Z jednej strony, był chrześcijańskim biskupem. Z drugiej strony, był liderem ukraińskich aspiracji narodowych. To był wybór pomiędzy chrześcijańskim uniwersalizmem a nacjonalizmem, pomiędzy „nie będziesz zabijał” i „Naród ponad wszystko”.

(……)

Banderowcy korzystali z szeroko rozpowszechnionej popularności. Te same procesy, które stworzyły OUN, wytworzyły również nacjonalistyczne nastroje w całej Galicji, nawet wśród kleru. Grupa „chrześcijańskich nacjonalistycznych” duszpasterzy pracowała na rzecz ich [OUN] ideologii w okresie międzywojennym. Przed listem Szeptyckiego, 25 czerwca 1941 roku ksiądz Lew Sohor, który był administratorem cerkiewnym w Kobylnicy Ruskiej, (obecnie w Polsce) i sympatyk OUN, był obecny na wiecu, podczas którego nacjonaliści organizowali lokalną milicję dla „usunięcia Żydów i ochrony ludności”. Następnie, 25 sierpnia, niezidentyfikowany wiejski kapłan wysłał ostry w słowach protest do Lwowskiego Arcybiskupstwa dotyczący listu Szeptyckiego z 10 lipca. W jego opinii banderowcy zasłużyli na „zaufanie, entuzjazm i nie kwestionowane posłuszeństwo we wszystkich warstwach naszej wiejskiej i miejskiej ludności” i to przesądza o przeznaczeniu ich ludzi do objęcia stanowisk w samorządzie. „Gdzie jest nasza [to znaczy – kleru] władza i kompetencja, i czy nasza ingerencja lub nasze wtrącanie się w sprawy cywilnej administracji będą mile widziane?”.

W drugiej połowie 1943 roku Szeptycki musiał zareagować na masowe mordy na Polakach dokonywane przez ruch Bandery, w szczególności przez UPA i oddziały Służby Bezpieczeństwa OUN. UPA początkowo działała poza jurysdykcją Szeptyckiego, na sąsiednim Wołyniu, ale pojawiła się w Galicji w lecie 1943 roku. Naziści ogłosili Galicję jedenrein [wolną od Żydów] w czerwcu tego roku. Chociaż ocaleli Żydzi wciąż jeszcze ukrywali się w bunkrach, albo wcześniej otrzymali „aryjskie” dokumenty, jednak znakomita większość została wymordowana. Chociaż ocaleli Żydzi wciąż byli zabijani w Galicji i na Wołyniu, głównymi ofiarami na Wołyniu poczynając od wiosny 1943 roku i od lata 1943 roku w Galicji byli Polacy. Dlatego listy pasterskie przeciwko mordom od lata 1943 roku dotyczyły przede wszystkim mordów na Polakach, a nie, jak wcześniej, na Żydach. Francuski kolaborant nazistowski Rene Martel, (który używał pseudonimu „Dr Frederic”), odwiedził Metropolitę pod koniec lata 1943 roku i znalazł go wzburzonego „polsko-ukraińską wojna domową, aktami sabotażu na kolei, grabieniem pojedynczych wsi przez bandy.” Niemcy byli zadowoleni, kiedy nacjonaliści dawali się wykorzystywać do mordowania Żydów, ale nie aprobowali masowego zabijania Polaków, ponieważ to destabilizowało terytorium pozostające pod ich okupacją. W związku z tym pozostawili Szeptyckiemu stosunkowo wolną rękę w potępieniu tego pasma mordów; on oczywiście nie miał takiej możliwości w stosunku do mordów na ludności żydowskiej. Jego pierwsze oświadczenie na ten temat znalazło się w liście pasterskim z 15 sierpnia 1943 roku, który Niemcy dopuścili do rozpowszechniania.

Szeptycki znowu wyraźnie nakreślił sytuację w pokoleniowej terminologii: „Zwracając się do całego narodu, mam na myśli przede wszystkim starszych i bardziej szanowanych ludzi w całym społeczeństwie. To od nich, w pierwszej kolejności, pragnę uzyskać zrozumienie”. Powiedział, że wykorzystując wszystkie swoje zalety, to właśnie młodzież uzurpuje sobie prawo do kierowania społeczeństwem i tłumi głos starszej generacji. Ona była również bardzo niebezpieczna: „Jesteśmy czasami świadkami strasznych morderstw popełnianych przez młodych ludzi, prawdopodobnie niekiedy w dobrych intencjach, ale z żałosnymi konsekwencjami dla narodu.”

