Nocą z 20 na 21 września 1610 roku wydarzyło się coś bez precedensu w dziejach Europy Wschodniej – polskie wojska wkroczyły do Moskwy.
Był to efekt wielomiesięcznej kampanii prowadzonej w warunkach tzw. wielkiej smuty, kiedy państwo moskiewskie pogrążone było w chaosie dynastycznym i politycznym. Po klęsce armii cara Wasyla Szujskiego pod Kłuszynem hetman Stanisław Żółkiewski otworzył sobie drogę do stolicy, a bojarzy, szukając stabilizacji, obalili dotychczasowego władcę i zgodzili się powierzyć koronę polskiemu królewiczowi Władysławowi.
Trzytysięczny polski garnizon wkroczył do Moskwy, obejmując kontrolę nad Kremlem, Kitajgorodem i Biełgorodem. Polacy pojawili się tam jako sprzymierzeńcy – mieli pilnować porządku do czasu przybycia młodego królewicza. W kilka dni później Żółkiewski uroczyście wszedł na Kreml, przyjmując hołd bojarów. Wydawało się, że wizja polsko-moskiewskiego sojuszu staje się realna.
Sytuacja zmieniła się jednak szybko. W październiku hetman opuścił Moskwę, udając się do obozu królewskiego pod Smoleńsk. Dowództwo nad garnizonem objął Aleksander Korwin Gosiewski. To wtedy do mieszkańców dotarła wiadomość, że Zygmunt III nie zaakceptował układu z 27 sierpnia 1610 roku, w którym bojarzy zgodzili się oddać tron królewiczowi Władysławowi pod warunkiem jego przejścia na prawosławie. Król sam chciał sięgnąć po koronę, a zmiana wyznania nie wchodziła w grę. W oczach Moskwian polska obecność coraz bardziej traciła charakter sojuszniczy, a garnizon stał się obcą siłą, którą trzeba utrzymywać i znosić jej nadużycia.
Tymczasem pod nieobecność Żółkiewskiego dyscyplina załogi rozluźniła się. Polscy i litewscy żołnierze dopuszczali się grabieży i wymuszali kontrybucje. Rosła wrogość mieszkańców, którą podsycał patriarcha Hermogenes. Rozsyłał on odezwy oczerniające króla Zygmunta, cara Władysława oraz polsko-litewską załogę Moskwy. Na przykład w styczniu 1611 pisał: „W Moskwie bez powodu topione są i w inny sposób mordowane dzieci bojarskie [chodzi o jedną z kategorii szlachty], których do tej pory zgładzono 2000.”
Wybuchło antypolskie powstanie
W marcu 1611 roku wybuchło powstanie, które Gosiewski próbował stłumić, paląc część miasta – przy okazji zniszczono także zapasy żywności. Królowi Gosiewski relacjonował: „Moskwa z dawna nam nieżyczliwa, ufając wielkości swej dnia 29. marca we wtorek wielki, o trzeciej godzinie na dzień [w trzecią godzinę po wschodzie słońca] uczyniła zwadę w Kitajgorodzie [jedna z dzielnic Moskwy], gdzie p. Zborowski z pułkiem swym stoi.”
Stanisław Żółkiewski, nieobecny wtedy w Moskwie, tak opisywał te wydarzenia: „Była rzeź jako między taką gęstwą ludzi wielka, płacz, wrzask niewiast, dzieci, sądnemu dniowi coś podobnego […]. Tym sposobem moskiewska stolica spłonęła z wielkim krwie rozlaniem i nieoszacowaną szkodą, gdyż dostatnie i bogate to miasto było i obszar jego wielki”.
Moskwa niemal doszczętnie spłonęła. Co nie spłonęło, splądrowano. Od tego momentu oblężenie i głód stały się codziennością zarówno dla Polaków, jak i ludności cywilnej.
Przeczytaj artykuł dr Radosława Sikory: Jak Polacy Moskwę spalili
W sierpniu 1611 roku pod Moskwę dotarły pierwsze oddziały liczącego około 14 tysięcy ludzi pospolitego ruszenia, zorganizowanego przez księcia Dymitra Pożarskiego, kupca Kuźmę Minina oraz dowódcę Kozaków dońskich Dymitra Trubeckiego. Rozpoczęło się regularne oblężenie polskiego garnizonu na Kremlu. Załoga została odcięta nie tylko od dostaw sprzętu i zaopatrzenia, lecz przede wszystkim od żywności.
Pomoc hetmana Jana Karola Chodkiewicza, która nadeszła w 1612 roku, była spóźniona i nieskuteczna. Tymczasem sytuacja polskiej załogi stawała się dramatyczna. Żołnierze jedli już konie, psy, koty, a nawet sięgali po padlinę. Relacje świadków opisują też przypadki kanibalizmu.
7 listopada 1612 roku podpisano kapitulację. Polacy mieli wyjść z Kremla z zachowaniem honorów i powrócić do kraju. Następnego dnia bramy otwarto, lecz warunki układu nie zostały dotrzymane: część żołnierzy zamordowano, innych uwięziono, a dowódcy – w tym Mikołaj Struś, od niedawna dowódca całego garnizonu – spędzili w niewoli kolejnych siedem lat.
Polska obecność na Kremlu trwała zaledwie dwa lata, ale pozostawiła głębokie ślady. Z początku triumfalne wkroczenie przerodziło się w dramat oblężenia i klęski. Dla Rosjan wydarzenia te stały się impulsem do konsolidacji, a w marcu 1613 roku wybór Michała Romanowa na cara rozpoczął nową dynastię. Dla Rzeczypospolitej była to stracona szansa – spektakularny sukces militarny Polski nie został przekuty w trwały zysk polityczny.
Kresy.pl
Przeczytaj artykuł dr Radosława Sikory: Bitwa pod Moskwą 31 marca 1611










