Według analizy „Washington Post” Stany Zjednoczone od połowy lutego relokowały ponad 150 samolotów do baz w Europie i na Bliskim Wschodzie oraz wysłały do regionu drugi lotniskowiec. Eksperci oceniają, że skala ruchów może oznaczać przygotowanie do różnych wariantów działań wobec Iranu.

Stany Zjednoczone mają już za sobą przerzut ponad 150 samolotów do baz w Europie i na Bliskim Wschodzie — wynika z wtorkowych ustaleń „Washington Post”.

Gazeta, opierając się na analizie zdjęć satelitarnych oraz danych śledzenia lotów, wskazuje, że przemieszczenia zaczęły się po 17 lutego, gdy kolejna runda rozmów między USA a Iranem nie zakończyła się przełomem. Od tego momentu Waszyngton stopniowo wzmacniał obecność lotniczą zarówno na Bliskim Wschodzie, jak i w Europie.

Według ekspertów skala obecnego rozmieszczenia jest największa w regionie od czasu wojny w Iraku w 2003 roku. Zwracają też uwagę, że użyte środki „przewyższają wzmocnienie sił zbrojnych, które miało miejsce przed amerykańskimi atakami na irański program jądrowy w czerwcu ubiegłego roku”.

Z wyliczeń dziennika wynika, że ponad połowa nowo przerzuconych maszyn trafiła do baz w Europie. To ma istotne znaczenie operacyjne: samoloty znajdują się poza zasięgiem większości irańskich pocisków, co pozwala USA utrzymywać zaplecze sprzętowe i personel w relatywnie bezpiecznych lokalizacjach, a jednocześnie zachować możliwość szybkiego wsparcia działań w regionie.

„Washington Post” opisuje również obecność lotniskowca USS Gerald R. Ford, który w poniedziałek zauważono u wybrzeży Krety. Na jego pokładzie ma znajdować się kilkadziesiąt kolejnych samolotów. To drugi lotniskowiec skierowany przez USA na Bliski Wschód.

„Jego przybycie oznacza, że około jedna trzecia wszystkich aktywnych okrętów amerykańskich znajduje się obecnie w tym regionie” — ocenia „Washington Post”. Dziennik przywołuje też nagranie krążące w sieci, na którym widać co najmniej 10 F-35 oraz inne samoloty bojowe. Z danych zebranych przez gazetę ma wynikać, że na Krecie stacjonuje przynajmniej jedna maszyna rozpoznawcza i jeden samolot do tankowania w powietrzu.

Dana Stroul, była wysoka urzędniczka Pentagonu, a obecnie dyrektor ds. badań w Washington Institute, wskazała, że taka koncentracja sił oznacza, iż armia USA „może zrealizować każdą decyzję Trumpa”. Jej zdaniem może chodzić zarówno o działania długotrwałe, jak i o uderzenia o ograniczonym zakresie.

Mark Cancian z Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych ocenił natomiast, że jeśli administracja w Waszyngtonie rozważa kilkutygodniową kampanię powietrzną, potrzebne będą jeszcze większe zasoby.

Gazeta podkreśla, że „zdecydowana większość samolotów pojawiających się w danych śledzenia lotów to samoloty transportowe i tankujące”. Jednocześnie zaznacza, że samoloty bojowe trudniej namierzyć, bo często wykonują loty z wyłączonymi lokalizatorami.

Zobacz: Kolejne amerykańskie F-35 na Bliskim Wschodzie

Zdjęcia satelitarne z ubiegłego piątku mają pokazywać, że w jordańskiej bazie Muwaffaq Salti znalazło się ponad 60 amerykańskich samolotów bojowych, w tym myśliwce F-35.

W tekście odnotowano także przerzut elementów wczesnego ostrzegania: w ostatnich dniach na Bliski Wschód i do Europy skierowano „ponad jedną trzecią aktywnej floty samolotów E-3G Sentry” USA. To maszyny zdolne do wykrywania i obserwacji celów oraz ostrzegania niezależnie od warunków pogodowych.

Równolegle wzmacniano też inne bazy: na zdjęciach satelitarnych z Lakenheath w Wielkiej Brytanii widać kilkanaście F-22A Raptor, natomiast na Azorach zauważono co najmniej jednego F-16 Fighting Falcon.

Dziennik dodaje, że oba lotniskowce — USS Gerald R. Ford i USS Abraham Lincoln — operują wraz z niszczycielami rakietowymi uzbrojonymi w dziesiątki pocisków Tomahawk. Z kolei Gregory Brew, analityk ds. Iranu w Eurasia Group, ocenił, że niezależnie od tego, jaki wariant rozważają Stany Zjednoczone, chcą to „zrobić na wielką skalę i szybko”, by ograniczyć możliwe koszty i skutki uboczne.

washingtonpost.com / Kresy.pl

Tagi: , , , , ,
forma płatności