18 listopada 1655 roku pod murami Jasnej Góry pojawiły się wojska szwedzkie pod dowództwem generała Burcharda Müllera, rozpoczynając oblężenie, które szybko stało się jednym z najbardziej symbolicznych epizodów „potopu szwedzkiego”.
Paulini już wcześniej odrzucili żądanie poddania twierdzy. W korespondencji prowadzonej z dowódcami najeźdźców przeor Augustyn Kordecki umiejętnie pozorował uległość i słabość klasztoru, jednocześnie konsekwentnie odmawiając wpuszczenia wojsk szwedzkich. Tymczasem szukał pomocy u polskiego króla i polskich wojskowych.
Mimo wcześniejszych zapewnień o nietykalności Jasnej Góry Szwedzi na początku listopada zażądali wpuszczenia do twierdzy własnego garnizonu, powołując się na rzekomą konieczność „pacyfikacji pogranicza śląskiego”. Paulini zdecydowanie odmówili. 8 listopada wojska szwedzkie próbowały zająć klasztor i sanktuarium, licząc na efekt zaskoczenia. Nie udało się. Klasztor, rozbudowany w pierwszej połowie XVII wieku w systemie holenderskich fortyfikacji bastionowych, nie był bowiem bezbronnym sanktuarium – dysponował artylerią, odpowiednimi zapasami i załogą liczącą około 300 ludzi, w tym żołnierzy, szlachciców, puszkarzy i zakonników.
Szwedzi byli zaskoczeni oporem
Po przybyciu głównych sił szwedzkich – ok. 2,5 tys. żołnierzy, w tym oddziałów polskich służących Szwedom – 18 listopada Müller rozpoczął regularne oblężenie. Obrońcy natychmiast przeprowadzili działania ofensywne, ostrzeliwując zajęte przez wroga folwarki i pozycje artyleryjskie. Negocjacje nie przyniosły skutku, a już 19 listopada doszło do pierwszego poważnego starcia.
Szwedzi, zaskoczeni oporem, ściągali kolejne oddziały z Krakowa. Pod koniec miesiąca zgromadzili około 3,2 tys. żołnierzy i kilkanaście dział, a dopiero w grudniu zdołali sprowadzić cięższą artylerię oblężniczą. Mimo to ataki nie przynosiły rezultatów. W nocy z 14 na 15 grudnia obrońcy zniszczyli jedną z baterii, w tym świeżo ustawione działo oblężnicze. Zima, konieczność koncentracji sił w Prusach i niepowodzenia na froncie doprowadziły Müllera do decyzji o odstąpieniu. Po nieudanym żądaniu okupu, 27 grudnia Szwedzi zwinęli oblężenie.
Augustyn Kordecki też napisał książkę
Obrona doczekała się wkrótce własnej literatury. W 1657 roku Augustyn Kordecki, z inspiracji dworu królewskiego, opublikował „Nową Gigantomachię”, przedstawiając obronę jako moment przełomowy w zmaganiach z najeźdźcą. Autor idealizował wydarzenia, nieco przeceniając siłę wojsk szwedzkich. Legendę spopularyzowała później ikonografia XVII wieku, w tym miedzioryt Johanna Bensheimera, a w XIX wieku epizod rozsławił ostatecznie Henryk Sienkiewicz. W „Potopie” pisarz wprowadził postacie i epizody wymyślone, jak udział Andrzeja Kmicica czy opis kolubryny o fantastycznej sile ognia, znacznie powiększył też liczebność wojsk przeciwnika.
Historycy podkreślają, że klasztor był dobrze przygotowaną twierdzą, a siły Müllera były stosunkowo niewielkie. Przebieg oblężenia pokazał wyraźną przewagę artylerii klasztornej nad ogniem Szwedów. Oblegającym coraz bardziej dawała się we znaki także polska partyzantka, a przedłużające się działania pod murami Jasnej Góry ściągały w okolice Częstochowy kolejne polskie oddziały, zmierzające z odsieczą.
Mimo to obrona miała realne znaczenie: wieść o jej przebiegu wzmocniła nastroje antyszwedzkie i przyczyniła się do odrodzenia oporu w całej Rzeczypospolitej. Legendę wzmocniła późniejsza literatura, ale jej fundamentem pozostaje faktyczna determinacja obrońców z listopada i grudnia 1655 roku.
Kresy.pl / Wilanów / Muzeum Wojska Polskiego
Czytaj też:
Nie tylko Potop. Także Kazimierz Pułaski bronił Jasnej Góry
To nie husyci napadli na Jasną Górę 16 kwietnia 1430, tylko polska bananowa młodzież
To jest polskie Camino de Santiago: Warszawska Pielgrzymka Piesza ma ponad 300 lat
Kradzież koron Matki Boskiej Częstochowskiej wstrząsnęła Polską











