Po kilku dniach doniesień o tym, że Amerykanie starają się skłonić organizacje irańskich Kurdów do wystąpienia przeciw Republice Islamskiej, prezydent USA zmienił zdanie.
Prezydent USA Donald Trump wykluczył w sobotę udział Kurdów w wojnie z Iranem, sugerując, że przez ich zaangażowanie konflikt stałby się „bardziej złożony”. W rozmowie z dziennikarzami na pokładzie Air Force One w drodze do Miami, Trump powiedział, że Stany Zjednoczone utrzymują dobre stosunki z Kurdami, ale odradzają im udział w wojnie. „Jak wiecie, jesteśmy bardzo przyjaźnie nastawieni do Kurdów, ale nie chcemy, aby wojna stała się jeszcze bardziej skomplikowana” – słowa amerykańskiego przywódcy zacytowała agencja informacyjna Anadolu.
„Nie chcę, żeby Kurdowie wkroczyli do wojny. Nie chcę, żeby Kurdowie zostali ranni, zabici” – powiedział Trump. Słowa Trumpa o Kurdach nastąpiły po doniesieniach amerykańskich mediów, iż Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) może zbroić ugrupowania separatystyczne irańskich Kurdów. Kilka dni przed rozpoczęciem amerykańsko-izraelskiej wojny z Iranem, ugrupowania te, mające bazę w Iraku, ogłosiły konolidację sił.
Trump sugerował także, że wojna jaką wydał Iranowi może zmienić granice tego państwa. Na pytanie, czy granice Iranu pozostaną niezmienione, amerykański prezydent odpowiedział bowiem: „Tego nie mogę powiedzieć. Prawdopodobnie nie”. To co pozostanie terytorialnie z Iranu ma natomiast, w zamyśle Trumpa, mieć władze, które odpowiadają interesom USA. Jak stwierdził chce „wybrać prezydenta, który nie będzie ich prowadził do wojny”.
„Pozbyliśmy się najwyższego kierownictwa i drugiego szczebla przywództwa” – stwierdził przywódca Stanów Zjednoczonych dodając, że Iran znajduje się obecnie na „trzecim lub czwartym szczeblu przywództwa”.
Mówiąc o ewentualnym wysłaniu amerykańskich sił lądowych do Iranu Trump mówił z kolei – “W pewnym momencie, może tak zrobimy, byłoby to świetne, ale teraz po prostu ich dziesiątkujemy”.
Zadeklarował przy tym, iż “nie ma żadnych sygnałów”, że Rosja wspiera Iran w jego działaniach i że wojna będzie kontynuowana „bez względu na wszystko”, twierdząc, że irańska armia „prawie nie istnieje”.
28 lutego rano USA i Izrael rozpoczęły zbrojny atak na Iran. Fala bombardowań jest znacząco większa niż w czasie pierwszego dnia wojny dwunastodniowej z czerwca zeszłego roku. Atak został przeprowadzony także na bazę proirańskiej milicji w Iraku. Izrael prowadził również bombardowania Libanu, w tym jego stolicy Bejrutu.
Wśród kilku członków irańskiego przywództwa polityczno-wojskowego, w bombardowaniach poległ sam najwyższy przywódca Ali Chamanei. Giną też irańscy cywile, w tym dzieci. Łącznie, w ciagu pierwszych dwóch dni USA i Izrael miały przeprowadzić na Iran ponad 2 tys. uderzeń.
Poważniejsza jest także militarna odpowiedź Iranu, który wystrzelił rakiety nie tylko na Izrael, ale na bazy amerykańskie i inne obiekty w Omanie, Jordanii, Katarze, Kuwejcie, Iraku, Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Celem ataku była też brytyjska baza wojskowa na Cyprze.
We wtorek doradca głównodowodzącego irańskiego Korpusu Strażnieków Rewolucji Islamskiej, który w czasie wojny staje się jeszcze ważniejszą instytucją w ramach państwa irańskiego, zadeklarował, że siły Teheranu będą ostrzeliwać każdy statek próbujący przepłynąć przez strategiczną cieśninę, przez którą przepływa do 25 proc. wolumentu ropy w handlu międzynarodowym.
Już doszło do wzrostów cen ropy naftowej. Jeszcze szybciej rośnie cena gazu ziemnego, którego eksport wstrzymał jeden z czołowych producentów LNG – Katar.
Straty materialne USA już są liczone w miliardach dolarów.
aa.com.tr/kresy.pl






























