Posłowie PiS proponują wydłużenie czasu potrzebnego do uzyskania obywatelstwa nawet do 15 lat oraz nowe zasady deportacji cudzoziemców. Kwietniowy projekt ustawy jest na etapie konsultacji, które mają potrwać do 20 maja.
Południowe przedmieście stolicy Libanu - Bejrutu znów zostało zbombardowane przez Izraelczyków. Przedmieście to - Dahija jest zamieszkane przez libańskich szyitów.
Dlatego właśnie to Dahija jest najczęstszym w Bejrucie celem ataków izraelskiego lotnictwa. Była nim także w niedzielę. Izraelczycy ogłosili, że ich celem była "infrastruktura Hezbollahu". Atak na libańską stolicę miał być odwetem za wlot kilku dronów lub pocisku jest organizacji polityczno-wojskowej nad terytorium państwa syjonistycznego. „Izrael nie będzie tolerował ostrzału swojego terytorium” – głosi oświadczenie premiera Binjamina Netanjahu i ministra obrony Israela Kaca, zacytowane przez Al Jazeerę.
Hezbollah miał ostrzelać cele w okolicy znajdujących się przy granicy Libanu osiedli Szomera i Szlomi. Wywołało to alarmy na znacznym obszarze północnego Izraela.
W wywiadzie dla redaktora naczelnego Gremi Media, Kazimierz Wóycicki zrównał Armię Krajową z UPA twierdząc, że ta pierwsza "tak samo mordowała kobiety i dzieci".
Już na początku opublikowanego w sobotę wywiadu Wóycicki stwierdził, że "nie ma nić bardziej naturalnego" niż nazwanie jednostki Sił Zbrojnych Ukrainy jednostką "Bohaterów UPA". Stwierdził, że nie bulwersuje go to "ani trochę". Gloryfikację ludobójczej organizacji nazwał "odbudowywaniem pamięci" Ukraińców. Zapytany czy nie obawia się perspektywy, że Stepan Bandera lub Roman Szuchewycz zajmą główne miejsca w "panteonie narodowym" Ukrainy, Wóycicki odpowiedział - "absolutnie się nie boję".
"Bandera to jest człowiek, który walczył o niepodległość Ukrainy. Zachowywał się mniej więcej tak, jak Piłsudski przed pierwszą wojną światową" - uzasadnił swoją postawę publicysta.
Wołodymyr Zełenski podpisał ustawę zmieniającą sposób stosowania Europejskiej Karty Języków Regionalnych lub Mniejszościowych na Ukrainie. Nowe przepisy wykreślają z listy języków chronionych rosyjski oraz mołdawski. Przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy Rusłan Stefanczuk uznał decyzję za element ochrony przestrzeni językowej i przeciwdziałania wpływom Rosji.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podpisał ustawę usuwającą język rosyjski z listy języków objętych przez Ukrainę Europejską Kartą Języków Regionalnych lub Mniejszościowych.
Czytaj też: „Kijów jak regiony zrusyfikowane”. Tylko 18 proc. uczniów trzyma się ukraińskiego
Francja, Niemcy i wiele innych krajów UE proponują szybsze rozmowy o integracji z UE dla krajów bałkańskich, Ukrainy i Mołdawii, ale ze statusem, który nie będzie odpowiadał pełnemu członkostwu.
W wywiadzie dla państwowej agencji prasowej MIA prezydent Macedonii Północnej Gordana Siljanowska-Davkova powiedziała, że nie postrzega nowych propozycji alternatywnych form członkostwa w UE jako substytutu pełnego członkostwa, ale że jest to coś, co należy rozważyć, zacytował portal Republika.
"Nie widzę – i nie sądzę, aby którykolwiek kraj postrzegał ten model jako substytut i status dla członkostwa w Unii Europejskiej – ale w tych burzliwych czasach ważne jest, aby być obecnym na rynku" - podkreśliła Siljanowska-Davkova.
Od 12 czerwca w UE obowiązuje pakt o migracji i azylu, który przewiduje m. in. mechanizm solidarnościowy. Zakłada on relokację 21 tys. imigrantów lub zapłacenie ok. 20 tys. euro za każdą nieprzyjętą osobę. Polska została zwolniona tylko z pierwszej puli solidarnościowej do końca tego roku.
Przyjęty w 2024 roku pakt migracyjny obejmuje m.in. obowiązkową rejestrację i kontrole bezpieczeństwa osób nielegalnie przekraczających granice Unii Europejskiej oraz nowe zasady powrotów. Największe kontrowersje budzi jednak mechanizm solidarnościowy, który może oznaczać relokację migrantów, wpłaty finansowe albo inne formy wsparcia państw objętych presją migracyjną.
Nowe przepisy zaczęły obowiązywać od piątku. Rząd Donalda Tuska przedstawia czasowe zwolnienie z części obowiązków jako sukces, choć w praktyce Polska nadal pozostaje uczestnikiem paktu.
Według badania Social Changes, na podium wciąż znajduje się Koalicja Obywatelska, drugi jest PiS, a trzecia Konfederacja. Poza parlamentem byłyby Polska 2050 i PSL, które od dłuższego czasu nie przekraczają progu już wyborczego. Deklarowana frekwencja wyniosła 76 proc.
Koalicja Obywatelska uzyskała 33 proc. poparcia. Na drugim miejscu znalazło się Prawo i Sprawiedliwość, na które chęć oddania głosu zadeklarowało 30 proc. ankietowanych. Podium zamyka Konfederacja z wynikiem 12 proc. To trzecia siła polityczna w badaniu.
Do Sejmu weszłyby także trzy inne ugrupowania. Nowa Lewica uzyskała 8 proc. poparcia, a Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna 7 proc.































