Niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” krytycznie ocenia kondycję Europy. Kontynent słabnie gospodarczo, politycznie i militarnie.
Niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” w czwartkowym komentarzu stwierdza, że Europa przestała być symbolem wspólnej siły, a zamiast tego stała się ciężarem dla samej siebie. „Ostatnie lata były dla Europy nieustanną lekcją” – pisze gazeta, podkreślając, że kolejne kryzysy obnażyły złudzenia, na których przez dekady opierała się europejska polityka.
„Kontynent, który sądził, że obronność nie ma już znaczenia, został pouczony przez Putina, że jest inaczej. Kontynent, który przedkładał ochronę klimatu nad wszystko inne, znalazł niewielu partnerów mających podobne ambicje. Kontynent, który opowiadał się za wolnym handlem, został skonfrontowany z cłami Trumpa. Kontynent, który wierzył w globalizację, padł ofiarą załamania się łańcuchów dostaw. Kontynent, który domagał się roli dla siebie w polityce światowej, bez Stanów Zjednoczonych nie był w stanie podjąć żadnych działań na Ukrainie, a na Bliskim Wschodzie nie był nawet potrzebny. Kontynent, dla którego prawo międzynarodowe jest zasadą porządku, musiał patrzeć na upadek Organizacji Narodów Zjednoczonych” – wskazuje autor.
Zdaniem dziennika, „najważniejsze filary, na których opiera się polityka zagraniczna i światopogląd Europy, zostały w krótkim czasie podkopane, a niektóre nawet całkowicie zniszczone”.
Jeszcze niedawno wierzono, że „Europejczycy stają się silniejsi, gdy działają wspólnie”. „Teraz jednak ciągną się nawzajem w dół” – ocenia publicysta Nikolas Busse.
Gazeta wymienia przykłady słabości poszczególnych krajów: Francja spowalnia kontynent z powodu zadłużenia, Niemcy borykają się z kryzysem gospodarczym, a inne państwa Unii zmagają się z napięciami społecznymi. Wszystkie razem – jak pisze „FAZ” – „przez zaległości w zakresie obronności, których nie da się nadrobić w krótkim czasie”.
„Najlepiej ilustruje tę trudną sytuację fakt, że premier Węgier ma obecnie większy wpływ w Waszyngtonie niż przewodnicząca Komisji Europejskiej. Europa nie jest traktowana poważnie na arenie międzynarodowej, ponieważ nie musi być traktowana poważnie” – ocenia Busse.
Publicysta przyznaje, że proces słabnięcia Europy trwa od dziesięcioleci, wraz ze wzrostem potęgi Stanów Zjednoczonych, rozwojem przemysłowym Azji i krajów surowcowych. „W tym wielobiegunowym świecie, charakteryzującym się konkurencją między mocarstwami, wielonarodowy kontynent, jakim jest Europa, nie może grać pierwszych skrzypiec” – zauważa.
Koncepcję „Stanów Zjednoczonych Europy” dziennik określa jako politycznie nierealną i błędną. „Jeśli wszystko pójdzie dobrze, utrzymamy trzecią pozycję (wśród mocarstw), za Ameryką i Chinami. Jeśli pójdzie źle, UE rozpadnie się, a Europa ponownie zostanie podzielona na strefy wpływów obcych mocarstw” – prognozuje autor.
Zdaniem Busse, europejska słabość wynika m.in. z „oderwanej od rzeczywistości mentalności”, opartej na przekonaniu, że Unia może narzucać światu własne normy i wartości. „Twierdzenie, że UE jest mocarstwem normatywnym, które może eksportować swoje wartości do reszty świata, zawsze miało w sobie coś neokolonialnego, ale przede wszystkim często przynosiło odwrotny skutek” – stwierdza.
W opinii dziennikarza, rozwiązaniem nie jest dalsze wzmacnianie struktur unijnych, lecz wzmocnienie poszczególnych państw członkowskich – zarówno gospodarczo, jak i militarnie. Jak pisze, Europejska Służba Działań Zewnętrznych okazała się „instytucją bez większej wartości dodanej”, a obecna szefowa unijnej dyplomacji, Kaja Kallas, „nie ma żadnego znaczenia politycznego”.
„UE potrzebuje przede wszystkim silnych państw członkowskich, zarówno pod względem gospodarczym, jak i militarnym. Można to osiągnąć raczej poprzez powściągliwość legislacyjną w Brukseli, co pokazuje debata na temat obciążeń biurokratycznych. Potrzebne jest też realistyczne zrozumienie świata, w którym żyjemy. Trump, Xi Jinping czy Putin nie są wypadkami historycznymi. Reprezentują oni to, z czym Europa ma coraz częściej do czynienia: krajami, które bezlitośnie realizują swoje interesy narodowe” – konkluduje „FAZ”.
Zobacz: Merz: Mamy nadzieję, że kiedyś znów będziemy żyć w dobrym sąsiedztwie z Rosjanami
dw.com / Kresy.pl































