Pogrzeb stał się wzorem dla późniejszych uroczystości tego rodzaju. Wcześniej jednak dokładnie zbadano szczątki króla i zawartość jego grobu. Co odkryto?

Kazimierz III Wielki, ostatni król Polski z dynastii Piastów, zmarł 5 listopada 1370 roku po nieszczęśliwym upadku z konia podczas polowania. Jego śmierć, mimo długiej rekonwalescencji, była następstwem urazu nogi i pogarszającego się stanu zdrowia.

Władca, który pozostawił po sobie silne, zreformowane państwo, został pochowany na Wawelu. Pierwszy pogrzeb nie zakończył jednak historii tego władcy. W XIX wieku zbadano jego grób, a potem pochowano króla ponownie. Pogrzeb stał się wielką manifestacją.

Trzeba było naprawić pomnik

W połowie XIX wieku, gdy zniszczony nagrobek Kazimierza Wielkiego w katedrze wawelskiej wzbudzał coraz większe zaniepokojenie miłośników zabytków, w środowisku krakowskim zrodziła się inicjatywa jego odnowienia. Już w 1850 roku Zygmunt Helcel postulował konieczność restauracji, jednak dopiero 13 maja 1868 roku, 18 lat później, rozpoczęto prace. Kierowała nimi komisja pod przewodnictwem Józefa Łepkowskiego, a fundusze pozyskano ze społecznych składek. Restauracja miała zakończyć się w 1869 roku, w 500-lecie ogłoszenia Statutów Wiślickich.

Zgodnie z relacją Jana Długosza, pierwotny pochówek Kazimierza Wielkiego był skromny i uznano go za nieadekwatny do rangi władcy. Obecnie istniejący nagrobek powstał zapewne w latach 1370–1382 z inicjatywy Ludwika Węgierskiego.

Warto podkreślić, że jest to jedyny zachowany niemal w pierwotnym stanie XIV-wieczny nagrobek tumbowy z baldachimem. Powstał on z inicjatywy króla Ludwika Węgierskiego, siostrzeńca zmarłego monarchy. Inspiracją była wizyta Ludwika w Wiedniu w 1371 roku, gdzie oglądał nowo powstały nagrobek Rudolfa IV Habsburga i jego żony. Wzorem tym posłużono się przy realizacji dzieła dla Kazimierza Wielkiego w Krakowie.

Nagrobek naszego króla wykonano z czerwonego wapienia sprowadzanego z Gran na Węgrzech oraz z białego piaskowca. W centrum tumby spoczywa naturalnej wielkości (185 cm) posąg władcy, wyrzeźbiony z osobnego bloku marmuru. Figura ukazuje króla w stroju koronacyjnym, z koroną na głowie, jabłkiem w prawej dłoni i z miejscem po dawnym berle w lewej. Rzeźba wiernie oddaje modę z połowy XIV wieku – monarcha nosi ozdobny pas przypominający mury warowne, szpiczaste trzewiki sznurowane po bokach, a jego płaszcz spinają klamry w kształcie herbów. Twarz Kazimierza, z wysokim czołem, wydatnym nosem i brodą splecioną w loki, pozbawiona jest cech indywidualnych – to ujęcie schematyczne, typowe dla epoki.

Król był wysoki

Podczas prac restauracyjnych 14 czerwca 1869 roku Paweł Popiel i kamieniarz Fabian Hochstim, badając fundament sarkofagu, wykuli otwór, przez który dostrzegli zachowane szczątki króla i jego pierwotną trumnę. Znalezisko zaskoczyło wszystkich – ponieważ wcześniej sądzono, że sarkofag to tylko symboliczny pomnik, a szczątki władcy pochowano gdzie indziej. Potwierdziło, że władca naprawdę spoczywał w tumbie.

Wkrótce po odkryciu grobu odbyło się jego oficjalne otwarcie. W uroczystości uczestniczyli m.in. ks. Sylwester Grzybowski, malarz Jan Matejko, archeolog Józef Łepkowski i konserwatorzy. W sarkofagu znaleziono resztki trumny, koronę na czaszce króla oraz inne insygnia władzy – berło, jabłko, ostrogi, pierścień. W relacji z otwarcia zapisano:

