Wczoraj upłynął termin dany ukraińskim prawem na sformułowanie nowej koalicji po wyjściu 3 września frakcji „Nasza Ukraina – Ludowa Samoobrona” z tzw. koalicji demokratycznej.
Ze strony prezydenta i podległych mu służb od dłuższego czasu słychać głosy mówiące o tym, że Wiktor Juszczenko skorzysta ze swojego prawa i rozwiąże Radę Najwyższą, ogłaszając jednocześnie wybory przedterminowe.
W obliczu tej sytuacji widać wzrost aktywności podległych prezydentowi struktur. Na przykład, organy ścigania zabrały się z wielką energią za ściągnięcie do kraju byłego premiera Ukrainy Pawło Lazarenki. Nowa sprawa, to odnalezienie przez Służbę Bezpeki Ukrainy organizatorów tzw. serwera tranzytowego działającego podczas wyborów prezydenckich w 2004 roku. Ten wirtualny serwer miał umożliwić przesyłanie do Centralnej Komisji Wyborczej sfałszowanych rezultatów głosowania z komisji obwodowych.
O odnalezieniu osób zamieszanych w działanie serwera powiadomił p.o. szefa SBU Wałentyn Naływajczenko w rozmowie z gazetą “Siegodnia”. Wymienił on nazwisko Wiktora Medwedczuka, który jest przesłuchiwany w tej sprawie. Wiktor Medwedczuk był szefem administracji prezydenta Leonida Kuczmy. Powszechnie uznawany jest za szarą eminencję schyłkowej epoki Kuczmy.
Naływajczenko stwierdził, że w prowadzonym śledztwie nie chodzi o jakiś “kawałek żelaza”, czyli fizyczny serwer, a o grupę ludzi i szereg działań, które wykonali oni celem korygowania wyników głosowania i wprowadzania zmian w bazie danych Centralnej Komisji Wyborczej Ukrainy. Jednocześnie Naływajczenko oświadczył, że ważniejszy jest “drugi komponent” tej sprawy. Otóż jest to wyraźny sygnał skierowany do tych sił politycznych, które uważają, że mogłyby w podobny sposób wpłynąć na wyniki kolejnych wyborów. Szef SBU podkreślił, że Ukraina otrzymała już zapewnienie pomocy ze strony partnerów europejskich o pomocy dla zapewnienia bezpiecznego liczenia głosów oddanych w następnych wyborach terminowych lub przedterminowych.
mol. / Kresy






























