Rosyjska maszyna wykonywała lot nad wodami międzynarodowymi i po sygnałach polskich pilotów oddaliła się w stronę Rosji. Minister obrony narodowej uznał incydent za próbę rozpoznania polskich systemów obrony powietrznej. Podobne zdarzenia z udziałem Iła-20 odnotowano we wcześniejszych miesiącach.
O incydencie z udziałem rosyjskiego samolotu poinformował podczas konferencji prasowej minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz.
„Po godzinie 12 nad Bałtykiem, około 30 kilometrów od Ustki, nad wodami międzynarodowymi doszło do przechwycenia przez parę dyżurną naszych samolotów bojowych rosyjskiego samolotu rozpoznawczego Ił-20. Po kontakcie i po sygnałach o tym, że powinien opuścić tę przestrzeń, samolot oddalił się w kierunku Rosji” — powiedział szef MON.
Może Cię zainteresować: Media: Rosyjski gazowiec z ciężkimi karabinami maszynowymi. Płynął w pobliżu państw NATO
Kosiniak-Kamysz ocenił, że było to pierwsze od dłuższego czasu tak bliskie podejście rosyjskiego samolotu rozpoznawczego do polskiej granicy morskiej.
„To pierwsza od dłuższego czasu rosyjska próba zbliżenia się do naszej granicy morskiej, po to, żeby rozpoznawać nasze systemy obrony powietrznej. To pokazuje, że Federacja Rosyjska cały czas prowadzi wojnę hybrydową, prowadzi rozpoznanie, jest wrogo nastawiona do wszystkich państw Sojuszu Północnoatlantyckiego” — ocenił minister.
Kosiniak-Kamysz przypomniał, że państwa członkowskie NATO, ze Stanami Zjednoczonymi na czele, omawiały zagrożenie ze strony Rosji podczas ostatniego szczytu Sojuszu w Ankarze. Państwa NATO uznały Federację Rosyjską za bezpośrednie i największe zagrożenie dla Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Minister o wojnie na Ukrainie
Szef MON odniósł incydent również do wojny prowadzonej przez Rosję na Ukrainie oraz dyskusji o dalszym udzielaniu pomocy napadniętemu państwu.
„Wszystkim tym, którzy próbują zakłamać rzeczywistość i powiedzieć, że wojny na Ukrainie już nie ma, że Ukrainy nie należy wspierać, niech to wydarzenie po raz kolejny uświadomi, jak bardzo niebezpieczna jest Federacja Rosyjska. Ci wszyscy, którzy w wojnie pomiędzy Ukrainą a Rosją próbują zrównywać agresora z ofiarą i próbują zmieniać nastawienie do pomocy dla tych, którzy się bronią, a przez to bronią Europy, niech jeszcze raz zobaczą, co się dzieje. Niech jeszcze raz się zastanowią. Niech ta refleksja przyjdzie jak najszybciej, bo to jest po prostu bardzo niebezpieczne” — powiedział szef MON.
Podobne incydenty w marcu i maju
Poprzedni przypadek obecności rosyjskiego Iła-20 nad Bałtykiem odnotowano 13 maja. Samolot poruszał się w międzynarodowej przestrzeni powietrznej bez złożonego planu lotu i z wyłączonym transponderem.
„To kolejne agresywne działania Federacji Rosyjskiej i testowanie naszych systemów obrony powietrznej. Loty bez włączonych transponderów mogą stanowić zagrożenie dla innych samolotów” — napisał wówczas Kosiniak-Kamysz.
Minister zapowiedział wtedy, że polskie lotnictwo będzie natychmiast reagowało na każdą podobną prowokację.
W 2026 roku polskie lotnictwo przeprowadziło co najmniej kilkanaście podobnych akcji. Przechwycenie samolotu nad wodami międzynarodowymi obejmuje jego identyfikację za pomocą systemów pokładowych i kontaktu wzrokowego, próbę nawiązania łączności oraz eskortowanie maszyny poza obszar odpowiedzialności polskiego lotnictwa.
Aktywność rosyjskich samolotów w regionie jest kontrolowana także w ramach natowskiej misji Baltic Air Policing. Polskie i sojusznicze myśliwce patrolują w jej ramach przestrzeń powietrzną państw bałtyckich oraz obszar nad Morzem Bałtyckim.
Kresy.pl/Interia
