„Otwór wczoraj zrobiony rozszerzono. Obaczono bliżej w istocie zwłoki Kazimierza Wielkiego w koronie, z berłem, pokryte ciężką, jedwabną, materyą, jeszcze niezbyt zbutwiałą. Głębia wnętrza sarkofagu, to jest tumby, tworzą trzy wielkie kamienie ciosowe, z których są dwie podłużne ściany i wierzch. W wysokości dwóch stóp nad poziomem [posadzki kościelnej nawy bocznej] na czterech szynach żelaznych, spoczywała trumna drewniana z zwłokami Monarchy. Trumna ta rozsypała się w spróchniałki – zwłoki upadły na spód tumby. […] Głowa królewska przodem ku Wschodowi obrócona, przybrana w koronę składającą się z obręczy o pięciu wybiegających z niej lilijach. Korona miedziana grubo złocona, sadzona rautami czeskimi nieszlifowanemi. W kierunku ręki prawej, na dnie grobu, spostrzeżono berło, raczej górną część jego, połowę, długość cali 14. Berło srebrne, pozłacane, zakończone jabłkiem ujętym podwójnym wieńcem lilij. Przy nogach ujrzano ostrogi wielkie, miedziane, pozłacane, ze sprzączkami i z całemi jeszcze nie zbutwiałymi rzemieniami. Przedmioty wymienione, odrysował zaraz dokładnie Jan Matejko”.

Szczątki zostały zbadane przez specjalistów z Uniwersytetu Jagiellońskiego. W protokole zapisano, że zachowała się czaszka ze szczęką i wszystkimi zębami, choć brakowało części żeber i niektórych kości. Co ważne, na kości goleniowej odkryto ślad urazu – dowód na potwierdzenie relacji Jana z Czarnkowa o upadku z konia. Dokonano także pomiaru kości króla, co pozwoliło potwierdzić jego wzrost. Kazimierz rzeczywiście był wysoki.

Matejko, zainspirowany odkryciem, wykonał szkice i namalował obraz przedstawiający moment otwarcia grobowca. Ukazał scenę z perspektywy wnętrza trumny, przez otwór zagląda młodzieniec – rzekomo sam artysta.

Jan Matejko, Wnętrze grobu króla Kazimierza Wielkiego

Idea powtórnego pogrzebu

Wydarzenie wywołało ogromne poruszenie w kraju. Józef Ignacy Kraszewski pisał o mistycznym wymiarze pojawienia się relikwii króla-reformatora w okresie narodowej żałoby. Pomysł powtórnego, godnego pochówku Kazimierza Wielkiego zyskał szybko ogromne poparcie społeczności galicyjskiej. Choć konserwatyści (i dziennik „Czas”) sprzeciwiali się takiej formie patriotycznej manifestacji, pod wpływem opinii publicznej kapituła krakowska wyraziła zgodę.

19 czerwca 1869 roku postanowiono zorganizować uroczysty pogrzeb. Szczątki króla przeniesiono do nowej miedzianej trumny, ozdobionej łacińskim napisem i insygniami królewskimi. Obok złożono pozostałości dawnej trumny oraz odnalezione przedmioty.

Narodowy spektakl

Ostatni pogrzeb Kazimierza Wielkiego odbył się 8 lipca 1869 roku i stał się wydarzeniem o wymiarze narodowym. Był nie tylko ceremonią religijną, lecz także manifestacją patriotyzmu Polaków żyjących w podzielonym zaborami kraju.

Uroczystości rozpoczęły się poranną mszą w kościele Mariackim, po której – przy biciu dzwonu Zygmunta i nnych dzwonów – przez miasto przeszedł milczący kondukt bez trumny. Ta czekała na Wawelu.

Czytaj też: Badacze zajrzeli do grobu Władysława Łokietka

W ciszy i skupieniu, bez śpiewów i muzyki, przez zamknięte sklepy, pod domami ozdobionymi biało-czerwonymi flagami, procesja dotarła na Wawel. Według relacji wzięło w niej udział kilka tysięcy osób: chłopi, profesorowie, cechy, delegacje z Galicji i Wielkopolski, duchowni, przedstawiciele uniwersytetów i stowarzyszeń. Zaboru rosyjskiego nie reprezentował nikt – udział groził represjami.

W katedrze, przed wielkim katafalkiem zaprojektowanym przez Jana Matejkę, odprawiono uroczyste nabożeństwo. Królewską trumnę nieśli m.in. chłopi z Łobzowa (wsi królewskiej), studenci i wiceprezydent miasta Krakowa. Insygnia królewskie, w tym kopie berła i korony, niósł marszałek krajowy Leon Sapieha.

Po mszy trumna została złożona do odnowionego sarkofagu i ponownie zamurowana. Ceremonia miała podniosły, symboliczny wymiar. Jak podkreślił historyk Józef Buszko, uroczystości te – starannie zaplanowane przez prezydenta Krakowa Józefa Dietla – stały się „wielkim spektaklem narodowym”, wzorem dla kolejnych pokoleń.

Kresy.pl / Dziennik Polski

Czytaj też: To jedyny pusty grób króla na Wawelu

 

Tagi: , , , , , , ,
forma płatności