Emmanuel Macron rozważana zaproszenie Xi Jinpinga na przyszłoroczny szczyt G7, co wywołuje sprzeciw Japonii. Francja miała już omawiać zmiany z niektórymi sojusznikami, którzy wyrazili poparcie dla zaproszenia.
W przyszłym roku we Francji ma odbyć się szczyt grupy G7, ponieważ od stycznia to państwo obejmie prezydencję w tym gremium, a według informacji przekazywanych przez agencję Bloomberg prezydent Emmanuel Macron rozważa zaproszenie na to spotkanie prezydenta Chin Xi Jinpinga, co wywołało dyskusję wśród sojuszników i sprzeciw Japonii.
Grupa G7 skupia siedem państw uznawanych za największe rozwinięte gospodarki i demokracje świata: Stany Zjednoczone, Japonię, Niemcy, Wielką Brytanię, Francję, Włochy i Kanadę. Przywódcy tych krajów, a także przewodniczący Rady Europejskiej oraz przewodniczący Komisji Europejskiej, jako reprezentanci Unii Europejskiej, spotykają się raz w roku na szczytach o charakterze polityczno-gospodarczym, przy czym państwo sprawujące w danym roku prezydencję pełni rolę gospodarza i może zaprosić dodatkowych gości. Z tego powodu na poprzednim szczycie, który odbył się w czerwcu w Kanadzie, uczestniczył prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
W listopadowych doniesieniach agencji Bloomberg wskazywano, że inicjatywa zaproszenia Xi Jinpinga pojawiła się w związku z planowaną w dniach 3-5 grudnia wizytą Emmanuela Macrona w Chinach, która będzie jego czwartą podróżą do tego kraju.
„Francja omówiła już ten pomysł z niektórymi sojusznikami, w tym z Niemcami, które wyraziły wstępne poparcie” — czytamy w relacji agencji. Według tych samych źródeł prezydent Francji ma dążyć do tego, by „zredefiniować format G7”, czyniąc go bardziej otwartym na przywódców spoza Europy, szczególnie takich, z którymi gotów jest współpracować prezydent USA Donald Trump. „Zapraszanie zagranicznych liderów na szczyty G7 jest praktykowane, jednak udział państw spoza Zachodu należy do rzadkości” — dodano.
Do tej pory możliwe zaproszenie Xi Jinpinga nie zostało oficjalnie potwierdzone ani przez Paryż, ani przez Pekin, jednak same medialne informacje wywołały reakcję władz Japonii, których relacje z Chinami w ostatnim czasie wyraźnie się pogorszyły. „Japonia przekazała Francji swoje zaniepokojenie w związku z doniesieniami, że prezydent Macron rozważa zaproszenie prezydenta Chin Xi Jinpinga na przyszłoroczny szczyt G7” — poinformował w środę dziennik „Asahi”, powołując się na japońskich przedstawicieli rządu.
Na pogorszenie stosunków między dwoma największymi gospodarkami Azji nałożyły się zarówno napięcia wokół Tajwanu, jak i spór o archipelag Senkaku, uznawany przez Japonię za własne terytorium, a przez Chiny określany mianem Diaoyu. Powodem ostatniego zaostrzenia sytuacji była wypowiedź premier Japonii Sanae Takaichi, która sprawuje swój urząd od 21 października.
7 listopada szefowa japońskiego rządu zasugerowała, że ewentualny atak Chin na Tajwan mógłby stanowić „zagrożenie egzystencjalne” dla Japonii, co miałoby uzasadniać reakcję jej Sił Samoobrony. W odpowiedzi Pekin, uznający Tajwan za swoje terytorium i nie wykluczający użycia siły w celu przejęcia nad nim kontroli, wezwał obywateli Chin do unikania podróży do Japonii, co dodatkowo obciążyło relacje dwustronne.
W ostatnich dniach spór przeniósł się także na akwen wokół spornych wysp Senkaku, gdzie obie strony ponownie oskarżyły się o naruszenia, a następnie na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych. Przedstawiciele Chin i Japonii wymienili się listami skierowanymi do sekretarza generalnego ONZ António Guterresa, w których przedstawili swoje stanowiska. Chiński ambasador zarzucił Japonii podnoszenie „nierozsądnych argumentów”, natomiast strona japońska utrzymuje, że Pekin błędnie interpretuje jej prawo do samoobrony.
W przyszłym roku odbędzie się również spotkanie grupy G20, którą tworzą łącznie 19 krajów oraz Unia Europejska i Unia Afrykańska. Polska od wielu lat zabiega o uzyskanie statusu stałego członka, co teraz udało się osiągnąć. We wrześniu prezydent Karol Nawrocki poinformował po spotkaniu z prezydentem USA Donaldem Trumpem o zaproszeniu Polski na przyszłoroczny szczyt grupy w Miami na Florydzie.
Czytaj także: Reuters: G7 uderzy w rosyjską ropę – Kreml może stracić 80 miliardów dolarów
Kresy.pl/Bloomberg





























