W analizach przygotowanych dla „Dziennika Gazety Prawnej” oszacowano, że w scenariuszu transformacji energetycznej niedobory mocy mogą występować średnio przez 365 godzin rocznie przy zastosowaniu mechanizmów redukcji poboru i ok. 676 godzin bez nich
Ministerstwo Klimatu i Energii opublikowało Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu (KPEiK), w którym jako wariant preferowany wskazano scenariusz WAM. Dokument zakłada szeroką rozbudowę OZE: w 2030 r. miałyby one odpowiadać za 51,8 proc. wytwarzania energii elektrycznej, a w 2040 r. ich udział miałby sięgać blisko 80 proc. Jednocześnie przewidziano szybkie ograniczanie roli węgla – pod koniec bieżącej dekady udział tego paliwa w generacji miałby wynieść ok. 27 proc., a w 2040 r. spaść poniżej 6 proc. Resort zapewnia, że realizacja planu nie rodzi ryzyka dla stabilności systemu i może oznaczać niedobór mocy maksymalnie przez trzy godziny w ciągu roku.
Inną perspektywę przedstawiają wyliczenia przygotowane dla „Dziennika Gazety Prawnej”. Według tych analiz, w wariancie z zastosowaniem „dobrowolnej redukcji poboru mocy przez wybranych odbiorców”, ograniczenia dostępności mocy występowałyby średnio przez 365 godzin rocznie. Bez uwzględnienia tego mechanizmu skala problemu miałaby wzrosnąć do ok. 676 godzin. Jak wskazano, „Konsekwencją materializacji takiego scenariusza mogłaby być np. konieczność okresowego stosowania tzw. stopni zasilania, czyli reglamentacji dostaw energii dla określonych grup odbiorców” – ostrzega „DGP”.
Komentując założenia bilansów mocy, prof. Władysław Mielczarski zwrócił uwagę na dni szczytowego zapotrzebowania. „W dniu, w którym jest największe zapotrzebowanie, nie bierze się pod uwagę w pracy ani wiatraków, ani paneli fotowoltaicznych. Jeżeli to się policzy zgodnie z wszystkimi informacjami, jakie podało Ministerstwo Klimatu, to w tym roku, w dniu największego zapotrzebowania, będziemy mieli deficyt mocy rzędu 5000 MW. Czy to będzie kilka godzin, czy w ogóle to będzie, to nie wiadomo, ale jest groźba, że w momencie, kiedy będzie największe zapotrzebowanie, to zabraknie nam 5000 MW. I każdego roku ten deficyt będzie się pogłębiał” – wskazał prof. Władysław Mielczarski. Ekspert odwołał się również do Sprawozdania z oceny bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej, w którym wskazano, że obecnie brakuje „kilkaset megawatów”, a do 2035 r. luka może sięgnąć ok. 12 tys. MW. „Zatem wszystkie dokumenty mówią o braku mocy i jej niezbilansowaniu oraz przerwach w dostawach energii” – podsumował.
Resort klimatu utrzymuje, że nie ma mowy o ryzyku dla bezpieczeństwa dostaw. Jak wynika z doniesień prasowych, nowe kierownictwo nie wyklucza ewentualnych korekt założeń KPEiK.
W przypadku analizy dla „DGP” warto przypomniec kwietnowy blackout w Hiszpanii i Portugalii oraz części Francji. Według ekspertów, przerwę w dostawie energii wywołała zbyt wielka moc odnawialnych źródeł energii w miksie energetycznym.
Specjaliści zauważyli, że hiszpański przypadek powinien stanowić sygnał ostrzegawczy dla innych państw rozwijających sektor OZE – konieczne są równoległe inwestycje w magazyny energii oraz modernizację sieci przesyłowych, które pozwolą utrzymać stabilność systemu w sytuacjach skrajnych.
Ekspert ds. energetyki Nikon Gawryluk tłumaczy, że przyczyną blackoutu w Hiszpanii była niska bezwładność systemu elektroenergetycznego wynikająca z dominacji odnawialnych źródeł energii (OZE), które nie stabilizują częstotliwości sieci w taki sposób, jak konwencjonalne elektrownie. Klasyczne turbiny węglowe, gazowe czy jądrowe posiadają wirujące maszyny synchroniczne, które dzięki swojej masie zapewniają „poduszkę bezpieczeństwa” – w przypadku zakłóceń oddają energię kinetyczną i spowalniają wahania częstotliwości, dając systemowi czas na reakcję.
W przypadku OZE, takich jak fotowoltaika i farmy wiatrowe, energia trafia do sieci przez falowniki i nie jest bezpośrednio sprzężona z częstotliwością, co oznacza brak naturalnej inercji. W Hiszpanii, gdzie większość miksu energetycznego opiera się na źródłach odnawialnych, doszło do nagłego spadku generacji energii słonecznej, co wywołało szybki spadek częstotliwości. W połączeniu z brakiem wystarczającej liczby klasycznych elektrowni synchronicznych, system nie był w stanie ustabilizować się samodzielnie.
Kresy.pl/Gazeta Prawna.pl





























