23 grudnia 1981 roku zakończył się jeden z najdłuższych strajków okresu stanu wojennego – protest załogi Kombinatu Metalurgicznego Huty „Katowice”, który trwał nieprzerwanie od 13 grudnia.
Tego dnia Międzyzakładowy Komitet Strajkowy podjął decyzję o rozwiązaniu protestu, jednak władze i tak przeprowadziły szeroko zakrojoną operację wojskowo-milicyjną, określaną jako „odblokowanie” zakładu.
Huta stała się twierdzą
Strajk wybuchł w bezpośredniej reakcji na wprowadzenie stanu wojennego oraz internowanie niemal całego kierownictwa zakładowej „Solidarności”. Huta „Katowice”, sztandarowa inwestycja epoki Edwarda Gierka, miała być bastionem PZPR, lecz od 1980 roku stała się jednym z najsilniejszych ośrodków NSZZ Solidarność w regionie śląsko-dąbrowskim. Na czele protestu stanął Antoni Kusznier, jedyny członek komisji zakładowej, który uniknął internowania.
Pierwsze dni strajku cechowały się dużą determinacją załogi. Bramy kombinatu zablokowano ciężkim sprzętem, wprowadzono system straży robotniczych, a zakład – zajmujący obszar około 25 km² i zatrudniający blisko 20 tys. osób – przekształcono w rozległy bastion.
Szczególne znaczenie miały informacje docierające z Kopalnia Węgla Kamiennego Wujek, gdzie 16 grudnia doszło do krwawej pacyfikacji. W hucie przygotowywano się na najgorsze, wzmacniając obronę wydziałów i przenosząc centrum strajku w rejon wielkich pieców. Jak opowiadał Zbigniew Kupisiewicz „Przyniesiono nam łuski po nabojach gazowych i po pociskach z pistoletu […] ludzie zaczęli się zbroić w piki, style od łopat i inne narzędzia […] wydziały zamieniliśmy w twierdze prawie nie do zdobycia”.
Impas trwał 10 dni
14 grudnia władze podjęły pierwszą próbę siłowego przejęcia kontroli nad zakładem, angażując oddziały MO, ZOMO, ORMO i wojsko. Akcja nie złamała jednak oporu. Impas utrzymywał się przez kilka kolejnych dni. Po 20 grudnia Huta „Katowice” należała do trzech ostatnich ośrodków strajkowych na terenie ówczesnego województwa katowickiego, obok podziemnych protestów prowadzonych w kopalniach „Piast” i „Ziemowit”.
Dopiero 23 grudnia, po dniach impasu i bezskutecznych rozmów, MKS ogłosił zakończenie strajku. Widok kilku tysięcy uzbrojonych funkcjonariuszy milicji i żołnierzy zaważył na ich decyzji. Załoga, chcąc uniknąć rozlewu polskiej krwi, zrezygnowała z dalszego oporu. Mimo to teren huty otoczyły tysiące funkcjonariuszy i żołnierzy, wspieranych przez czołgi, pojazdy pancerne, śmigłowce i armatki wodne. Do wieczora zakład został całkowicie opanowany.
Skutki pacyfikacji były dotkliwe dla uczestników protestu. Zatrzymano 458 osób, kilkadziesiąt aresztowano lub internowano, setki ukarano przez kolegia ds. wykroczeń, a ponad 1,4 tys. pracowników zwolniono z pracy (około 200 osób zwolniono dyscyplinarnie, a około 1 200 za wypowiedzeniem). Główni organizatorzy strajku, w tym Antoni Kusznier, zostali zatrzymani.
Tragicznym następstwem strajku były również śmierci dwóch jego uczestników – Włodzimierza Jagodzińskiego i Ryszarda Kowalskiego. Ciało pierwszego odnaleziono 13 października 1982 roku w Dąbrowie Górniczej, drugiego wyłowiono z Wisły pod Krakowem 7 lutego 1983 roku. Prowadzone w obu sprawach śledztwa zakończono uznaniem zgonów za samobójstwa.
Kresy.pl / IPN
Czytaj też:











