Doradcy Donalda Trumpa spodziewają się po nim, w razie powrotu do Białego Domu, „radykalnej reorientacji” polityki NATO, w tym częściowego wycofania się USA z Europy, wykluczenia rozszerzenia Sojuszu o Ukrainę i Gruzję oraz dążenie do jakiejś umowy z Rosją ws. zmiany granic Ukrainy – podał portal Politico.
Według opublikowanego w tym tygodniu obszernego artykułu na łamach „Politico”, doradcy ubiegającego się o powrót do Białego Domu Donalda Trumpa spodziewają się „radykalnej reorientacji” polityki bezpieczeństwa USA w razie jego zwycięstwa. Główne zmiany mają dotyczyć wyraźnego wycofania się Amerykanów z zaangażowania w Europie, a także jakiejś umowy z Rosją w sprawie Ukrainy.
Podczas niedawnej debaty z prezydentem Joe Bidenem Trump powiedział, że nie uważa ultimatum Władimira Putina i jego żądań, by Ukraina oddała Rosji cztery zagarnięte obwody za akceptowalne. Jednak, według Politico, polityk rozważa porozumienie, w ramach którego NATO miałoby zrezygnować z dalszego rozszerzania się na wschód, szczególnie o Ukrainę i Gruzję, a także negocjacje z Moskwą o tym, jaką część ukraińskiego terytorium mogłaby zatrzymać. Serwis powołuje się na rozmowy z doradcami i dygnitarzami z obozu Trumpa i tymi, którzy mają z nim kontakt.
Według tych opinii, w zamian za dalsze zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w NATO, Trump oczekiwałby, że państwa europejskie mocno zwiększą swoje wydatki na obronność, a także podejmą się „radykalnej reorientacji” koncepcji Sojuszu. Tak określił to Dan Caldwell, ekspert ds. obronności, zaznajomiony z koncepcjami w zakresie bezpieczeństwa w kręgu doradców Trumpa. Zdaniem Caldwella, „tak naprawdę nie mamy już wyboru”, z uwagi zadłużenie państwa czy niemożność amerykańskiej zbrojeniówki, by dotrzymać kroku wyzwaniom ze strony i Rosji, i Chin.
Jak czytamy, w otoczeniu Trumpa trwają dyskusje, jak mocno naciskać na kraje europejskie, by zmodyfikowały architekturę bezpieczeństwa po jego myśli. Źródła „Politico” twierdzą, że USA miałyby dalej utrzymywać nad Europą „parasol nuklearny”, utrzymując na Starym Kontynencie swoje kontyngenty sił powietrznych i morskich, w tym w bazach w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Turcji. Jednocześnie, Europa miałaby wziąć na siebie główny ciężar w obszarze sił lądowych, w tym pancernych i artylerii.
Zgodnie z założeniami kręgu Trumpa, w ramach zmian polityki bezpieczeństwa USA miałyby „znacząco i zasadniczo” zmniejszyć swoją rolę w ramach NATO, przestając być „głównym dostarczycielem siły bojowej w Europie”. Kolejnym elementem miałoby być wprowadzenie w Sojuszu „systemu dwupoziomowiego”, w myśl koncepcji zaproponowanej po raz pierwszy przez generała w stanie spoczynku Keitha Kellogga, byłego wysokiego urzędnika w rządzie Donalda Trumpa. Taki system przewiduje, że państwa, które wydają na obronność mniej niż 2 proc. PKB, nie mogłyby liczyć na pełną ochronę czy gwarancje bezpieczeństwa ze strony Waszyngtonu. W opinii doradców Trumpa, takie podejście nie byłoby naruszaniem artykułu 5 traktatu NATO, gdyż wymaga reakcji, a nie odpowiedzi siłą bojową.
Ponadto, jak czytamy, Trump rzekomo rozważa porozumienie z Rosją, w ramach którego NATO miałoby zrezygnować z dalszego rozszerzania się na wschód, szczególnie o Ukrainę i Gruzję, a ustalenie, jaką część ukraińskiego terytorium Moskwa mogłaby zatrzymać. Politico powołuje się tu na dwa źródła.
