Według amerykańskiego think-tanku RAND Corporation, gdyby do 2017 roku nastąpiła chińska inwazja na Tajwan, Stany Zjednoczone musiałyby użyć 2/3 swoich sił powietrznych – 2,2 tys. samolotów bojowych – żeby ją powstrzymać.
Chociaż siły powietrzne USA i korpus Marines mają bardziej zaawansowane myśliwce niż Chińczycy, to ci ostatni posiadają przewagę geograficzną. Czynniki geograficzne i sytuacyjne działają na korzyść Chin w niemal każdym scenariuszu konfliktu w Azji. Pozwala to również Pekinowi na rzucenie wyzwania siłom powietrznym Stanów Zjednoczonych na Dalekim Wschodzie bez potrzeby posiadania tak dużej liczby zaawansowanych samolotów bojowych jak Waszyngton.
By zatrzymać potencjalną ofensywę powietrzną Chin na Tajwan, Stany Zjednoczony musiałyby wystawić 30 skrzydeł myśliwskich na Zachodnim Pacyfiku. Tego rodzaju „ścieralna” kampania byłaby dla Amerykanów nie od utrzymania. Siedem skrzydeł myśliwskich byłoby w stanie w ciągu tygodnia unicestwić połowę sił powietrznych Chin nad Cieśniną Tajwańską. W przypadku czterech zgrupowań zajęłoby to trzy tygodnie. Jednak w ciągu tego czasu Chińczycy zdołaliby zająć cały Tajwan.
Pojawiają się również wątpliwości, czy USA byłyby w stanie przeprowadzić tak złożoną operację logistyczną, jak przerzucenie ponad 2 tys. samolotów na Zachodni Pacyfik. Zdaniem Global Times, nawet gdyby ta operacja się powiodła, chińskie rakiety balistyczne mogłyby zniszczyć amerykańskie samoloty, zanim te zdołałyby wzbić się w powietrze.
Wantchinatimes.com / Kresy.pl



























