Opłatki sprzed potopu. Niezwykłe odkrycie w szwedzkiej bibliotece

Najstarsze zachowane polskie opłatki znalazły się w dość nieoczekiwanym miejscu — między kartkami książki, która przed wiekami należała do szlachcica Władysława Konstantego Wituskiego. Wolumin ten jest częścią jego dawnej biblioteki, dziś przechowywanej na zamku Skokloster pod Uppsalą.

Kolekcja trafiła do Szwecji w XVII wieku jako wojenny łup podczas potopu. W księgozbiorze właściciela zamku, feldmarszałka Karola Gustawa Wrangla, zachowały się dziesiątki poloników; w jednym z nich badacze odnaleźli cienkie, białe płatki chleba — opłatki sprzed 1655 roku, które uchodzą za najstarsze, jakie dotrwały do naszych czasów.

Lepiej dobrze się prowadzić… Wituski o naprawie Rzeczpospolitej

Nie wiadomo, czy były to opłatki wigilijne przygotowane dla rodziny Wituskiego, czy raczej materiał kancelaryjny używany do plombowania listów, a może po prostu smakołyk podawany dzieciom z miodem. – W kancelariach szlacheckich opłatki były wykorzystywane do zabezpieczania listów na zasadzie odcisku, podobnie jak lakiem. Alternatywnie były traktowane jako przekąska – mówi dr Joanna Zatorska-Rosen z Uniwersytetu Sztokholmskiego.  

Dr Joanna Zatorska-Rosen zajmuje się opracowaniem księgozbioru Wituskiego, odczytując między innymi jego prywatne zapiski pozostawione na marginesach zachowanych książek. – W książce o tematyce politycznej jest taki ustęp, że Rzeczpospolita nie potrzebuje fortyfikacji, do jej obrony wystarczą cnoty obywateli. Wituski nie wytrzymał i napisał na marginesie po łacinie: lepiej na dwa sposoby, czyli zarówno fortyfikacje, jak i dobre prowadzenie się – relacjonuje badaczka, która, oprócz zapisków Wituskiego, natknęła się w księgach także na uwagi innych osób z tamtej epoki.

Sam Wituski był postacią absolutnie fascynującą. – Z tego względu, że był jednym z pierwszych Polaków w historii, który wybrał się do Brazylii, co w latach 30. XVII w. nie było typową rozrywką polskiej szlachty – wyjaśnia Zatorska-Rosen.

Opłatki to stara tradycja

Pewne jest jednak, że przetrwanie opłatków zawdzięczamy przypadkowi oraz temu, że księgi Wituskiego po grabieży nie zostały zniszczone, lecz włączone do prywatnej biblioteki zwycięzców. Paradoks historii sprawił, że to właśnie w Szwecji zachował się unikatowy ślad polskiej tradycji. A może jej początki? – Tradycja ta [łamania się opłatkiem, przyp. red.] zaczyna się gdzieś w XVII wieku – podkreśla badaczka.

Aby zrozumieć znaczenie tego znaleziska, warto cofnąć się do początków samego zwyczaju. Łamanie się opłatkiem wyrasta z praktyk pierwszych wieków chrześcijaństwa, gdy błogosławiony chleb symbolizował duchową wspólnotę wiernych. Wierni przynosili chleb na msze, dzielili się nim, a jego części zabierali do domów, także dla chorych i nieobecnych. Tradycja ta zmieniała się równolegle z kształtowaniem się liturgii.

Po wielu wiekach w Polsce ustalił się zwyczaj wigilijnego łamania się opłatkiem, a charakterystyczne białe wafle wypiekano przy klasztorach i kościołach w specjalnych metalowych formach. W XIX wieku stały się nawet materiałem do ozdób zawieszanych nad stołem, mających przynieść domowi pomyślność.

Dzisiaj zwyczaj dzielenia się opłatkiem w wigilię Bożego Narodzenia jest szczególnie rozpowszechniony w Polsce i w środowiskach polonijnych, a spotyka się go także na Słowacji, Litwie, Białorusi, na Ukrainie oraz w Czechach. Odkrycie ze Skokloster pozwala zajrzeć do chwili, gdy ta tradycja dopiero nabierała kształtu.

Czytaj też: Szwecja nie oddała zrabowanych skarbów

Kresy.pl / PAP

Tagi: , , ,
forma płatności