„W sumie, nowe podejście Trumpa w tych obszarach oznaczałoby rewolucję w sprawach NATO – taką, której według wielu krytyków Europa nie jest w stanie dokonać w dającej się przewidzieć przyszłości” – pisze portal. Podkreśla, że chodzi tu np. o kwestie finansowe – USA wydają na operacje natowskie 860 mld dolarów. To 68 proc. wydatków wszystkich państw członkowskich, a zarazem 10 razy więcej, niż płacą Niemcy.
„Jestem zwolennikiem utrzymania Sojuszu Północnoatlantyckiego, ale myślę, że jedynym sposobem, aby to osiągnąć – i cały czas to powtarzam Europejczykom – jest przejęcie przez nich znacznie większego ciężaru” – powiedział POLITICO Elbridge Colby , który kierował opracowaniem strategii obrony narodowej Trumpa jako zastępca asystenta sekretarza obrony ds. strategii i rozwoju sił. Nieoficjalnie, w razie zwycięstwa Trumpa w wyborach miałby objąć wysokie stanowisko ds. bezpieczeństwa narodowego. „Chcemy, żeby NATO działało, ale chcemy, żeby przewodzili Europejczycy. Taki był oryginalny pomysł, taką koncepcję miał Dwight Eisenhower” – powiedział w rozmowie Colby. Dodał, że teraz taka zmiana jest konieczna z uwagi na rosnące zagrożenie ze strony Chin.
Z kolei według jednego z ekspertów ds. bezpieczeństwa narodowego zaznajomionego z myślą Trumpa, ale wypowiadającego się anonimowo, polityk ten „byłby otwarty na coś, co wykluczyłoby ekspansję NATO”, a zarazem „bez powrotu do granic Ukrainy z 1991 roku”. Zastrzegł, że nie oznaczałoby to rezygnacji z dostarczania Ukrainie dużych ilości broni.
Część ekspertów uważa, że głównym problemem wyłaniającej się koncepcji Trumpa w sprawie NATO jest to, że kraje europejskiej „po prostu nie są przygotowane do tego, by w najbliższym czasie wziąć na siebie radykalne powiększenie roli militarnej” w Sojuszu. „Politico” zaznacza, że w zasadzie mogą jednak nie mieć wyboru, gdyż Trump może skutecznie „lewarować”, wykorzystując fakt, że USA dostarczają Ukrainie lwią część pomocy wojskowej, zaś „Europa jest słabsza gospodarczo i bardziej zależna od amerykańskich surowców energetycznych niż kiedykolwiek przedtem”.
Z kolei krytycy z obozu Trumpa uważają, że Europa musi rozwijać „ponadgraniczne przemysły obronne” zamiast krajowych, żeby zwiększyć swoją efektywność i potencjał. Oczekują też, że kraje europejskie wywiążą się ze swojej obietnicy i zwiększą kontyngent sił szybkiego reagowania NATO z 40 tys. do 300 tys. żołnierzy. Zdaniem Caldwella, z wyjątkiem takich krajów jak Polska, wiele rządów w Europie wciąż żyje „urojeniami” i nie zdaje sobie sprawy z tego, co jest potrzebne.
Politico dodaje, że sztab Trumpa nie odpowiedział na pytania i prośby o komentarz na ten temat.
Należy zaznaczyć, że opublikowane w środę dwa sondaże, dla gazet „New York Times” i „Wall Street Journal” pokazują, że Donald Trump ma już 6-8 punktów procentowych przewagi nad Joe Bidenem (48/49 proc do 42/43 proc.) . To największa różnica na korzyść republikanina do tej pory. Co więcej, zdecydowana większość respondentów (74 proc.) uważa, że urzędujący prezydent jest zbyt stary, by pełnić swoją funkcję.
Jak pisaliśmy, ostatnio prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział, że Donald Trump powinien przedstawić plan szybkiego zakończenia wojny z Rosją, ostrzegając, że jakakolwiek propozycja nie może naruszać suwerenności narodu.
Politico / Kresy.pl
































