Litewska państwowa telewizja opublikowała w czwartek na swojej stronie internetowej artykuł fałszujący historię Rzezi Wołyńskiej, w którym zrównuje ofiary z oprawcami.
W czwartek na portalu internetowym litewskiej telewizji LRT ukazał się artykuł fałszujący historię ludobójstwa jakiego dopuściła się Ukraińska Powstańcza Armia na polskich cywilach.
Portal do opisania sporu między Polską i Ukrainą używa terminu “tragedia wołyńska” zgodnego z ukraińską retoryką o rzekomo “obustronnej tragedii” na Wołyniu.
W swoim artykule powołuje się między innymi na Ołenę Babakową, (dziennikarkę lobbującą za zwiększeniem politycznego znaczenia imigrantów ukraińskich w Polsce) która twierdzi, że koalicja rządu Donalda Tuska, krytykowana za niepowodzenia gospodarcze i społeczne, wykorzystuje temat Wołynia do mobilizacji elektoratu. „Budownictwo, medycyna, obronność są trudne i drogie. Zamiast tego można „odcinać kupony” z podnieconych emocji, robiąc zdjęcia pod pomnikami” – pisze.
LRT zarzuca Polsce, że chce zawłaszczyć zbrodnię bez wspominania o ofiarach żydowskich lub ukraińskich.
W dalszej części artykułu litewska telewizja powołuje się na ukraińskiego wołyńskiego denialistę (określającego samego siebie mianem banderowca) Wołodymyra Wjatrowycza. Zdaniem byłego szefa ukraińskiego IPN teza o skoordynowanym ataku UPA na 100-167 wsi 11 lipca 1943 r. nie znajduje poparcia w dokumentach.
LRT uważa, że decyzja Sejmu jest przykładem „historycznego egoizmu”, kiedy tragedia jednej strony jest absolutyzowana, a działania drugiej są ignorowane.
“Polska milczy o własnej roli w eskalacji konfliktu: dyskryminacyjnej polityce okresu międzywojennego, pacyfikacjach i „akcjach odwetowych” Armii Krajowej. To nie tylko wypacza historię, ale i zagraża współczesnym relacjom, szczególnie w kontekście wojny z Rosją, gdzie Ukraina i Polska są sojusznikami. Zamiast pojednania poprzez dialog, Polska wybiera populizm na bardzo trudnym etapie historycznym, co może podważyć zaufanie i zwiększyć napięcia w regionie” – czytamy.
W środę Sejm przyjął ustawę ustanawiającą 11 lipca Dniem Pamięci o Polakach – ofiarach ludobójstwa dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej. Nowe święto ma być wyrazem hołdu dla tysięcy Polaków zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1939–1946.
W ustawie zapisano, że apogeum zbrodni miało miejsce w lipcu 1943 roku, a dzień 11 lipca, kiedy w około stu miejscowościach doszło do masowych mordów na ludności polskiej, uznany został za symboliczny. „Męczeńska śmierć z powodu przynależności do narodu polskiego zasługuje na pamięć w formie dnia wyróżnianego corocznie przez państwo polskie, w którym ofiarom będzie oddawany hołd” – podkreślono w treści ustawy.
Decyzja parlamentu spotkała się z poparciem różnych środowisk politycznych. Paulina Hennig-Kloska, ministra klimatu z Polski 2050 – Trzeciej Drogi, oceniła, że uchwalenie dnia pamięci nie wpłynie negatywnie na relacje polsko-ukraińskie. „Jestem przekonana, że Ukraina wie, gdzie jest miejsce Polski we wspieraniu jej kraju, a kwestie historyczne muszą być wyjaśniane przez historyków. Natomiast, ofiary są zawsze ofiarami. Ich pamięć mamy prawo czcić i wspierać rodziny” – stwierdziła.
Z kolei Marcin Warchoł z Prawa i Sprawiedliwości nazwał decyzję Sejmu ważnym krokiem w stronę pełnego upamiętnienia ofiar rzezi wołyńskiej. „Ofiary wołają o pamięć, nie o zemstę i te bezimienne groby na Wołyniu, wschodniej Małopolsce, to są miejsca pamięci, miejsca, które są wyrzutem sumienia wobec tego strasznego kataklizmu, który się wtedy wydarzył” – mówił.
W przyjętej ustawie przypomniano, że w wyniku działań ukraińskich nacjonalistów zamordowano ponad sto tysięcy Polaków, a setki tysięcy zostały zmuszone do opuszczenia swoich domów. Wspomnienie tych wydarzeń ma na stałe wpisać się w kalendarz pamięci narodowej.
Kresy.pl/LRT