Metropolita powiedział, że wiele razy ostrzegał przed złą, narodową nienawiścią, wojną partyzancką, zemstą na wrogach. Teraz chce, aby starsi w społeczności również przekazywali te ostrzeżenia. „Jesteście ich ojcami… ostrzeżcie waszych synów przed zbrodnią.” Wezwał starszych do podjęcia kroków dla ocalenia zagrożonych śmiercią (mając na myśli polskich mieszkańców wsi). Szeptycki zwrócił się osobiście wprost do nacjonalistycznej młodzieży:

Nie dajcie się sprowokować do popełnienia żadnych niegodziwych aktów. To leży wyłącznie, przede wszystkim, w interesie naszych wrogów, aby nakłaniać nasz naród do nierozważnych kroków, które w przyszłości mogą przynieść, nawet muszą przynieść, wielkie szkody dla naszego narodu. Nie dajcie się oszukiwać ludziom, którzy przedstawiają wam akty przeciwko Bożemu prawu jako konieczność. Pamiętajcie, że nie osiągnięcie niczego dobrego przez działanie przeciwko Bożemu prawu.

Raz jeszcze napomnienia Szeptyckiego przeciwko narodowej politycznej przemocy trafiły do głuchych uszu. Wśród ukraińskiego kleru tylko mniejszość pomagała Polakom i ukrywała ich przed śmiercią: ale także mniejszość zachęcała morderców. Inna Poizdnyk, która studiowała zachowanie kleru Cerkwi Grecko-Katolickiej podczas rzezi UPA na Polakach, doszła do konkluzji, że wpływ listów pasterskich hierarchy i wezwań do kapłanów był minimalny.

W listopadzie 1943 roku Szeptycki był autorem wspólnego listu pasterskiego podpisanego przez cały ukraiński episkopat. Tekst ten jest często cytowany, i tutaj przytoczę obszerne fragmenty:

Chrześcijańska sprawiedliwość została utracona wśród narodu w takim stopniu, że po prostu nie chce się wierzyć, że oni są jeszcze chrześcijanami, i być może kiedyś byli dobrymi chrześcijanami, którzy dzisiaj są gorsi od pogan…

Zły przykład, nadużywanie trunków, nieposłuszeństwo wobec rodziców, zaniedbywanie obowiązków religijnych i nauczania katechizmu, grzech nieczystości, i przede wszystkim okrucieństwo wojny, dokonujące się nie tylko na polach bitew, ale wykraczające daleko [poza]…. i niszczy na naszych oczach życie w większości niewinnych ludzi – wszystkie to przyzwyczaja do grabieży, przelewu krwi, a nawet morderstw. Niektórzy, myśląc że poprzez przyłożenie do tego własnych rąk będą w stanie uniknąć ciężarów wojny takich jak praca, rekwizycje i tym podobne, stają się przyczyną nie tylko dla siebie, ale także dla całego narodu coraz bardziej straszliwych represji i karania śmiercią. To wszystko razem także doprowadza do nieszczęścia, że dziecko Boże, dziecko chrześcijańskich rodziców, zapomina do takiego stopnia o swoim honorze, o honorze swoich rodziców i narodu, o chrześcijańskim wychowaniu, o Bożym prawie, o swoim własnym szczęściu i zbawieniu, że opuszcza swój dom i oddając się na służbę bandytom, kradnie wraz z nimi, rabuje, lub, co nie jest odległe, plami (nie daj Boże!) swoje ręce krwią niewinnych ludzi…

My wszyscy [biskupi] przy każdej okazji przypominamy [wiernym] o obowiązku chrześcijańskiej miłości. Jak zawsze, także teraz, przestrzegamy was przed każdą nienawiścią, ponieważ nie tylko w prywatnym życiu, ale także w obywatelskim i politycznym chrześcijanin nie może nienawidzić nawet najbardziej zdecydowanego swojego wroga. Każdy może stanąć w swojej obronie, swoich dzieci, i w obronie całego narodu przeciwko wrogowi, ale nie może pozwolić na nienawiść w swoim sercu lub wykluczenie go z modlitw i z miłości bliźniego. Każdy musi mieć w stosunku do swojego wroga szeroką, wszechogarniającą chrześcijańską miłość…

