Ukraińska opozycja nie uznaje wyników wyborów uzupełniających w czterech z pięciu okręgów – czyli wszędzie tam, gdzie wygrali kandydaci związani z władzą. Zdaniem oponentów rządzących, w czasie kampanii i głosowania doszło do masowych naruszeń prawa wyborczego.

Opozycja twierdzi, że jedynie w Kaniowie pod Kijowem udało się zapewnić uczciwe liczenie głosów. Wygrał tam jej reprezentant Leonid Dacenko. W pozostałych: jednego kandydata usunięto z listy wyborczej, w innych kupowano głosy, naciskano też na pracowników sfery budżetowej, aby głosowali na osoby reprezentujące bądź związane z rządzącym ugrupowaniem. Nagminne były również tak zwane karuzele, gdy grupa tych samych osób głosuje w kilku lokalach wyborczych na tego samego kandydata.
Lider UDAR-u Witalij Kliczko twierdzi, że te metody to przygotowania do wyborów prezydenckich w 2015 roku, w których sam ma zamiar startować. “Robiono wszystko, aby wygrali kandydaci władz. Jeżeli tak dalej pójdzie, to za 2 lata można wyborów nie organizować” – powiedział Kliczko.
Opozycja twierdzi, że naruszenia zostały nagrane na wideo, a niektóre zgłoszone na milicję. Dlatego planuje zwrócić się do sądów.
Wcześniej pozarządowa organizacja Komitet Wyborców Ukrainy oświadczyła, że wybory nie odpowiadały standardom demokratycznym.
W niedzielę Ukraińcy wybierali deputowanych w 5 okręgach jednomandatowych – ponad rok temu, ze względu na próby fałszerstw na rzecz prorządowych kandydatów, nie udało się ustalić tam wyników.
Centralna Komisja Wyborcza twierdzi jednak, że nie ma informacji o poważnych naruszeniach w czasie głosowania, które mogłyby wpłynąć na wynik wyborów. Na zarzut, że wstępne wyniki znacznie odbiegają od sondaży przed lokalami wyborczymi, CKW odpowiada, że wyniki “są ustalane na podstawie głosowania, a nie badań opinii publicznej”.
IAR/KRESY.PL
forma płatności