26 czerwca 1961 roku w Ciudad de Guatemala zmarł Andrzej Bobkowski, jeden z najoryginalniejszych polskich pisarzy emigracyjnych XX wieku, autor „Szkiców piórkiem” i człowiek, którego nazwano później „chuliganem wolności”.
Urodził się 27 października 1913 roku w Wiener Neustadt. Był synem Henryka Bobkowskiego, oficera armii austro-węgierskiej, a później generała brygady Wojska Polskiego, oraz Stanisławy z Malinowskich. Dzieciństwo spędzał m.in. w Lidzie, Wilnie, Warszawie, Toruniu i Modlinie. Uczył się w krakowskim Gimnazjum św. Anny, a następnie studiował w warszawskiej Szkole Głównej Handlowej. Po studiach pracował w hucie Laura w Siemianowicach Śląskich.
W grudniu 1938 roku poślubił Barbarę Birtusównę, plastyczkę. Kilka miesięcy później małżonkowie wyjechali do Francji. Po klęsce Francji w 1940 roku Bobkowski wracał rowerem z południa kraju do Paryża. Zapis tej podróży oraz doświadczenia okupacyjnej Francji stały się podstawą „Szkiców piórkiem”, wydanych w 1957 roku przez Instytut Literacki w Paryżu.
W czasie wojny pracował w Biurze Polskim przy Atelier de Construction de Châtillon, pomagając polskim robotnikom we Francji. Nie mieścił się w prostych kategoriach emigracyjnego patosu. Bliższy był mu praktyczny patriotyzm, nieufność wobec ideologii i obrona prawa człowieka do życia poza narzucanym schematem. „Pozwolić człowiekowi ŻYĆ — oto jedyny system i ideologia” — pisał w „Szkicach piórkiem”.
W 1948 roku Bobkowscy opuścili Europę i osiedli w Gwatemali. Pisarz rozwijał tam modelarstwo lotnicze, założył Guatemala Hobby Shop i skupił wokół siebie grupę młodych pasjonatów. Miejscowi nazywali go „Bobem”. Nadal współpracował z paryską „Kulturą” i londyńskimi „Wiadomościami”, pisał eseje, opowiadania i listy, choć sam niechętnie przyjmował etykietę zawodowego literata.
Bobkowski nie zabiegał o miejsce w literackiej hierarchii i źle znosił mechanizmy środowiskowego „urządzania się”: zabieganie o pozycję, zależności, ambicje, małostkowe spory i patos towarzyszący figurze pisarza. Nie chciał mościć się w świecie literackim ani odgrywać roli zawodowego twórcy. Bliższa była mu niezależność człowieka, który pisze wtedy, gdy rzeczywiście musi, a nie dlatego, że wymaga tego środowiskowy obieg. Sam powtarzał, że nie potrafi uważać się za pisarza, a twórczość ma wartość dopiero wtedy, gdy „już zupełnie nie można wytrzymać bez pisania”.
Do Europy i Polski Ludowej pisarz odnosił się z niechęcią, widząc w nich przestrzeń ideologicznego przymusu i środowiskowych zależności. „Jeżeli chodzi o mnie, egzystuję i bardzo mi z tym dobrze. Ubóstwiam mój przybrany kraj, czuję się tu świetnie i wróciłbym do Kraaaaaju chyba tylko wtedy, gdybym upadł na głowę. […] nikt mnie nie nabierze, bo w tym systemie, nawet popaździernikowo-socjalistycznym, niczego nigdy się nie zbuduje” — pisał.
Zmarł na raka mózgu. Miał 47 lat. Został pochowany na Cementerio General w Ciudad de Guatemala. Obok niego spoczęła później żona Barbara, która nie chciała opuścić kraju wybranego przez nich na drugą ojczyznę.
Czytaj też:
Syn zesłańców, obywatel mórz, wielki pisarz. Kresowa biografia Conrada
Kresy.pl / Culture.pl