Przebieg wydarzeń w naszych czasach jest taki, że podczas wojny morderstwa rozpowszechniły się wśród ludzi, w rezultacie czego tysiące niczego nie winnych ludzi odeszły z tego świata. Morderstwo jest taką oczywistą, straszliwą zbrodnią, ona woła tak wyraźnie o pomstę do nieba, że osoba, która ma w sobie chociaż kroplę chrześcijańskiej krwi, odwraca się z odrazą od morderstwa i od tych, którzy mają ręce splamione krwią niewinnych ludzi… Oczywiście, my potępiamy wszystkie morderstwa, nieważne kto je popełnia; my potępiamy wszystkie zbrodnie, w których jesteśmy ofiarami i wszystkie zbrodnie, które nasi właśni ludzie mogą popełnić.

Tematy podniesionew mocnym, nawet desperackim liście, są takie same, jak te podnoszone przez Szeptyckiego wcześniej w stosunku do mordów na Żydach – potępienie mordów, pouczenie o miłości bliźniego, i potrzebie poddania morderców społecznemu ostracyzmowi w społeczności.

Warte odnotowania w listopadowym liście jest to, że Szeptycki mówił nie tylko o osobach, które popełniły morderstwo, jak dotychczas, ale o wszystkich rękach, które rabują i zabijają. On również nawiązuje do grup bandyckich w liście do łacińskiego arcybiskupa Lwowa, Bolesława Twardowskiego z 15 listopada 1943 roku, zatem napisanego mniej więcej w tym samym czasie co list pasterski zacytowany tuż powyżej. Arcybiskup Twardowski napisał wcześniej do Grecko-Katolickiego Metropolity, interweniując o powstrzymanie morderstw na katolickich kapłanach i ich wiernych, czyli na Polakach w Galicji. W odpowiedzi Szeptycki napisał:

W kompletnym chaosie obecnej chwili wszystkie najgorsze elementy wyszły na powierzchnię i szaleją. W statystyce morderstw, jak myślę, bardzo ważne miejsce zajmują morderstwa popełniane z pobudek rabunkowych – a łacińscy kapłani mają generalnie opinię ludzi bogatych; atak na parafialną plebanię jest bardziej korzystny i łatwiejszy dla bandytów niż atak na inne budynki. Bolszewiccy partyzanci, żydowskie bandy, agitatorzy rewolucyjnych polskich organizacji z Warszawy, którzy w swoich publikacjach nawet pochwalają morderstwa popełniane przez Polaków, działają bezkarnie w kraju. Prawdopodobnie w wielu przypadkach mają znaczenie porachunki osobiste, szczególnie w rejonach zalesionych. Od wielu lat to nie narodowa, ale społeczna nienawiść trwa pomiędzy tymi, którzy karzą ludzi za kradzież drewna, ale nie zawsze chcą drewno sprzedawać. W kraju są bandy różnych dezerterów i wszędzie mnóstwo zdemoralizowanych, sadystycznych osobników, którzy odczuwaką żądzę ludzkiej krwi.

W tej odpowiedzi Szeptycki wymienia wszystkie możliwości [złoczyńców] za wyjątkiem ukraińskich nacjonalistów zaangażowanych w zabijanie. Czy to możliwe, że nie wiedział, że to były ukraińskie nacjonalistyczne bandy?

Nie, ponieważ mamy sprawozdanie, które osobiście napisał do Watykanu na okoliczność zamordowania w dniu poprzednim prawosławnego Metropolity Aleksieja (Hromadsky) przez nieidentyfikowanych partyzantów. (Obecnie wiadomo, że Metropolita Aleksiej został zabity przez UPA, z premedytacją albo nie). W raporcie Szeptyckiego, datowanym na 8 maja 1943 roku, a więc w niedługim czasie po rozpoczęciu mordów na Polakach na Wołyniu, Szeptycki charakteryzuje rodzaje partyzantów, którzy włóczyli się po regionie:

„Cały Wołyń i część Galicji są pełne band, które mają określony polityczny charakter. Są pewne bandy złożone z Polaków, inne z Ukraińców, inne oczywiście z komunistów. A oprócz nich są prawdziwi bandyci, wśród których są ludzie wszystkich narodowości – Niemcy, Żydzi i Ukraińcy.” Brat Andrzeja Szeptyckiego, Klementij, powiedział niemieckiemu kolaborantowi pod koniec lata 1943 roku, że jest siedem rodzajów band działających w Galicji, wśród których były „bandy ukraińskich nacjonalistów, odnoszące się jednakowo wrogo do Niemców, jak do Polaków i Rosjan.”

