Po latach medialnego linczu, śledczy po raz drugi potwierdzają: żadnego mobbingu nie było. Prokuratura umorzyła postępowanie wobec ks. Jacka Stryczka – założyciela i byłego prezesa Stowarzyszenia Wiosna oraz twórcy akcji „Szlachetna Paczka”. Afera, która rozpoczęła się od głośnego reportażu Onetu z 2018 roku, kosztowała duchownego nie tylko reputację, ale i miejsce w życiu publicznym. Dziś ks. Stryczek mówi wprost: „To była śmierć cywilna”.
W 2018 roku Onet opublikował materiał autorstwa Janusza Schwertnera, w którym duchowny został oskarżony o mobbing wobec pracowników Stowarzyszenia Wiosna. Choć nie zapadł żaden wyrok, fala publicznego hejtu zalała ks. Stryczka. By ratować reputację organizacji, zrezygnował z funkcji prezesa.
W 2022 roku prokuratura po raz pierwszy umorzyła śledztwo, nie znajdując podstaw do postawienia zarzutów. Jednak krakowski sąd uznał decyzję za przedwczesną i śledztwo wznowiono.
Teraz – po dwóch kolejnych latach – zapadła ponowna decyzja: postępowanie zostaje definitywnie umorzone. Jak informuje dziennikarz Paweł Zastrzeżyński, w całym postępowaniu nie postawiono duchownemu żadnych zarzutów. Prokuratura nie potwierdziła żadnych czynów, które można by uznać za mobbing.
W emocjonalnym oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych ks. Jacek Stryczek nie kryje goryczy:
“Od początku wiedziałem, że nie ma na mnie nic. I choć mówiłem o tym, nikt nie wierzył. Jakby Onet był bardziej wiarygodny od społecznika, księdza, idealisty”.
Duchowny wskazuje, że afera była od początku sterowana i pyta wprost:
“750 świadków. Kto wydał takie polecenie służbowe? Komu zależało na tym, abym tyle lat był wykluczony z życia publicznego? Kto dał pieniądze na tekst, teksty, na działania przeciwko mnie?”
Wśród osób, które pojawiły się w jego wypowiedzi, znalazło się małżeństwo Sylwia Gregorczyk-Abram i Grzegorz Abram – znani prawnicy z kancelarii Clifford Chance, a także Joanna Sadzik, obecna prezes Stowarzyszenia Wiosna. Ks. Stryczek stwierdza, że mimo licznych kontrowersji związanych z tą osobą, “nie obowiązują jej żadne zasady”, a media i instytucje pozostały wobec niej bierne.
W rozmowie z Radiem Wnet ks. Stryczek przyznał, że to, czego doświadczył po publikacji Onetu, było „śmiercią cywilną”: “Byłem wcześniej znany jako społecznik, a nagle byłem rozpoznawalny jako ktoś obrzydliwy”.
CZYTAJ TAKŻE: WP: NASK ukrywa raport o zagranicznej ingerencji w polską kampanię wyborczą
Kresy.pl / niezalezna.pl































