Rząd Niemiec rozważa większe zaangażowanie państwa w firmy zbrojeniowe, w tym producenta czołgów KNDS i stocznię TKMS. Minister obrony Boris Pistorius przekonuje, że to konieczne dla utrzymania kompetencji i miejsc pracy, a przedstawiciele branży ostrzegają przed nadmierną ingerencją państwa.

Przedstawiciele niemieckich przedsiębiorstw zbrojeniowych z ostrożnością odnieśli się do propozycji, aby rząd stał się udziałowcem w kluczowych firmach sektora. Na początku tygodnia niemiecki minister obrony Boris Pistorius w wywiadzie dla dziennika „Handelsblatt” zapowiedział, że państwo mogłoby odegrać bardziej aktywną rolę, stając się znaczącym interesariuszem w kluczowych gałęziach przemysłu zbrojeniowego. Wskazał, że inicjatywa ma poparcie innych członków gabinetu, zwłaszcza ministra finansów.

Przeczytaj również: Niemcy wydadzą ponad 80 mld euro na zbrojenia, do USA trafi tylko 8 proc.

„Jestem głęboko przekonany, że potrzebujemy zaangażowania państwa” — powiedział Boris Pistorius w wywiadzie dla „Handelsblatt” — „również po to, aby zapewnić, że w Niemczech pozostaną eksperci i miejsca pracy”. Minister ujawnił, że na celowniku znajdują się niemiecko-francuski producent czołgów KNDS oraz stocznia ThyssenKrupp Marine Systems.

KNDS, produkująca m.in. czołgi Leopard 2 i Leclerc, planuje wejście na giełdę już w przyszłym roku. Obecnie połowę udziałów posiada państwo francuskie; planowana inwestycja rządu niemieckiego miałaby zrównoważyć francuskie wpływy w tej firmie. Równolegle TKMS przygotowuje się do pierwszej oferty publicznej po wydzieleniu z grupy Thyssenkrupp. Obie spółki są wskazywane jako podstawa potencjału obronnego Niemiec, a rząd bada parametry ewentualnego akcjonariatu.

Może Cię zainteresować: Ukraina kupuje ponad 1000 wojskowych ciężarówek z Niemiec. Szczegóły wsparcia utajnione

Hans Christoph Atzpodien, przewodniczący stowarzyszenia przedsiębiorstw obronnych BDSV, z zadowoleniem przyjął zamiar zabezpieczenia krajowych kompetencji i miejsc pracy poprzez inwestycje państwowe, jednocześnie broniąc wolnorynkowej filozofii branży. Ostrzegł, że nachalna ingerencja rządu mogłaby odstraszyć inwestorów i w efekcie utrudnić dostawy uzbrojenia potrzebnego do remilitaryzacji kraju. Jego zdaniem to inwestycje prywatne pozwoliły sektorowi w krótkim czasie zwiększyć produkcję. W pisemnym oświadczeniu opublikowanym w poniedziałek odniósł się także do obaw ministra obrony, że producenci broni mogą być skłonni do windowania cen z powodu napływu zamówień. Pistorius nazwał to „mentalnością gorączki złota” i ostrzegł przed możliwą zbliżającą się „inflacją cen uzbrojenia”. „w samej branży panuje wysoki stopień odpowiedzialności” — napisał Hans Christoph Atzpodien w oświadczeniu, dodając, że regulacje rządowe mogą pomóc uniknąć zawyżania cen.

W 2021 r. Berlin nabył pakiet blokujący 25,1 proc. w spółce Hensoldt, by zrównoważyć wpływy Włoch związane z Leonardo. Państwo niemieckie posiada także 11 proc. akcji Airbusa; na mocy porozumienia z 2012 r. główni akcjonariusze rządowi zrzekli się prawa do miejsc w radzie dyrektorów. Inne rządy europejskie mają udziały w lokalnych przedsiębiorstwach obronnych: Francja w Dassault Aviation, Naval Group, Thales i KNDS, Włochy w Leonardo, Hiszpania w Indra Sistemas, Szwecja w Saab, Norwegia w Kongsberg. Zgodnie z oceną, inicjatywa Pistoriusa odzwierciedla zmianę polityki obronnej Niemiec, której celem jest wzmocnienie krajowej produkcji w warunkach rosnących wydatków wojskowych i konieczności realizacji zobowiązań wobec NATO. Według BDSV pomysł generalnie zasługuje na poparcie, przy zastrzeżeniu ryzyka spadku zainteresowania inwestorów prywatnych w razie nadmiernej interwencji państwa. Atzpodien zaznaczył, że rynkowy charakter niemieckich przedsiębiorstw obronnych pozwolił im z wyprzedzeniem zwiększyć moce i być gotowym na wzrost zamówień po rozpoczęciu wojny na Ukrainie.

Czytaj również: Komisarz UE o planach rosyjskiego ataku na NATO. Powołał się na niemiecki wywiad

Kresy.pl/defensenews.com

Tagi: , ,
forma płatności