Chociaż Szeptycki był dobrze poinformowany od początku, że istniały polityczne ukraińskie bandy – to znaczy, oddziały nacjonalistyczne, to jednak w swoim liście do Arcybiskupa Twardowskiego wzbraniał się nawet przed uznaniem ich istnienia, nie mówiąc już o ich współudziale w morderstwach na Polakach.

Rzeczywiście, w korespondencji z lwowskim arcybiskupem łacińskim jest wiele rzeczy, które nie wydaja się nie być zgodnymi z typowymi, codziennymi poglądami Szeptyckiego. Prawdą jest, że relacje Szeptyckiego z Twardowskim były dalekie od serdeczności, ale ich wzajemne niezgodności nie miały żadnego związku z treścią listu Szeptyckiego, chociaż mogły mieć wpływ na jego ton. Czynnikiem znacznie poważniejszej wagi może być historyczna rywalizacja pomiędzy Łacińskimi i Grecko-Katolickimi Arcybiskupami Lwowa. Często w XIX wieku, i wcześniej, relacje pomiędzy hierarchami Polskiego Kościoła Katolickiego i Cerkwi Grecko-Katolickiej przechodziły wiele naprężeń. Od czasu, gdy Szeptycki został Metropolita w 1900 roku, pomiędzy dwoma kościelnymi liderami regularnie dochodziło do konfrontacji w kwestiach narodowych. (….) W efekcie, korespondencja pomiędzy dwoma arcybiskupami w 1943 roku znajdowała się w kontekście długotrwałych, instytucjonalnych konfliktów.

Korespondencja zaczyna się od listu Twardowskiego z 30 lipca 1943 roku, w którym Twardowski informuje Szeptyckiego, że niektórzy Ukraińcy otwarcie wzywają do zniszczenia polskiej ludności. że zostały popełnione „krwawe morderstwa o wyraźnie politycznym charakterze” i że „przerażające wypadki”, do których doszło na Wołyniu, mogą rozprzestrzenić się w Galicji. Jak wiemy, 15 sierpnia 1943 roku Szeptycki wydał list pasterski wzywający starszych społeczności do powstrzymania młodzieży i chronienia zagrożonej ludności. Mimo to trzy dni później on w odpowiedzi udzielonej Szeptyckiemu przedstawia wykaz ukraińskich pretensji w stosunku do Polaków: pacyfikacja z 1930 roku, grabież ukraińskich wsi przez polskich policjantów parę miesięcy przed wybuchem wojny, grabież i morderstwa na Ukraińcach dokonywane przez polskich żołnierzy po wybuchu wojny, morderstwa dokonywane przez polskie podziemie na działaczach ukraińskich na Podlasiu i Chełmszczyźnie podczas wojny, i anty-ukraińską działalność Polaków, którzy zarejestrowali się jako Volksdeutsche, i ataki na Ukraińców, a nawet na ukraińskich kapłanów w chwili obecnej. Wzywał także łacińskiego arcybiskupa do napisania listów pasterskich do powstrzymania wiernych pozostających pod jego jurysdykcja.

Szeptycki wysłał następny list 13 września 1943 roku, w nim napisał, że „w regionie Chełmskim i na Podlasiu takie polityczne morderstwa [na Ukraińcach przez Polaków] osiągnęły teraz liczbę 500″. Taką informację z całą pewnością otrzymał z ukraińskich kręgów politycznych i później używał jej do obwiniania Polaków o rozpoczęcie masakry. W pierwszej „wersji” swojego listu do Twardowskiego z 15 listopada 1943 roku, ale nie w tym rzeczywiście wysłanym, Szeptycki napisał: „Ukraińskie partie Bandery i Melnyka odrzucają odpowiedzialność za morderstwa; one stanowczo utrzymują, że zakazały swoim członkom zabijania Polaków.”

