Białoruś nie będzie brać drogich zagranicznych kredytów i przeprowadzać szybkiej prywatyzacji “za bezcen” – poinformował białoruski prezydent podczas wtorkowego spotkania na temat rozwoju kraju, w którym uczestniczyli również członkowie rządu.
„Trzeba żyć według posiadanych środków”, dlatego zdaniem prezydenta – „Nie będzie żadnego drukowania pieniędzy ani zagranicznych pożyczek […] To właściwe podejście nie podlegające żadnej dyskusji” – dodał.
Łukaszenka ostrzegał również ministrów przed zbyt gwałtowną prywatyzacją i przejadaniem pieniędzy. Jego zdaniem istnieje popyt na białoruskie przedsiębiorstwa. „Możemy w ten sposób uzyskać 25-30 mld dolarów. Co będzie jednak jak przejemy te 30 mld, co wtedy będziemy sprzedawać?” – pytał zgromadzonych
Prezydent wezwał do unikania pośpiechu przy sprzedaży białoruskich przedsiębiorstw. „Na całym świecie mamy wzrost, gospodarka rośnie, ceny akcji się podnoszą, rośnie wartość przedsiębiorstw. Wtedy my zobaczymy co sprzedawać i za ile”
Przypomniał on , że Białoruś zamierza sprzedać np. 25 proc akcji produkującego nawozy sztuczne przedsiębiorstwa Białoruskalij i że ta cena cały czas rośnie. Zdaniem prezydenta w kraju nie „będzie szokowej i katastrofalnej prywatyzacji i wyprzedaży za bezcen”
Prezydent zapowiedział również ostrożność w podnoszeniu opłat za usługi komunalne, do których według ocen państwo dopłaca ponad 60 proc rzeczywistej ceny.
Wypowiedzi białoruskiego prezydenta skomentował dla TV Biełsat niezależny ekonomista Siarhej Czałyj:
Podczas spotkania z rządem, białoruski prezydent ocenił, że Białoruś może uzyskać 25-30 mld dol. z prywatyzacji. Problem w tym że nie jest to suma jaką można uzyskać, a suma wstępnej oferty cenowej. W rzeczywistości ostateczna cena jaką inwestorzy zapłacą za przedsiębiorstwa może być niższa. Ceny podaży różnią się od ceny popytu i to nie oznacza, że zagranicą maja tyle pieniędzy by nam taką konkretną sumę zapłacić. Na razie wiemy jedynie o transakcji sprzedaży akcji firmy Bialełaruskalij, w wyniku której władze maksymalnie mogą otrzymać 7-8 mld dol. Nie wiadomo skąd wzięło się to 30 mld dol. Być może władze sprzedadzą również inne przedsiębiorstwa naftowo-chemiczne.
Obecnie jest to właściwy moment dla sprzedaży Białoruskalija – jednego z największych producentów nawozów potasowych na świecie. Obecnie mamy do czynienia z aktywnym procesem konsolidacji producentów wyrobów potasowych. Brytyjska firma BHP Biliton usiłuje kupić kanadyjską Potash Corporation i cena przedsiębiorstwa wzrosła o 1,5 razy. Rynek jest więc rozgrzany i za białoruskie przedsiębiorstwo można by dostać nienajgorsza cenę. Może pojawić się sporo zainteresowanych taką transakcją, np. Sulejman Kirimow, który niedawno uzyskał kontrolę nad Uralkalijem i teraz stara się przejąć Silvinit. Mogą być to inni zagraniczni inwestorzy, a nawet konsumenci nawozów potasowych tacy jak Chiny, Indie, Brazylia , którym zależy na stabilnych cenach dostaw.
Rozmawiałem z rosyjskimi specjalistami, którzy potwierdzili rosyjskie przedsiębiorstwa są zainteresowane kupnem swoich białoruskich konkurentów. Jednak skończy się to zniszczeniem konkurencji, a nie rzeczywistymi inwestycjami. Akurat te rosyjskie przedsiębiorstwa, które naprawdę chciałby włączyć białoruskie firmy do swoich linii produkcyjnych, nie mają pieniędzy. Nie ma ich ani grupa GAZ Olega Dierepaski, która interesuje się producentem ciężarówek MAZ, podobnie KAMAZ. Mogą oni jedynie zaproponować bezgotówkową operacje wymiany akcjami, ale to nie interesuje naszych władz.
Zresztą forma prywatyzacji jaką proponują białoruskie władze, czyli kupno 25 proc akacji, nie jest zbyt atrakcyjna. Inwestorzy są zainteresowania raczej pakietami kontrolnymi. Zresztą posiadanie jedynie 25 proc akcji oznaczać będzie nadal silną możliwość wpływu na przedsiębiorstwa przez władze. Taka forma prywatyzacji do dowód, że państwo nie umie rozstać się ze swoją własnością.
Problemem nie jest deficyt budżetu, który nie jest wysoki ale brak walut. Łukaszenko zresztą wspomniał o tym nie wprost, mówiąc, że nie można żyć ponad stan i brać zagranicznych kredytów o dzikim oprocentowaniu. Białoruś ma problem z deficytem w handlu zagranicznym i wynosi on ok. 7-8 mld dol. rocznie. Tyle samo ma kosztować 25 proc akcji Biełaruskalij, które państwo zamierza sprzedać. Ta transakcja zapewni więc władzom kolejny spokojny rok. Ale jeżeli władze zgodnie z dyrektywą Łukaszenki nie chcą przejadać wpływów z prywatyzacji i zmniejszyć ujemne saldo w handlu zagranicznym – muszą dokonać dewaluacji lub zmniejszenia wydatków wewnętrznych. Jednak są to kroki politycznie niebezpieczne dla władz. W wystąpieniu Łukaszenki słychać ton , że wszystko jakoś się ułoży bez tego. Że kryzys się kończy, ceny przedsiębiorstw wzrosną. Jednak im dalej będziemy odsuwać w czasie terapię, tym choroba będzie coraz cięższa.
Biełsat (Belsat.eu)




























