miało być zabicie niemieckiego żandarma.
Bitwa pod Batohem, stoczona 1–2 czerwca 1652 roku, należy do najbardziej dramatycznych wydarzeń w historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Choć często pozostaje w cieniu bardziej znanych starć, jej skutki były wyjątkowo ciężkie dla państwa polsko-litewskiego.
Rzeź polskich jeńców i zniszczenie znacznej części zawodowego wojska koronnego sprawiły, że bitwa ta bywa określana mianem „sarmackiego Katynia”.
2 czerwca 1943 roku — według innych relacji 5 czerwca — wieś Hurby w powiecie zdołbunowskim na Wołyniu stała się miejscem zbrodni dokonanej na polskiej ludności cywilnej. Według dostępnych opracowań napadu dokonały oddziały UPA wspierane przez lokalne formacje SKW (Samoobronne Kuszczowe Widdiły) oraz Ukraińców z okolicznych wsi.
Był to element ludobójstwa, którego celem było usunięcie Polaków z terenów wschodnich II Rzeczypospolitej.
Wieś Hurby, całkowicie polska, nie posiadała zorganizowanej samoobrony. Wieczorem 2 czerwca 1943 roku została otoczona przez około tysiąc napastników.
2 czerwca 1979 roku Jan Paweł II rozpoczął swoją pierwszą pielgrzymkę do Polski. Była to wędrówka, która na zawsze odmieniła oblicze kraju.
Papież-Polak odwiedził wówczas Warszawę, Gniezno, Częstochowę, Kalwarię Zebrzydowską, Oświęcim, Wadowice, Nowy Targ i Kraków. Jego wizyta, trwająca dziewięć dni, była wydarzeniem religijnym oraz impulsem politycznym.
Atmosfera w kraju w tamtym czasie była napięta. Po wydarzeniach z czerwca 1976 roku społeczeństwo zaczęło coraz głośniej wyrażać sprzeciw wobec reżimu. Kościół katolicki stawał się przestrzenią wolności i duchowego wsparcia dla milionów wiernych. Wybór Karola Wojtyły na papieża w 1978 roku wstrząsnął władzami PRL, które nie mogły zignorować jego pragnienia odwiedzenia ojczyzny.
Moralny obowiązek, tak to mało, a czasami tak wiele.
Gdy rodzice moi odeszli z tego świata, to obiecałem Bogu i sobie, że postaram się ze wszystkich sił im dorównać i dokonam tego.Robię to, by dać świadectwo przed Bogiem, że miałem ogromne szczęście urodzić się ich synem.Za to też wdzięcznym jestem.
Trudne życie, piękne życie.Niesamowita historia losu człowieka i takaż pokora i wdzięczność za nie.
Ten artykuł, to jak modlitwa dziękczynna.Zadziwia mnie istota ludzka, ludzka która w trudnych czasach potrafi wznosić się ponad schematy narzucane przez innych.Takie zachowania wynosi się z domu, ze środowisk w których się żyje.Dlaczego w czasach pokoju względnego, ta sama istota ludzka tak często szuka czegoś zgoła przeciwnego.Nie pojęte, a jedna prawdziwe.
“Mimo tych zastrzeżeń wyznaję jedna zasadę, ze wszystkim ludziom trzeba pomagać, a ludziom prawdziwie chorym i kalekim wręcz należy pomagać, bo jest to obowiązek moralny.”
W ogromnym uproszczeniu i zapewne na nieporównywalnie mniejszą skalę, ale mam podobnie i zależy mi, by przelać mój punkt postrzegania świata na me dzieci, być może i na innych mnie podobnych, a poszukujących sensu swego życia.Lecz to już w kwestii woli Pana mego pozostawiam, to On wie najlepiej co ja wart.
Wszystkim ludziom trzeba pomagać, lecz nie wszystkim należy.Takie me osobiste przemyślenia, ale zapewne nie tylko moje.Jednym z przykładów tu niech będzie to, jak inni mnie pomagają, nie fizycznie, lecz swą postawą i pogodą ducha.Mam szczęście, to pozwolę sobie na przytoczenie ty jednego z wielu takich przykładów.
Wiem, będą Panowie niektórzy próbować sztuczek słownych, by mi coś tam udowodnić i dać do zrozumienia, że postawa ma nie na miejscu, ale zapewniam.To i tak mnie nie zmieni 🙂
“Moje przypadki szczęśliwe”
Jadąc razu pewnego z pracy dostrzegłem młodą kobietę, najzwyklejszą, a jednak niezwykłą.To było zaledwie parę minut, lecz utkwiła ona w mej pamięci i stała się powodem mych rozmyślań nad sensem życia i szczęściem z niego wynikającym a odnoszącym się do miejsca w jakim Bóg nas stawia.
Mija kilka dni i widzę tą samą istotę, cudne doświadczenie.Mijamy się i odruchowo uśmiech jej posyłam, odpowiedź jest natychmiastowa.Poczułem od niej coś niesamowitego, to była radość z życia i wdzięczność za coś, czego nie znam.Nadal myślę o niej nieustannie i o tym, dlaczego postawiona mi została na drodze mego istnienia.Jam przecież nikt szczególny.Mija czas jakiś i mam szczęście kolejny raz ją spotkać, jestem w 7niebie.Ona z koleżanką wsiada do tramwaju, ja widząc potrzebę pójścia z pomocną ręką podchodzę i jestem tam, gdzie być należy.Wysiadamy też na tym samym przystanku, ale tym razem jestem jej zbędnym, lecz mimochodem spoglądam w stronę tej młodej kobiety.Na me oko jest w wieku mej córki, ale takiej promiennej buzi jak w tym momencie już zapewne nigdy nie ujrzę.
Sama Miłość biła od tego dziecka, kobiety.Me ostateczne przemyślenia.Pan nasz musi mnie/nas miłować, skoro daje nam takie cudowne chwile przeżywać, ja dziękuję za nie i marzę, bym jeszcze raz doznał łaski spotkania tej młodej kobiety, bardzo pragnę ucałować jej lico.
Być może i innym się ona ukaże i będą mieć to szczęście co ja, mam taką nadzieję.Zapewne inaczej może już wyglądać, mnie się ukazała, jako młoda promienna kobieta.Na wózku inwalidzkim, bez obydwu nóg i lewej ręki.Nie uwierzycie mi, nic to.Ja wiem swoje, anioła spotkałem na swej drodze.
I sądzę, że każdy ma szczęście podobne do mego i za swego życia napotyka takich ludzi, lecz jest ale
…ale musi tego chcieć i iść odpowiednią drogą.Pan Soch miał to szczęście, a artykuł ten powinien co dnia budzić nas do codzienności.
Pisałem i zawszę piszę prawdę, taki już jestem.Za przydługi teks wybaczcie mi staremu.