Na podstawie takiego oświadczenia możemy wyciągnąć wniosek, że Szeptycki pozostawał w bezpośrednim lub pośrednim kontakcie z liderami nacjonalistycznych frakcji i dyskutował z nimi o mordach popełnianych na Polakach. Czy im uwierzył, czy nie, nie jest pewne, ale pominął ich zaprzeczenia w liście faktycznie wysłanym do Twardowskiego. (…)

W swoich tekstach skierowanych na zewnątrz Szeptycki dokonywał zdystansowania ruchu ukraińskiego od morderstw. W dwóch listach do Watykanu podkreślał, że wyłącznie Niemcy byli mordercami, chociaż początkowo starali się obwinić ukraińską milicję i ukraińską ludność. W listach do Arcybiskupa Twardowskiego posunął się jeszcze dalej: nie tylko zaprzeczył odpowiedzialności ukraińskich organizacji politycznych za rzeź Polaków, ale nawet wątpił, czy w ogóle Ukraińcy jako narodowość byli w to zaangażowani. Co więcej, wykorzystał okazję, aby w korespondencji podnieść ukraińskie pretensje w stosunku do Polaków i domagał się, aby to polski biskup powstrzymał swoich ludzi. Teksty te pozostają w ostrym kontraście z tekstami adresowanymi do wewnątrz, szczególnie z listami pasterskimi, które przedstawiają obraz wielkiej liczby Ukraińców dopuszczających się grabieży i morderstw, częściowo motywowanych polityczną i narodową nienawiścią.

Ten kontrast pokazuje pewną lojalność w stosunku do ruchu narodowego i do grupy narodowej vis-a-vis tych bliźnich, którzy znajdowali się poza grupą. Nie mogę wykluczyć możliwości, że może to wskazywać na pewne życzeniowe myślenie ze strony Szeptyckiego lub rozstrzyganie wszelkich wątpliwości na korzyść ruchu narodowego. (….) Jeśli oczekiwał zachowania władzy i autorytetu wśród swojej owczarni, Szeptycki nie mógł pozwolić sobie na ryzyko uznania za zdrajcę. Na podstawie tych dwóch kierowanych do wewnątrz [Cerkwi] tekstów nie może być najmniejszej wątpliwości, że Szeptycki sygnalizował prowadzenie rozmów na ten temat, i czasami były to rozmowy ze zwolennikami OUN Bandery. Nie tylko świadczy o tym poruszanie kwestii odnoszących się do politycznych i narodowych motywacji w tej dziedzinie, ale o wiele wyraźniejszym wskaźnikiem jest fakt powtarzania przez Szeptyckiego sformułowań o uczestnictwie w mordach w kategoriach pokoleniowych. Współcześni nie mogli nie zrozumieć tych odniesień. Z pewnością polskie podziemie rozumiało, że trwało współzawodnictwo pomiędzy Szeptyckim i banderowcami o moralne przewodnictwo w społeczeństwie ukraińskim. Polskie podziemie identyfikowało „młodzież” w listach pasterskich Szeptyckiego z OUN i dostrzegało spór Szeptyckiego z OUN w kwestii mordów.

Pozostaje wspomnieć jeszcze jeden dokument z tego zestawu problemów, a mianowicie nie datowany list pasterski zatytułowany „Pokój w Bogu! (O mordowaniu kapłanów)”.

Ten dokument został napisany w drugiej połowie października 1943 roku i prawdopodobnie najpóźniej wiosną 1944 roku, zapewne w odpowiedzi na skargi arcybiskupa Twardowskiego na mordowanie kapłanów łacińskich. List potępia nienawiść religijną, „pogańską zasadę zemsty”, rozszerzanie nienawiści także na krewnych osoby postrzeganej jako sprawca. Położył nacisk na fakt, że nawet poganie nie zabijali bezbronnych, jak to było w przypadku opisywanym w liście przez Szeptyckiego. Interesujące jest to, że ten tekst potępiał nie tylko mordowanie łacińskich kapłanów, ale mordowanie także kapłanów prawosławnych. Była to zawoalowane (nie otwarte) przyznanie, kogo metropolita uważał za morderców, ale my wiemy, że UPA w tym czasie zabijała zarówno kapłanów łacińskich jak i członków kleru prawosławnego.

