Sąd Najwyższy pozostawił bez dalszego biegu tysiące protestów wyborczych, określanych jako „giertychówki”, z powodu uchybień formalnych. Zdecydowana większość zgłoszeń była powieleniem jednego wzoru protestu. Do 2 lipca Sąd Najwyższy ma rozpatrzyć wszystkie protesty i wydać uchwałę w sprawie ważności wyborów prezydenckich.
Rzecznik Sądu Najwyższego Aleksander Stępkowski poinformował, że Sąd Najwyższy zdecydował o pozostawieniu bez dalszego biegu protestów wyborczych, określanych jako „giertychówki”, ze względu na stwierdzone w nich uchybienia formalne. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez RMF24 w piątek, wszystkie tego typu protesty miały zostać odrzucone właśnie z powodów formalnych. Informacje te zostały potwierdzone przez rzecznika Sądu Najwyższego w sobotę.
To ten sam SN, przed którym także kwestionujący istnienie Izby Kontroli Prokurator Generalny we wtorek zajmie stanowisko ws. ważności wyborów? I z którym 25 delegowanych przez niego prokuratorów od paru tygodni ocenia protesty?
Dla pewności pytam.— Tomasz Skory (@TomaszSkory) June 28, 2025
Aleksander Stępkowski wyjaśnił, że w sprawie o sygnaturze NSW 208/25 rozpatrzony został pierwszy protest wyborczy, który wpłynął do Sądu Najwyższego, złożony według wzoru przygotowanego przez Romana Giertycha. Do tego protestu dołączono blisko 50 tys. kolejnych, identycznych pod względem treści. – „W dniu wczorajszym zapadło postanowienie w sprawie o sygnaturze NSW 208/25, w której rozpatrzony został protest wyborczy, pierwszy, który do nas wpłynął, złożony według wzoru opracowanego przez Romana Giertycha. I do tego protestu dołączono 49 853 bodajże kolejnych protestów identycznych w treści” – przekazał rzecznik SN.
Według informacji RMF24, opartych na słowach prezesa Izby Kontroli Nadzwyczajnej, około 40 tys. kopii protestu Giertycha zostało oddalonych jedną decyzją trzyosobowego składu sędziowskiego. W sobotę Stępkowski potwierdził na antenie TVN24, że wydano postanowienie dotyczące również innych masowych protestów, tym razem złożonych według wzoru przygotowanego przez posła PE Michała Wawrykiewicza. Tych protestów było ok. 4 tys., ale ich treść była odmienna od tzw. giertychówek.
Roman Giertych odniósł się do tych decyzji, zarzucając dziennikarzowi RMF24 Tomaszowi Skoremu wprowadzanie odbiorców w błąd. „Nasz protest był kierowany do SN, a nie do grupy kolegów Kaczyńskiego, która zgodnie z wyrokami SN, TSUE i ETPCz nie jest nawet sądem. Nasz protest nie został rozpoznany” – napisał na platformie X. Dodał, że czeka również na decyzję dotyczącą ponownego przeliczenia głosów. „PG zapowiedział 1472 komisje do przeglądu i kilkadziesiąt tysięcy obywateli czeka na wynik tej pracy” – przekazał Giertych.
Dziennikarz odpowiedział na wpis Giertycha.
– „To ten sam SN, przed którym także kwestionujący istnienie Izby Kontroli Prokurator Generalny we wtorek zajmie stanowisko ws. ważności wyborów? I z którym 25 delegowanych przez niego prokuratorów od paru tygodni ocenia protesty? Dla pewności pytam” — odpowiedział Giertychowi Skory.
W piątek Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych uznała zasadność trzech protestów wyborczych, stwierdzając jednocześnie, że nieprawidłowości nie miały wpływu na wynik wyborów prezydenckich. Sąd Najwyższy dopuścił już ponowne przeliczenie głosów w trzynastu komisjach wyborczych. Prezes SN Małgorzata Manowska zapewniła, że do 2 lipca Sąd Najwyższy zdąży rozpatrzyć wszystkie protesty wyborcze. 1 lipca Sąd Najwyższy ma podjąć uchwałę w sprawie ważności wyborów prezydenckich.
Zobacz także: Tusk wycofuje się z narracji o „sfałszowanych wyborach”, a Bodnar mówi o „ekspertyzach”
Przeczytaj: Wicepremier: Karol Nawrocki wygrał wybory, akceptujemy wynik wyborczy
Kresy.pl/X




























