Mateusz Morawiecki pisze, że warunki przetargu na budowę terminala CPK eliminują polskie firmy z rywalizacji. Spółka CPK odpiera zarzuty, twierdząc, że kryteria zostały złagodzone, a polscy wykonawcy mają realne szanse.
Kilka dni temu były premier Mateusz Morawiecki (PiS) zwrócił uwagę na kontrowersje wokół przetargu na budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego. Jego zdaniem, przygotowano go w taki sposób, by wyeliminować z udziału firmy z polskim kapitałem. “Nie ma warunków, które by premiowały firmy z kapitałem międzynarodowym i nie premiowały polskiego” – komentuje Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, cytowany przez DoRzeczy.pl.
Wpis Morawieckiego na platformie X odbił się szerokim echem. Polityk wskazał, że pierwszy etap przetargu decyduje o dopuszczeniu firm do dalszej rywalizacji, a jednym z głównych wymagań jest wykazanie przychodu w wysokości 4 mld zł za ostatnie cztery lata. Według danych z Deloitte, największe polskie firmy nie osiągają tego pułapu – ich roczne przychody mieszczą się między 3 a 4 miliardami.
⚠️Przeczytajcie i podajcie dalej, bo ciężko w to uwierzyć, ale ta władza przekracza kolejne granice kompromitacji.⚠️
To będzie tekst o #Patorepolonizacja, czyli o tym, jak zamknięto budowę @CPK_PL przed polskimi firmami.
🇵🇱⛔️
CPK to symbol ambitnych projektów inwestycyjnych,… pic.twitter.com/mlLIW5Ssp1— Mateusz Morawiecki (@MorawieckiM) July 17, 2025
Czytaj: Z Krakowa do CPK przez Warszawę? DGP o “okrojonym kształcie” projektu
Były premier zauważył, że wymogi te spełniają zagraniczne koncerny, takie jak Budimex, Strabag czy PORR.
Do Rzeczy przypomina w tym kontekście, że właśnie te firmy – choć nie wszystkie formalnie “polskie” – realizowały największe krajowe inwestycje infrastrukturalne za jego rządów. Budimex odpowiadał m.in. za Zbiornik Racibórz Dolny, Mierzeję Wiślaną czy Muzeum Historii Polski, Strabag za budowę odcinków drogi S7, a PORR – za gazoport w Świnoujściu.
Morawiecki twierdzi, że choć możliwość tworzenia konsorcjów miała ułatwić udział mniejszym podmiotom, to kolejne etapy przetargu tak skonstruowano, by zredukować konkurencję do największych graczy, głównie z zagranicy.
Prezes PZPB, Jan Styliński, zaznacza w rozmowie z Do Rzeczy, że warunki są trudne, ale nie niemożliwe do spełnienia. “To bardzo wysoko położona poprzeczka, ale konsorcjum składające się z dwóch polskich firm bez problemu ten warunek spełni. Konsorcjum to też przecież nic złego” – podkreśla.
Morawiecki wskazał również, że polscy przedsiębiorcy oprotestowali warunki przetargu w Krajowej Izbie Odwoławczej. Jego zdaniem, przedstawiciel CPK miał sugerować, że rodzime firmy mogą uczestniczyć w projekcie jedynie jako podwykonawcy. Były premier zwrócił uwagę na zaangażowanie Strabaga – firmy, której część udziałów należy do rosyjskiego kapitału.
Z kolei sam CPK odpowiedział na zarzuty, publikując oświadczenie. Spółka twierdzi, że warunki zostały już wcześniej złagodzone, co spowodowało wycofanie wielu odwołań przez wykonawców.
CPK przekonuje, że próg przychodu został obniżony – z wymogu 2 mld zł dla jednego członka konsorcjum do 1 mld zł – co znacząco zwiększa dostępność przetargu dla firm z polskiego rynku. Spółka wymieniła konkretne rodzime firmy, które spełniają kryteria, jak m.in. MIRBUD, ERBUD, UNIBEP czy Polimex.
Dodatkowo, CPK zaznacza, że nie ograniczono liczby firm do pięciu, a sugerowanie, że polscy wykonawcy nie mogą składać ofert, nazywa “czystą dezinformacją”. “Były premier albo nie zna faktów, albo świadomie wprowadza opinię publiczną w błąd” – stwierdzono w komunikacie.
Warto dodać, że w 2025 roku spółka planuje ogłoszenie przetargów o łącznej wartości ok. 30 miliardów złotych – z udziałem firm działających w Polsce.
Zobacz: Opóźnienia w przygotowaniach do budowy CPK – rozpoczęcie prac najwcześniej w 2027 roku
dorzeczy.pl / Kresy.pl