Po ponownym zdobyciu Galicji przez Sowietów, Szeptycki jeszcze raz potępił działalność UPA, tym razem w imieniu synodu kleru, który odbył się 7 września 1944 roku, mniej niż dwa miesiące przed swoją śmiercią:

Położenie ludności wiejskiej stało się dzisiaj nieznośne z powodu UPA i różnych oddziałów partyzanckich. Wszystkie te organizacje przyjmują również ludzi, którzy uciekają przed każdego rodzaju wojną i nie chcą służyć w żadnej armii. Ale wśród nich znajdują się również ludzie, którzy nie są posłuszni Bożemu prawu, żadnemu głosowi Kościoła, którzy uważają się za powołanych do karania ludzi śmiercią za rzekome zbrodnie, które prawdopodobnie nigdy nie zostały popełnione. Od trzech lat nie przestaję napominać, że żaden człowiek nie ma prawa zadawać śmierci innemu człowiekowi…

Tymczasem są młodzi ludzie… którzy pełnią funkcję katów w wyrokach skazujących, w których oni mogą być jednocześnie prokuratorami – oskarżycielami, sędziami i adwokatami obrony. I jest ich tak wielu, że musimy mówić o całej armii.

Nacjonalistyczni historycy interpretują to oświadczenie jako część taktyki Szeptyckiego mającej na celu zachowane Cerkwi pod odtworzonymi rządami bolszewików – czyli że potępienie UPA było skalkulowane ze względu na obecność sowieckich donosicieli na Synodzie.

Jednak jest ono spójne ze wszystkim, co wiemy o stosunku Szeptyckiego do ruchu Bandery w latach poprzednich. Chociaż Szeptycki pozostawał przeciwny nacjonalistom, wielu z jego kapłanów zbliżyło się ściśle do nacjonalistycznego podziemia, gdy bolszewicy zawładnęli Galicją. Andrzej Szeptycki zmarł 1 listopada 1944 roku.

Ruch Bandery nie przejmował się prawdą. Przeciwdziałał wielu aktom potępienia Metropolity swojej działalności poprzez dystrybucję ulotek, w których stwierdzono, że Szeptycki udzielił swojego specjalnego błogosławieństwa dla OUN.

Nacjonaliści po wojnie, aż do teraz, podtrzymywali wrażenie, że Szeptycki i ludzie OUN myśleli i działali wspólnie. Oni uczynili z Szeptyckiego bohatera, używając jego prestiżu dla dodania blasku swojej własnej reputacji. Ogromne znaczenia miał dla nich fakt, że Szeptycki był aktywnym zbawcą Żydów. Oni używali Szeptyckiego do odpierania zarzutów, że ukraińscy nacjonaliści uczestniczyli w Holokauście. W epoce powojennej, Sowieci byli również zainteresowani w przedstawianiu Szeptyckiego jako pozostającego w komitywie z banderowcami. Ułatwiło im to uzasadnienie dla zniszczenia Cerkwi Grecko-Katolickiej w 1946 roku, ponieważ uprawdopodabniało związki z faszystowskimi okrucieństwami i zdradę. Ale jak widzimy, te mityczne wersje na temat relacji Szeptycki – ruch Bandery w niczym nie odpowiadają prawdzie.

Fakt, że Metropolita Szeptycki nie wyrażał jednoznacznie nieugiętego sprzeciwu, umożliwiał OUN, a frakcji Bandery w szczególności, rozwijanie o wiele bardziej ciepłych relacji z Cerkwią, tak samo jak to robiły analogiczne ruchy we Wschodniej Europie (Ustasze w Chorwacji, Legion Archanioła w Rumunii i Gwardia Hlinki na Słowacji). Wielu banderowskich liderów pochodziło z rodzin kapłańskich, z Banderą i Stećką włącznie. Z pewnością było wielu wśród kleru, którzy sympatyzowali z banderowcami. Banderowcy wykorzystywali pewne formy religijne. Stepan Łenkawśkyj, banderowski ideolog, napisał wcześniej, w 1929 r., „Dziesięć przykazań ukraińskiego nacjonalisty”; nie zawierały żadnej wzmianki o Bogu, i powoływały się raczej na przemoc i centralną rolę narodu, niż na chrześcijaństwo. Podczas wojny, banderowcy stworzyli „Modlitwę do Ukrainy”, w której nie ma żadnych odniesień do Boga lub do Matki Boskiej. Jej otwierająca inwokacja wyglądała tak: „O Ukraino, Święta Matko Bohaterów, zstąp do mego serca.” Modlitwa powstała dla wzmocnienia wiary, woli, odwagi i siły umierania i włączania się w budowę silnej i zjednoczonej Ukrainy.] Odcinając się od frakcji Melnyka OUN, frakcja Bandery zaczęła używać swojego własnego symbolu w lipcu 1941 r., stanowiącego krzyż wykonany z miecza (khrestomech). Wzywając podczas różnych zgromadzeń do świętowania proklamacji państwa ukraińskiego Stećki w lecie 1941 roku, członkowie kleru grecko-katolickiego brali udział w ceremoniach modlitewnych i upamiętniali „Ukraińskich bohaterów zabitych przez bolszewików”.

