W środę izraelski atak powietrzny uderzył pole gazowe Południowy Pars, należące do Iranu oraz Kataru największe złoże na świecie, co spowodowało gwałtowny wzrost cen surowca. Irańskie władze poinformowały, że pięć obiektów w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Katarze „stanie się celem ataków w nadchodzących godzinach”.
W środę na wodach Zatoki Perskiej izraelski atak powietrzny uderzył w irańskie pole gazowe Południowy Pars, co doprowadziło do eksplozji w kilku częściach największego na świecie złoża gazu i wywołało gwałtowny wzrost cen energii na rynkach światowych.
W wyniku uderzenia uszkodzone zostały obiekty kompleksu rafineryjnego Asaluyeh, gdzie szczególnie ucierpiały zbiorniki magazynowe oraz infrastruktura operacyjna, a produkcja w dwóch rafineriach została wstrzymana, co przełożyło się na ograniczenie przetwarzania na poziomie około 100 mln metrów sześciennych gazu dziennie. Nie odnotowano ofiar śmiertelnych, a pożar został opanowany.
W tym samym czasie w regionie doszło do dodatkowych zakłóceń, ponieważ Katar wstrzymał produkcję w głównym obiekcie skraplania gazu ziemnego po wcześniejszych atakach irańskich dronów, co pogłębiło napięcia w sektorze energetycznym.
W reakcji na wydarzenia ceny kontraktów terminowych na ropę Brent wzrosły z około 101 dolarów do niemal 109 dolarów za baryłkę, a spadki odnotowały również amerykańskie indeksy giełdowe. Wzrost cen energii wiązany jest także z ryzykiem ograniczenia transportu przez Cieśninę Ormuz, przez którą przepływa około jednej piątej światowego eksportu ropy i gazu.
W odpowiedzi na atak centralne dowództwo wojskowe Iranu zapowiedziało zdecydowane działania odwetowe, wskazując na możliwość uderzeń w infrastrukturę energetyczną państw Zatoki Perskiej. Irańskie władze ostrzegły ludność cywilną, aby opuściła obiekty energetyczne w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Katarze.
W środę wskazano konkretne cele potencjalnych ataków, obejmujące rafinerię SAMREF i kompleks Jubail w Arabii Saudyjskiej, pole gazowe Al Hosn w Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz instalacje Ras Laffan i Mesaieed w Katarze.
W tym samym czasie państwa regionu podjęły działania dyplomatyczne, a Arabia Saudyjska zapowiedziała spotkanie ministrów spraw zagranicznych krajów arabskich i muzułmańskich w Rijadzie, którego celem jest omówienie narastającego kryzysu.
W reakcji na uderzenie w Południowy Pars Katar potępił działania militarne, wskazując na zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego. „Izraelskie ataki na obiekty związane z irańskim polem […] Południowy Pars […] to niebezpieczny i nieodpowiedzialny krok w obliczu obecnej eskalacji działań wojennych w regionie” — powiedział rzecznik katarskiego MSZ Majed Al Ansari. „Celowanie w infrastrukturę energetyczną stanowi zagrożenie dla globalnego bezpieczeństwa energetycznego, a także dla mieszkańców regionu i jego środowiska” — dodał rzecznik.
W zeszłym tygodniu siły USA przeprowadziły szeroko zakrojony atak na irańską wyspę Kharg, niszcząc cele wojskowe. Donald Trump zagroził, że obiekty związane z eksportem ropy mogą stać się kolejnym celem, jeśli Iran nadal będzie utrudniał żeglugę w Cieśninie Ormuz.
Mimo ostatnich ataków, Iran eksportował ok. 1,5–1,6 mln baryłek ropy dziennie, a tankowce nadal prowadziły załadunek na wyspie Charg, będącej głównym terminalem eksportowym tego państwa. Dane satelitarne wskazywały, że od początku ataków USA i Izraela co najmniej 13 supertankowców załadowało tam ropę, a przez Cieśninę Ormuz przepłynęło w tym czasie ok. 24 mln baryłek irańskiego surowca.
Administracja USA utrzymywała możliwość dalszych dostaw, aby nie dopuścić do destabilizacji globalnego rynku energii. „Irańskie statki już wypłynęły, a my na to pozwoliliśmy, żeby dostarczyć zaopatrzenie reszcie świata” — powiedział sekretarz skarbu USA Scott Bessent.
Kresy.pl/Financial Times































