Największym problemem w czasie ukraińskich wyborów parlamentarnych będzie kupowanie głosów wyborców. Taką ocenę wydała niezależna organizacja Komitet Wyborców Ukrainy śledząca kampanię wyborczą.
Minimalna suma, którą otrzyma sam wyborca za oddanie głosu na konkretną partię wynosi 50 hrywien, czyli 20 złotych. Tak naprawdę kandydat płaci jednak pośrednikom, stąd sumy przeznaczane na takie niezgodne z ukraińskim prawem praktyki są wyjątkowo duże. Szef Komitetu Wyborców Ukrainy Ołeksandr Czernenko zwraca uwagę, że zjawisko nabiera masowego charakteru i grozi tym, że w niektórych okręgach jednomandatowych kandydat po prostu kupi sobie zwycięstwo. Wyborca są rozczarowani i nie widzą godnych kandydatów, dlatego chcą głosować na tych, którzy dają pieniądze.
Komitet Wyborców Ukrainy informuje, że w niektórych okręgach system kupowania przychylności wyborców został doprowadzony do perfekcji. W obwodzie ługańskim, każdy chętny dostaje książeczkę z 6 kuponami z kodem paskowym. Gdy przyjdzie na spotkanie z kandydatem, kod jest skanowany, kupon odrywany, w zamian wyborca otrzymuje 50 hrywien. Jeżeli polityk wygra wybory, głosujący może zgłosić się z pustą książeczką, aby otrzymać kolejny, ostatni już, prezent.
Oprócz tego kandydaci masowo rozdają prezenty swoim potencjalnym wyborcom, najczęściej są to reklamówki podstawowymi produktami spożywczymi. Ci, którzy mają też poparcie władz, przedstawiają przedsięwzięcia finansowane z budżetu państwa, jako swoje własne osiągnięcie. Najczęściej chodzi o budowę drogi, doprowadzenie gazu do wsi, czy kupno rowerów dla lekarzy lub pracowników poczty.
Choć kupowanie głosów jest zabronione, organy ścigania nie reagują na fakty zgłaszane przez organizacje pozarządowe.





























