Podczas II wojny światowej amerykańska armia opracowała nietypowy pojazd – M4 Sherman T10 Mine Exploder. Miał on oczyszczać pola minowe przed bitwą o Normandię. Pomimo innowacyjnego projektu maszyna nigdy nie została użyta w walce.
W historii rozwoju techniki wojskowej nie brakuje niezwykłych konstrukcji, które powstały z potrzeby chwili, lecz nigdy nie trafiły na front. Jednym z takich projektów był amerykański M4 Sherman T10 Mine Exploder – eksperymentalny wariant znanego czołgu M4 Sherman, opracowany w czasie II wojny światowej. Pojazd stworzono w latach czterdziestych XX wieku, aby pomóc wojskom alianckim w szybkim usuwaniu pól minowych przed planowanym lądowaniem w Normandii. Choć jego twórcy liczyli, że stanie się nieocenionym wsparciem dla piechoty i lekkich pojazdów pancernych, niezwykły „trójkołowy” czołg nigdy nie został wykorzystany bojowo.
M4 Sherman T10, zwany potocznie „Big Foot”, wyróżniał się wyglądem, który od razu zwracał uwagę. W odróżnieniu od typowych wersji Shermana, model ten posiadał dwa ogromne koła z przodu i mniejsze, bliżej siebie osadzone, z tyłu. Konstrukcja ta nadawała mu wygląd przypominający trójkołowiec. Paradoksalnie, właśnie ten nietypowy układ jezdny stał się jedną z głównych przyczyn, dla których amerykańska armia ostatecznie zrezygnowała z jego użycia w działaniach bojowych. Zastąpił go bardziej praktyczny i bezpieczniejszy w obsłudze model M4 Sherman T5E3, który wykorzystywał inną metodę oczyszczania pól minowych.
Zobacz też: „Czołg Cara” Lebiedienki. Jak Rosja zbudowała największy i najbardziej nieudany pojazd pancerny świata
Podczas II wojny światowej alianckie dowództwo stanęło przed poważnym problemem w pierwszej fazie bitwy o Normandię. Niemcy zaminowali rozległe obszary, które miały spowolnić natarcie wojsk inwazyjnych. Aby utrzymać tempo ofensywy, należało szybko stworzyć pojazd zdolny do usuwania min, zapewniający bezpieczny przejazd dla piechoty, ciężarówek i czołgów.
Podczas gdy Brytyjczycy eksperymentowali z czołgami wyposażonymi w łańcuchowe bijaki, które stały się pierwowzorem współczesnych pojazdów saperskich, amerykańska firma Fisher Body Division należąca do General Motors opracowała własne rozwiązanie. Wykorzystano sprawdzony kadłub czołgu M4 Sherman, który pozbawiono gąsienic i zastąpiono je dwoma dużymi walcami o średnicy 96 cali z przodu oraz mniejszymi, 72-calowymi z tyłu. Projekt powstał na podstawie wcześniejszych koncepcji opracowanych przez amerykański Komitet Badań Obrony Narodowej (National Defense Research Committee).
Aby pomieścić ogromne koła, konstruktorzy musieli zmodyfikować pancerz. Przednia część sponsonów została odchudzona, natomiast podłogę wzmocniono stalową płytą o grubości 25 milimetrów, mającą absorbować siłę eksplozji min. Pojazd ważył ponad 45 ton i mógł poruszać się z prędkością około 11 kilometrów na godzinę podczas oczyszczania terenu. Czołg był sterowany zdalnie, co miało zwiększyć bezpieczeństwo obsługi, a zamontowana na wieży armata kalibru 75 mm pozostała jedynie elementem konstrukcyjnym – nie mogła być używana w trybie zdalnym.
Mimo innowacyjności projektu, testy przeprowadzone w 1944 roku wykazały liczne wady konstrukcyjne. Największym problemem okazał się brak napędu w tylnych kołach, co powodowało, że ciężki pojazd często grzązł w miękkim gruncie, zwłaszcza na terenach błotnistych. Ograniczona zwrotność oraz duża masa utrudniały jego wykorzystanie w realnych warunkach frontowych. W efekcie M4 Sherman T10 został uznany za niesatysfakcjonujący i nie trafił do produkcji seryjnej.
Zamiast tego armia amerykańska skierowała uwagę na model T5E3, wyposażony w pług do spychania min na boki drogi. Choć rozwiązanie to wydawało się praktyczniejsze, również nie spełniło w pełni oczekiwań. Ostatecznie większe powodzenie odniosły pojazdy z tzw. flailami – wirującymi łańcuchami uderzającymi w ziemię i detonującymi miny, które stały się standardem w armiach zachodnich po wojnie.
Niepowodzenie projektu T10 nie oznaczało jednak, że jego rozwiązania zostały całkowicie porzucone. Pomysł zdalnego sterowania pojazdem, który w latach czterdziestych był nowością, znalazł swoje zastosowanie w późniejszych dekadach. Współczesne systemy, takie jak amerykański M160 Robotic Mine Flail, wykorzystują podobną zasadę działania – są zdalnie obsługiwane i służą do oczyszczania pól minowych. Ich konstrukcja obejmuje ciężkie opancerzenie oraz mechanizmy rotacyjne z łańcuchami, które detonują ładunki pod powierzchnią gruntu.
Zobacz też: Radziecki kolos z czterema gąsienicami. Historia eksperymentalnego czołgu Obiekt 279
Historia M4 Sherman T10 pokazuje, że nawet nieudane eksperymenty mogą przyczynić się do rozwoju technologii wojskowej.
Zobacz też: Do Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu trafiło działo samobieżne ZSU-57-2 [+VIDEO]
Kresy.pl










