Szef MSZ Radosław Sikorski zwrócił się do Władimira Putina po spotkaniu ze swoim ukraińskim odpowiednikiem Andrijem Sybihą. Sikorski ostrzegł rosyjskiego przywódcę przed próbą testowania jedności NATO przed szczytem Sojuszu w Ankarze. Minister dodał, że dysponuje wypowiedziami szefów służb specjalnych kilku państw sojuszniczych o możliwych prowokacjach z Rosji.
W piątek minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski rozmawiał z Andrijem Sybihą o napięciach w relacjach dwustronnych, współpracy wojskowej i sytuacji przed szczytem NATO w Ankarze. Szef polskiej dyplomacji ostrzegł Władimira Putina przed próbą testowania jedności Sojuszu, odnosząc się do możliwych rosyjskich prowokacji wobec państw NATO.
Sikorski podczas konferencji prasowej podkreślił, że Polska dysponuje wypowiedziami szefów służb specjalnych kilku państw sojuszniczych. Wskazał, że Moskwa prowadzi działania wymierzone w spójność państw Zachodu.
„Rosja prowadzi wojnę hybrydową, prowadzi wojnę kognitywną, próbuje nas skłócić pomiędzy sobą” — powiedział.
Doniesienia o możliwej prowokacji
Według ustaleń medialnych – Waszyngton kilkukrotnie przekazać Polsce informacje o możliwych prowokacjach ze strony Rosji. Działania Moskwy mogłyby obejmować ataki dronów na obiekty infrastruktury krytycznej albo ograniczone wtargnięcie żołnierzy na terytorium państwa NATO.
Celem takich działań miałoby być przetestowanie gotowości Sojuszu do obrony państw członkowskich oraz zmuszenie Zachodu do wstrzymania pomocy dla Ukrainy. Do prowokacji mogłoby dojść w ciągu najbliższych kilku miesięcy.
„Wiemy, co planujesz, nie rób tego”
Sikorski zaznaczył, że przed szczytem NATO w Ankarze państwa Sojuszu chcą pokazać jedność Zachodu. Wskazał, że po wejściu Szwecji i Finlandii NATO zostało dodatkowo wzmocnione.
„My tymczasem pokażemy, że sojusz jest nie tylko zjednoczony, ale i po wejściu Szwecji i Finlandii wzmocniony i że będzie wielką nieostrożnością i szaleństwem, gdyby Władimir Putin zdecydował się przetestować jedność sojuszu jakimiś nieprzemyślanymi działaniami” — mówił szef MSZ.
Minister porównał możliwe prowokacje do działań poprzedzających wcześniejsze konflikty i odwołał się do prowokacji gliwickiej z 1939 roku.
„Przypominam, że tuż przed inwazją rosyjską na Ukrainę, Rosja próbowała incydentów pod fałszywą flagą po to, aby dać sobie pretekst do wojny. Tego typu reżimy zawsze tak robią. Przypominam prowokację gliwicką w 1939 roku, gdzie ludzie Abwery przebrani za polskich żołnierzy zdobyli radiostację na terenie ówczesnej Rzeszy. Te prowokacje wobec Ukrainy w 2022 roku się nie udały, gdyż zawczasu Stany Zjednoczone, ryzykując swoimi aktywami wywiadowczymi, uprzedziły, że wiedzą, co Rosja planuje i wysłały jasny sygnał, aby tego nie robić” — kontynuował Sikorski.
Następnie szef polskiej dyplomacji zwrócił się bezpośrednio do Putina. „Nasz przekaz do Władimira Putina jest następujący: wiemy, co planujesz, nie rób tego” — zadeklarował minister.
Tusk: najbliższe miesiące mogą być krytyczne
Do doniesień o możliwej rosyjskiej prowokacji odniósł się również premier Donald Tusk. Szef rządu wskazał, że Polska nie powinna lekceważyć zagrożeń, zwłaszcza w kontekście sytuacji państw nadbałtyckich.
„Nikogo nie mam zamiaru straszyć, ale te najbliższe miesiące mogą być krytyczne, szczególnie w państwach nadbałtyckich te obawy są odczuwalne” — skomentował premier doniesienia o „ograniczonej w skali militarnej prowokacji”.
Premier podkreślił, że Polska pozostaje świadoma ryzyka dzięki informacjom przekazywanym przez sojuszników.
„Nie bójmy się, przygotowujmy się, ale nie możemy tego lekceważyć. Jesteśmy świadomi zagrożeń, także dzięki informacjom naszych sojuszników” — przekonywał szef rządu.
Przypominamy, że w kwietniu Tusk powiedział, że Polska i państwa bałtyckie muszą być gotowe na ewentualny atak Rosji, który może nastąpić w ciągu kilku miesięcy.
Kresy.pl/Interia































