Szef Fundacji Solidarności Międzynarodowej i wiceprezes rządowej Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, Rafał Dzięciołowski, na łamach serwisu niezalezna.pl zaatakował lidera polskiej partii na Litwie, europosła Waldemara Tomaszewskiego. Zarzuca mu m.in, że “od lat swoimi działaniami politycznymi stawia się po stronie wrogów Polski”. W rozmowie z portalem Kresy.pl Tomaszewski komentuje atak “Strefy Wolnego Słowa”. Oskarża Dzięciołowskiego o torpedowanie uroczystości nadania jednej z wileńskich ulic im. Lecha Kaczyńskiego.

Portal niezalezna.pl zamieścił niedawno na swoich łamach komentarz Rafała Dzięciołowskiego, szefa Fundacji Solidarności Międzynarodowej i wiceprezes zarządu Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie (oba podmioty są finansowane z pieniędzy polskich podatników). Dzięciołowski zaatakował w nim europosła Waldemara Tomaszewskiego, lidera Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin, twierdząc m.in., że “od lat swoimi działaniami politycznymi stawia się po stronie wrogów Polski”.

„W 2008 roku, kiedy wojska rosyjskie atakowały Gruzję, stanął [Tomaszewski – red.] po stronie prorosyjskiej Osetii, wyśmiewał działania Polski i szczególnie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W 2010 roku, po katastrofie smoleńskiej nie widział powodu, aby stawiać pod pręgierzem Rosję za dramatyczne wydarzenia w Smoleńsku. W 2013 i 14 roku, kiedy Polska próbując wspierać zaatakowaną przez Rosję Ukrainę angażowała się w różne działania popierające zaatakowany kraj, Waldemar Tomaszewski szydził z tego i twierdził, że Ukraina jest sztucznym tworem i powinna być częścią Federacji Rosyjskiej. Wreszcie, w trudnym momencie, kiedy Polska jest pod pręgierzem lewicy europejskiej i jednocześnie zmaga się z pandemią i stara się zachować porządek konstytucyjny w państwie pan Tomaszewski przyłącza się do lewaków i krytykuje rząd RP” – powiedział wiceprezes zarządu Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie.

Dzięciołowski oświadczył też, że „tak naprawdę chodzi o realizację niepolskiego interesu polegającego na izolowaniu, osłabianiu i szkalowaniu Polski” i chciałby, żeby „ten kolejny dowód takiej postawy pana Tomaszewskiego przyczynił się do wyciągnięcia politycznych wniosków przez elitę polską i do refleksji, jaką naprawdę rolę pełni ten formalny lider reprezentacji politycznej Polaków na Litwie, a tak naprawdę reprezentacji niepolskich interesów”.

Waldemar Tomaszewski skomentował sprawę w rozmowie z portalem Kresy.pl. Zdecydowanie podkreśla, że nigdy nie wypowiadał się tak, jak insynuuje Dzięciołowski. – To wierutne kłamstwo i cyniczne oszczerstwo – mówi polityk. Nie wyklucza, że takie działanie może być formą prowokacji. – Odbieram to tylko w taki sposób. Przecież zdrowy człowiek nie może tak bezczelnie kłamać, a chyba nie bierzemy tu w rachubę choroby psychicznej tego człowieka. Widocznie ma w tym jakiś cel, który dziś jest niejasny. Może to szukanie własnej pozycji w relacji do PiS? To wielka partia, ja też sam popieram bardzo wiele jej działań, ale nie jest monolitem. Są w niej różne grupy, frakcje i być może toczy się między nimi walka, a to jest próba wciągnięcia do niej kogoś innego. Z drugiej strony, może to próba przykrycia własnych problemów.

Zdaniem Tomaszewskiego, Dzięciołowski „swoimi działaniami zawsze pokazywał, że jest na wybitnie antypolskiej pozycji”. – Widać, że często czuje wręcz pogardę do Polaków kresowych, co wynika z jego antypolskiego stanowiska, z wyznawanej przez niego ideologii giedroyciowskiej – że polskość należy wręcz osłabiać, jeśli ogólnie nie ewakuować z byłych ziem Rzeczpospolitej, bo to podobno ma kogoś drażnić. Dla nas, Polaków kresowych, to jest nasza ojczyzna, ziemia z dziada pradziada, za którą przelewana była krew naszych przodków. To jest nasze dziedzictwo i nasza teraźniejszość. Na Wileńszczyźnie mieszka wielu Polaków, w 40 gminach stanowią większość. Stąd te teorie są nie tylko antykresowe, ale i antypolskie. Możliwe, że z tego to wynika.

Jednocześnie, europoseł Tomaszewski zwrócił uwagę, że istnieje coś, co można nazwać „problemem środowiska Dzięciołowskiego”. – Ta osoba niczym nie może się poszczycić, jak tylko tucznym życiem urzędniczym i hojnym rozdawaniem pieniędzy podatników. Natomiast „dokonania” jego grupy są fatalne. I ona czuje się zagrożona, że ich kłamstwa i wymierające teorie nie przyniosą im dłużej korzyści osobistych. Mogą więc prowokować, żeby zaistnieć i przypuszczalnie osiągnąć własne cele. Tym bardziej, że sam pan Dzięciołowski w tych tematach, którymi tak cynicznie dziś manipuluje, ma określone problemy wizerunkowe.

W tym kontekście lider AWPL-ZChR przypomina wydarzenia z listopada 2018 roku, gdy w Wilnie, w roku obchodów 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, w prestiżowej lokalizacji miasta, uroczyście odsłonięto tablicę z nazwą ulicy im. Lecha Kaczyńskiego. Wileńskim Polakom udało porozumieć się też z abp Gintarasem Grušasem, żeby w katedrze została odprawiona Msza św. w języku polskim (należy zaznaczyć, że w tej tak ważnej świątyni niemal w ogóle się to nie zdarza), a także zorganizować dużą uroczystość, na którą zaproszono też czołowych litewskich polityków, w tym premiera Sauliusa Skvernelisa. Jednak, jak mówi Tomaszewski, Dzięciołowski „tę imprezę torpedował”.

– W zasadzie bezpośrednio występował przeciwko upamiętnianiu Lecha Kaczyńskiego, którego osobiście znałem, z którym często się spotykałem, czuliśmy do siebie wzajemną sympatię. Zresztą to z jego rąk otrzymałem Kartę Polaka, jako jeden z pierwszych, Polaków na Wileńszczyźnie, po ks. Obrembskim, a także Krzyż Komandorski Orderu Zasługi. Natomiast tacy osobnicy jak Dzięciołowski robią niedźwiedzią przysługę dla pamięci wielkiego człowieka, a wręcz jej szkodzą – mówi Tomaszewski. – To właśnie za jego namową z Polski nikt nie został oficjalnie oddelegowany na te uroczystości. Tym, co jest naganne i skandaliczne, jest fakt, że choć sam nie sprawuje żadnego oficjalnego urzędu, to oficjalnie prezentował i odczytywał listy od pana prezydenta Andrzeja Dudy, którego również znam i bardzo szanuję – wiele razy rozmawialiśmy o patriotyzmie i o Kresach. A tu z Kancelarii Prezydenta był jakiś doradca społeczny [R. Dzięciołowski jest jednym z wielu członków Narodowej Rady Rozwoju – red.]. To jest kompromitacja! Ktoś taki tylko szkodzi wizerunkowi prezydenta.

Sam Dzięciołowski miał tłumaczyć swoje zachowanie tym, że według niego uroczystości te rzekomo miały mieć niską rangą polityczną i międzynarodową. – Staraliśmy się interweniować w tej sprawie do korpusu doradców Pana Prezydenta Dudy. Jego [Dzięciołowskiego – red.] argumentacja była taka, że te uroczystości… nie były ważne, a do tego reprezentacja strony litewskiej będzie na niskim poziomie. Delikatnie mówiąc, była to również nieprawda. W uroczystości uczestniczył premier Saulius Skvernelis, marszałek Sejmu RL Viktoras Pranckietis, ministrowie, posłowie, europosłowie, władze Wilna – wiele osobistości, które nam, Polakom z Litwy, udało się zaprosić, co nie było łatwe z uwagi na ich często napięte grafiki. Była to więc totalna prowokacja ze strony Dzięciołowskiego. Być może wciąż obawia się, że do najwyższych dostojników państwa polskiego, a także do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego dotrze, jak ordynarnie kłamie i prowokuje.

Europoseł przyznał też, że analizuje sprawę wypowiedzi Dzięciołowskiego i zastanawia się nad tym, czy iść z tym do sądu. – Chociaż być może to też jest jednym z celów tego osobnika, mając na uwadze, że ma dość szeroki dostęp do mediów, co już samo w sobie jest skandaliczne, z uwagi na jego poglądy. Może chce wciągnąć kresowych Polaków do jakiś rozpraw nagłaśnianych przez media, żeby w ten sposób ich atakować. Trudno to zatem komentować – sam mam taką zasadę, że rzadko komentuję tego rodzaju wierutne kłamstwa, żeby nie dawać satysfakcji przeciwnikom polskości na Kresach. Ale tu podkreślam: wszystko to, co mówił o mnie dla niezalezna.pl, to kłamstwo.

Tomaszewski zaznaczył przy tym, że zasadniczo tylko raz zabrał głos w sprawie wydarzeń na Ukrainie na przełomie 2013/2014 roku i protestów na Majdanie. – Kiedy zapytano mnie o moją ocenę tych wydarzeń, to odpowiedź zawarłem w trzech punktach. Po pierwsze, mówiłem, że nie jestem zwolennikiem rewolucji, bo one przyniosły nam, Europie, najwięcej zła. Z powodu rewolucji bolszewickiej do dziś my, kresowi Polacy, cierpimy. Sam w czasach radzieckich, jako uczeń polskiej szkoły bardzo mocno podnosiłem te kwestia, jak również mordu w Katyniu, za co byłem prześladowany. Po drugie – mówiłem, że po każdej takiej rewolucji jedni oligarchowie zmienią innych, a zwykły obywatel nic na tym nie skorzysta. I po trzecie, że takie rewolucje prowadzą do zubożenia społeczeństw, do frustracji, konfliktów, a nawet morderstw. Tyle na ten temat mówiłem. A podejrzewam, że w czasach, kiedy mnie szykanowano za mówienie prawdy, to ten probanderowiec Dzięciołowski miał się całkiem dobrze. A moim rodzicom, polskim nauczycielom, też groziły wówczas restrykcje.

– Uważam, że mam oponentów m.in. wśród tych, którzy w każdym systemie dobrze żyli. Przecież często nawet byli partyjniacy są dziś gorliwymi liberałami i nas krytykują, głównie za to, że konsekwentnie sprzeciwiamy się negatywnym trendom w dzisiejszym świecie, takim jak gender, a także za to, że występujemy w obronie życia poczętego i że bronimy klasycznego patriotyzmu. A to, niestety, jest niemodne w naszym świecie. Ale my dbamy o wartości chrześcijańskie – nawet mamy to w nazwie. To nie wszystkim się podoba i nie wszystkim będzie się podobało. Jestem człowiekiem ideowym. W czasach sowieckich również takim byłem, więc w obecnych czasach, które nie są autorytarne, nie mam zamiaru się zmieniać i nikt nie będzie mi mówił, jak mam myśleć – powiedział Waldemar Tomaszewski.

W kontekście Ukrainy oraz polskości na Kresach, lider AWPL-ZChR dodał: – Nie będę więc koniunkturalnie popierał banderowców, bo dopóki oni nie rozliczą się ze swoich ogromnych zbrodni na narodzie polskim, takiej możliwości nie może być. Ponadto, podobnie jak bardzo wielu Polaków wciąż przeżywam zdradę jałtańską i będziemy o tym zawsze mówili, żeby to się nigdy nie powtórzyło. Mój stryj Adam był w AK i razem z 15 tys. polskich żołnierzy szturmował Wilno. Poległo przy tym 500 osób – to była ogromna ofiara. On sam trafił do łagru. W czasach sowieckich też o tym mówiłem. Choć dziś wiemy, że Polaków oszukano już wcześniej, bo sprzedano ich Stalinowi w Teheranie. Teraz jeszcze bardziej rozumiem ich tragedię. My, jako Polacy, musimy stanąć na wysokości zadania, żeby bronić swoich racji. Nie może być takiego szczucia i nagonek na ludzi inaczej myślących. Powinniśmy łączyć się dla sprawy polskości, jak w 1918 roku, a nie dla jakiś koniunkturalnych czy osobistych interesów, co często jest zauważalne w działalności niektórych fundacji, masowo zakładanych choćby przez wspomnianego Rafała Dzięciołowskiego. Po prostu, nie mam zaufania do tych ludzi, szczególnie gdy nasza jedność jest rozbijana z zewnątrz. My pracujemy ideowo od lat i dla mnie sprawa wiary chrześcijańskiej i polskości jest na pierwszym miejscu.

Przeczytaj: Tomaszewski: dlaczego TV Biełsat dostaje 25 mln zł na rusyfikację Polaków, a na Litwie nie ma polskiej telewizji?

Czytaj również: Waldemar Tomaszewski: polskość należy wzmacniać na miejscu, to jest w interesie Polski

17 kwietnia Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie działań Unii Europejskiej na rzecz walki z pandemią koronawirusa i jej skutkami. Choć dotyczyła ona przede wszystkim rozwiązań w tym zakresie, to znalazły się tam też zapisy krytykujące Polskę w kontekście planów władz, by w maju przeprowadzić wybory prezydenckie. Działania polskiego rządu uznano „za całkowicie niezgodne z wartościami europejskimi”. W tekście znalazł się też apel by „powrócić do dyskusji i procedur związanych z toczącymi się postępowaniami na podstawie art. 7”.

Przeciwko rezolucji zagłosowali europosłowie PiS z frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Jednak trzej członkowie EKR, z Litwy, Łotwy i Słowenii, poparli rezolucję. Wśród nich był także europoseł Waldemar Tomaszewski. Został za to skrytykowany m.in. przez niektóre media litewskie, a także część mediów w Polsce, o czym pisaliśmy wyżej.

Na pytanie, czy spodziewał się, że jego stanowisko w trakcie głosowania ściągnie na niego taką krytykę ze strony serwisu Znad Wilii, a także części mediów w Polsce, europoseł odpowiedział, że on i jego środowisko są już do tego w pewnym sensie przyzwyczajeni. – Czego byśmy nie zrobili, to będą nas krytykować. Część mediów w Polsce jest względem nas nieprzychylna. Nie jest to więc jakieś zaskoczenie, ale zwrócę uwagę, że to jest tylko część mediów, do tego bardzo, bardzo niewielka. Pytanie, czy warto wówczas kruszyć kopie i o tym mówić. Chyba, że to właśnie było celem tych, którzy o tym napisali – żeby przelewać z pustego w próżne i ciągle mówić o tym, czego nie było, bo być nie mogło. Myślę, że dokładnie wytłumaczyłem, dlaczego.

Odnosząc się do samej rezolucji w PE europoseł Tomaszewski zaznaczył, że zawiera ona około 50 ważnych punktów, które przewidują bardzo szeroką pomoc dla mieszkańców krajów członkowskich UE, w tym dla mieszkańców Litwy i Polski. – To pomoc na bardzo szeroką skalę, liczona w setkach miliardów euro. Dotyczy utrzymania miejsc pracy w różnych sektorach gospodarki. Tutaj w zasadzie nie było innej możliwości, jak tylko tę rezolucję poprzeć – mówi europoseł.

Lider AWPL-ZChR przyznał, że w jednym z punktów była mowa „o niektórych aspektach sytuacji politycznej w Polsce i na Węgrzech”. – Oczywiście, głosowałem przeciw temu zapisowi. Było kilka poprawek i przy każdej z nich jednoznacznie oddawałem głos przeciwko temu, żeby znalazły się one w rezolucji. Niestety, głosami większości trafiły tam. Natomiast zagłosowałem za całością, bo dotyczyła przede wszystkim pomocy w walce ze skutkami koronawirusa.

W rezolucji znalazły się też zapisy krytykujące rząd Węgier za wprowadzenie w kraju stanu wyjątkowego. Jednak większość europosłów Fideszu zagłosowała za rezolucją, jedynie kilku wstrzymało się od głosu. Pytany o to, czy sam rozważał taką opcję przy głosowaniu, Tomaszewski zwrócił uwagę, że już sam tytuł dokumentu dotyczył walki z COVID-19. – Czasem rezolucje mają mieszany charakter. Na przykład, w niektórych, dotyczących oficjalnie niesienia pomocy pewnym krajom, znajduje się wiele, jeżeli nie mnóstwo punktów odnoszących się do ideologii gender, związanych z aborcją itd. Chociaż w samej nazwie dokumentu nie ma o tym mowy. Takie sytuacją zdarzają się dość często i wówczas głosuję w całości przeciwko takiej rezolucji, której oficjalne brzmienie zatraca się w obliczu masy kontrowersyjnych punktów, czasem nawet stanowiących większość. Jednak w tym przypadku tytuł i treść zasadniczo szły w jednym kierunku.

Tomaszewski nawiązał też do postawy węgierskich europosłów Fideszu, gdyż jego zdaniem bardzo wyraźnie wskazuje to, że „w tym przypadku głosuje się za rezolucją, która dotyczy konkretnego tematu, mimo że jednym z 50 punktów jest wepchnięty tam punkt o Węgrach czy Polsce”.

Kresy.pl

Tagi: , , , , , , , , , ,
forma płatności