3 listopada 1771 roku w Warszawie konfederaci barscy usiłowali porwać króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Zamach zakończył się niepowodzeniem, ale wydarzenie wstrząsnęło Polską i Europą.
Najgłośniejszym epizodem konfederacji barskiej był nieudany zamach na króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który miał miejsce 3 listopada 1771 roku w Warszawie. Wydarzenie to odbiło się szerokim echem w całej Europie, stając się symbolem upadku konfederacji i dowodem chaosu, w jakim pogrążyła się Rzeczpospolita.
Plan powstał na Jasnej Górze
Kiedy konfederaci barscy nie mieli już szans na wygranie swojego powstania, postanowili porwać króla. Zuchwały plan akcji powstał w twierdzy jasnogórskiej, stanowiącej wówczas główną siedzibę konfederatów. Jego pomysłodawcą był Stanisław Strawiński, a akceptacji udzielił mu Kazimierz Pułaski, jeden z czołowych przywódców ruchu. Celem zamachowców było zmuszenie króla do abdykacji i przekazanie go władzom konfederacji.
Także kierujący konfederacką Generalnością Michał Jan Pac udzielił spiskowcom pełnomocnictwa do uprowadzenia króla. W przygotowaniach do tego przedsięwzięcia uczestniczył ponadto nuncjusz apostolski w Rzeczypospolitej Angelo Maria Durini, który po wszystkim na żądanie Rosjan został odwołany do Rzymu.
Czytaj też: Nie tylko Potop. Także Kazimierz Pułaski bronił Jasnej Góry
Stanisław Strawiński zebrał 26 ludzi, których zaprzysiągł do wykonania zadania. Według przekazów, jeszcze przed wyruszeniem do Warszawy konspiratorzy mieli rzekomo święcić noże i przyjmować komunię na Jasnej Górze – wieść, którą później oświeceniowi publicyści, w tym Wolter, wykorzystali do ośmieszania „fanatyzmu” polskich szlachciców.
Feralnego wieczoru król odwiedził chorego kanclerza wielkiego litewskiego Michała Fryderyka Czartoryskiego i wracał samotnie na zamek, bez zwyczajowej eskorty ułanów. Około godziny 21:00 jego kareta została zatrzymana na ulicy Miodowej przez grupę napastników. Rozległy się strzały, jeden z ludzi króla zginął, drugi został ciężko ranny. Kula przeszyła również futro monarchy, a on sam został lekko ranny w głowę. Zmuszono go do wsiąścia na konia i odjechania z porywaczami.
Król zgubił but
Porywacze, przebrani za Kozaków, nie mieli jednak dobrze opracowanego planu odwrotu. Zamiast jechać w kierunku Częstochowy, zaczęli błądzić po podwarszawskich drogach. Gdy koń, na którym siedział król, złamał nogę, Stanisław August upadł w błoto, gubiąc futro i jeden z butów, a zamachowcy wpadli w panikę.
Nie wiedzieli, co dalej robić. Część z nich żądała od dowódcy, by zabić monarchę. Ostatecznie postanowili kierować się ku wsi Buraków, lecz Stanisław August ostrzegł ich, że jest tam rosyjski posterunek. Wówczas ruszyli w stronę Wisły. Król zaprotestował, tłumacząc, że nie może dalej podróżować w jednym bucie, więc dali mu drugi. W końcu czterech konfederatów uciekło, dwóch zabłądziło w bagnach, a przy królu pozostał tylko ich herszt – Jan Kuźma.
Kuźma, przekonany słowami króla, że przysięga złożona na porwanie monarchy jest nieważna wobec przysięgi wierności królowi, okazał skruchę. Obiecał królowi ochronę, po czym obaj dotarli do młyna na Marymoncie, gdzie gospodarz udzielił im schronienia. Monarcha wysłał zaufanego posłańca do pułkownika Gwardii Pieszej Koronnej, Karola Cocceya, który rankiem przybył po władcę. Król powrócił do Zamku Królewskiego, gdzie witano go ze łzami w oczach.
Pułaski musiał emigrować
Porwanie Stanisława Augusta postawiło na nogi całą Warszawę. „Wiadomości Warszawskie” z 16 listopada 1771 roku opisały przebieg zdarzeń szczegółowo, podkreślając odwagę monarchy i jego łaskawość wobec napastnika. Król zakazał bowiem skrzywdzenia Kuźmy, prosząc o darowanie mu życia. Mimo to zamachowiec został skazany na banicję. Jego wspólników nie zdołano schwytać.
Choć Kazimierz Pułaski nie wydał rozkazu zabicia króla, to jego rola w spisku doprowadziła do jego kompromitacji. Po klęsce konfederacji nie mógł już pozostać w kraju i wkrótce wyemigrował do Ameryki, gdzie zasłynął jako bohater wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych.
Nieudane porwanie miało daleko idące konsekwencje polityczne. Mocarstwa ościenne – Rosja, Prusy i Austria – wykorzystały ten incydent jako dowód anarchii i rozkładu władzy w Rzeczypospolitej. Stał się on jednym z pretekstów do pierwszego rozbioru. Oświeceni publicyści w całej Europie wyrażali oburzenie, a francuski filozof Wolter szydził z „ciemnoty” spiskowców, którzy ośmielili się podnieść rękę na monarchę.
Nieudany zamach z 1771 roku był więc nie tylko dramatem osobistym króla, ale także symbolicznym końcem konfederacji barskiej – ostatniej wielkiej próby szlacheckiej obrony dawnego ustroju Rzeczypospolitej.
Kresy.pl / Wilanów










