USA rozważają cła wobec Hiszpanii za niskie wydatki obronne, a Komisja Europejska zapowiada odpowiedź na ewentualne restrykcje. Madryt utrzymuje cel 2 proc. PKB i nie zgadza się na 5 proc., ponieważ „mogłoby to zaszkodzić wydatkom socjalnym”.
We wtorek prezydent USA zapowiedział możliwość nałożenia ceł na Hiszpanię w związku z niskim poziomem wydatków na obronność. W środę Komisja Europejska zapowiedziała, że odpowie na ewentualne amerykańskie restrykcje handlowe wobec Hiszpanii. Rząd w Madrycie podtrzymał deklarację osiągnięcia 2 proc. PKB na obronność, kwestionując konieczność wydawania 5 proc.
„Polityka handlowa leży w gestii Brukseli, a Komisja Europejska zareaguje odpowiednio, tak jak zawsze, na wszelkie środki podjęte wobec jednego lub kilku naszych państw członkowskich” — powiedział Olof Gill, rzecznik Komisji Europejskiej. Jak podkreślił, do rozwiązywania sporów handlowych służy także umowa UE–USA zawarta w lipcu — dodał rzecznik.
W środę w Brukseli minister obrony Margarita Robles nie wykluczyła, że w kolejnych latach nakłady na wojsko mogą przekroczyć 2 proc. PKB, pozostawiając sprawę otwartą.
Sekretarz generalny Sojuszu Mark Rutte podkreślił, że państwa członkowskie uzgodniły nowe cele obronne i w tym zakresie w bloku panuje „całkowita jednomyślność” — zaznaczył szef NATO. W Hiszpanii narasta spór polityczny: prawicowa opozycja krytykuje stanowisko premiera wobec finansowania obrony.
Rozważane przez USA cła na hiszpańskie towary przypominają działania podjęte już wcześniej. W 2018 r. Waszyngton wprowadził 30 proc. taryfy na czarne oliwki, co — według danych przywoływanych przez agencję — obniżyło udział Hiszpanii na rynku amerykańskim z 49 proc. w 2017 r. do 19 proc. w 2024 r. Eksperci nie wykluczają, że podobny mechanizm mógłby zostać zastosowany wobec innych produktów wytwarzanych głównie w Hiszpanii.
W analizach pojawia się również scenariusz ograniczenia amerykańskiej obecności wojskowej na południu Hiszpanii. Przeniesienie baz lotniczej i morskiej do innego kraju skutkowałoby utratą tysięcy miejsc pracy pośrednio związanych z infrastrukturą wojskową, co stanowiłoby istotne obciążenie dla lokalnych gospodarek. Rząd Hiszpanii utrzymuje, że pozostaje zaangażowany w realizację zobowiązań sojuszniczych, a spór o poziom wydatków będzie rozstrzygany w ramach przyjętych celów NATO i krajowych możliwości budżetowych, z zachowaniem porządku fiskalnego.
Kilka dni wcześniej prezydent USA zasugerował, że Hiszpania mogłaby zostać nawet wykluczona z NATO z powodu braku odpowiednich nakładów na obronność. Madryt odrzuca te zarzuty, podkreślając, że jego wydatki wojskowe wzrosły do 2,1 proc. PKB, co — jak argumentuje rząd Sancheza — jest wystarczające do wypełnienia zobowiązań wobec Sojuszu. Hiszpański premier utrzymuje, że przeznaczenie większych środków na zbrojenia odbyłoby się kosztem programów socjalnych.
Może Cię zainteresować: Rutte: NATO i UE tworzą „mur dronów”. Wspólna inicjatywa ma chronić Europę przed zagrożeniami z powietrza
Kresy.pl/Reuters




