Podczas wojny banderowcy z pewnością prowadzili określoną politykę religijną. Oprócz ich często śmiertelnej nienawiści do kleru Autonomicznej Cerkwi Prawosławnej i Kościoła Rzymsko-Katolickiego, często wspominanej, mieli zdecydowanie negatywny stosunek do Baptystów. Zabijali także Żydów, chociaż religijne motywacje były mniej ważne niż narodowe. Banderowcy używali religii jako instrumentu, ale oni w ogóle nie kierowali się jej zasadami. Charakterystyczne, że oni nie przejmowali się tym, by ustanowić stałe duszpasterstwo w UPA, fakt, który Szeptycki odnotował z goryczą w swoim kazaniu w dniu 7 września 1944 roku:

I jeśli jakieś oddziały lub jakiś rodzaj armii zostały sformowane, wtedy jest obowiązkiem księży służyć narodowi jako kapelani; i ci kapelani nie są odpowiedzialni przed żadnymi przepisami prawa za działania tej armii, w której służą. I Ukraińska Powstańcza Armia zmusza naszych chłopców do wstępowania w jej szeregi, i to może być uzasadnieniem dla młodzieży, że tam w UPA także służą kapłani, którzy są ich kapelanami. Ale o czymś takim nic mi nie wiadomo, a raczej wiem, że nie było żadnych [kapelanów].

Tematyka tego rozdziału skupiona jest na tym, jak jeden człowiek orientował się w trudnym i skomplikowanym konflikcie zasad w tym ponurym czasie europejskiej historii. Z jednej strony, był chrześcijańskim biskupem. Z drugiej strony, był liderem ukraińskich aspiracji narodowych. To był wybór pomiędzy chrześcijańskim uniwersalizmem a nacjonalizmem, pomiędzy „nie będziesz zabijał” i „Naród ponad wszystko”.

Prawdopodobnie odpowiedź wydaje się jasna, właściwy wybór był oczywisty, ale Szeptycki pracował w atmosferze, w której morderstwo stało się powszechne – popełniane przez Sowietów, nazistów i nacjonalistów. Siły pokoju i miłosierdzia były ledwo widoczne. Skuteczność jego działań i protestów była słaba, chociaż prawdopodobnie dalsze badania w kancelaryjnej ewidencji i w dokumentacji postępowań sądowych może ujawnić więcej skutecznych interwencji w konkretnych przypadkach. Z opublikowanych zapisów wydaje się, że głos Metropolity Szeptyckiego był słyszalny, ale jego naród utwardził swoje serca i zamknął swoje uszy.

Metropolita chciał potępić zbrodnie popełnione przez naród, z którym się identyfikował, ale nie chciał potępić narodu jako całości, ani nawet przypadków, gdy w imieniu tegoż narodu nacjonaliści popełniali swoje akty przemocy. Starał się zachować solidarność ze sprawą ukraińską, szczególnie gdy odpowiadał arcybiskupowi obrządku łacińskiego. Utrzymywał otwarte kontakty z ukraińskimi politykami z obozu nacjonalistycznego. Czasami wydaje się, że być może był wobec nich zbyt łatwowierny. By móc wpływać na ich morderczą politykę, musiał zachować pewną wiarygodność wśród ukraińskich przywódców.

Ma się wrażenie, że poszedł tak daleko, jak tylko mógł w przeciwstawieniu się ruchowi Bandery, ale bez odrzucenia i alienacji banderowców, do tego stopnia, że oni mogli potępili jego wraz z całym kościołem i jego agendami. Analizy jego odpowiedzi pokazują, że on był człowiekiem trzeźwo myślącym o potrzebie potępienia czystki etnicznej i politycznego mordu, gdy do nich dochodziło. Ale uchwycenie całej złożoności sytuacji i stawienie skutecznego oporu okazało się zadaniem ponad jego siły.

John Paul Himka

Tłumaczenie: Wiesław Tokarczuk

Oceń ten artykuł




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz