Hillary Clinton i Donald Trump swoimi zwycięstwami umocnili się na pozycjach liderów swoich partii w wyścigu o nominacje prezydenckie. W obozie Republikanów senator z Florydy Marco Rubio zawiesił kampanię. Z kolei analitycy spekulują, że w razie ostatecznego zwycięstwa Trumpa nominację może uzyskać ktoś inny.
Z kolei w obozie Republikanów na pozycji lidera umocnił się Donald Trump, który wygrał na Florydzie (gdzie zdecydowanie pokonał tamtejszego senatora, Marco Rubio), w Illinois, Karolinie Północnej, a także na wyspach Mariany Północne (terytorium stowarzyszone USA). Z kolei w Missouri, podobnie jak w przypadku Demokratów, doszło do remisu (Trump 41 proc., senator Ted Cruz 40,7 proc.).
Po porażce w swoim stanie Rubio ogłosił, że zawiesza swoją kampanię prezydencką. Już wcześniej miał być w tej spawie naciskany przez część establishmentu Partii Republikańskiej, którzy dotąd go wspierali. Tym samym w dalszym wyścigu bierze udział trzech kandydatów: Donald Trump, Ted Cruz oraz gubernator Ohio John Kasich. Ten pierwszy zagwarantował sobie już 619 głosów delegatów z 1237 potrzebnych do uzyskania nominacji (pozostali odpowiednio 394 oraz 136).
Zdaniem części analityków, dotychczasowi wyborcy Rubio przerzucą swoje głosy głównie na Kasicha, który przyciąga raczej umiarkowanych i centrowych wyborców republikańskich, dla których Trump, a także Cruz, są zbyt radykalni. Kasich wywodzi się z rodziny o pewnych tradycjach demokratycznych (zaznacza, że jego ojciec był Demokratą) i w kampanii akcentuje porozumienie z Demokratami.
Szacuje się jednak, że Kasich nie ma już szans na zdobycie głosów delegatów w trakcie prawyborów. Dlatego spekuluje się, że w razie ostatecznego zwycięstwa Trumpa, Republikanie mogą zdecydować się na zwołanie tzw. spornej konwencji. W jej trakcie delegaci mogą nominować kogoś innego. Takim kandydatem mógłby być właśnie gubernator Ohio.
PAP / gosc.pl / Kresy.pl






























