Belgijskie media ujawniły, że chińska grupa hakerska UNC4841 przez niemal dwa lata miała dostęp do skrzynek e-mailowych belgijskich służb bezpieczeństwa. Cyberprzestępcy przechwytywali nawet 10% wiadomości dotyczących bezpieczeństwa państwa oraz pozyskali dane osobowe pracowników służb. Władze Belgii potwierdziły wszczęcie śledztwa w tej sprawie.
Belgijskie media poinformowały, że chińscy hakerzy przez prawie dwa lata posiadali dostęp do skrzynek e-mailowych belgijskich służb wywiadowczych, przechwytując jedną na dziesięć wiadomości związanych z bezpieczeństwem państwa. Atak miał miejsce w latach 2021–2023 i został przeprowadzony przez grupę UNC4841, której zarzuca się działalność szpiegowską na rzecz Chińskiej Republiki Ludowej.
Według dziennika Le Soir, który jako pierwszy opisał tę sprawę, hakerzy wykorzystali lukę w oprogramowaniu zabezpieczającym firmy Barracuda. Dzięki temu uzyskali dostęp do systemu poczty elektronicznej belgijskich służb i mogli przechwytywać wysyłane oraz odbierane wiadomości.
W czwartek belgijska minister sprawiedliwości Annelies Verlinden poinformowała parlament, że śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura federalna, do której wpłynęła już oficjalna skarga. Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa oceniają ten atak jako najpoważniejsze naruszenie bezpieczeństwa w historii belgijskich służb wywiadowczych.
Belgijski resort sprawiedliwości zapewnił, że wykryte luki w systemie zostały usunięte. Chociaż według dostępnych informacji hakerzy nie uzyskali dostępu do informacji ściśle tajnych, istnieje ryzyko, że wykradli dane osobowe nawet połowy pracowników służb, w tym ich dokumenty tożsamości.
Na zarzuty wobec Chin zareagowała chińska ambasada w Brukseli, która w oświadczeniu potępiła belgijskie władze za „nieodpowiedzialną krytykę Chin” oraz „rozpowszechnianie fałszywych informacji o rzekomym zagrożeniu ze strony Chin”. Rzecznik ambasady podkreślił, że „Chiny zdecydowanie sprzeciwiają się cyberatakom oraz nie wspierają ataków hakerskich, a tym bardziej ich nie tolerują”.
Latem 2024 roku chińscy hakerzy włamali się do systemu e-mailowego Krajowego Komitetu Republikańskiego (RNC), uzyskując dostęp na kilka miesięcy. Informacje te pochodzą z nadchodzącej książki Alexa Isenstadta pt. “Revenge: The Inside Story of Trump’s Return to Power”.
Według “The Wall Street Journal” celem ataku było prawdopodobnie zebranie informacji na temat stanowiska Partii Republikańskiej wobec Tajwanu. W poprzednich latach RNC opowiadał się za umową o wolnym handlu z Tajwanem, jednak w platformie na 2024 rok nie wspomniano o wyspie.
Mimo że firma Microsoft poinformowała o naruszeniu, RNC oraz współprzewodniczący kampanii Trumpa, Chris LaCivita, zdecydowali się nie powiadamiać FBI, obawiając się wycieków do mediów. Tradycyjnie chińscy hakerzy atakowali zarówno kampanie Demokratów, jak i Republikanów, aby zdobyć informacje na temat polityki USA i strategii politycznych. Atak zbiegł się w czasie z irańskim włamaniem do kampanii Trumpa, które miało na celu ujawnienie dokumentów kampanii amerykańskim dziennikarzom.
Warto zauważyć, że w przeszłości RNC skutecznie odpierał próby włamań, takie jak ataki rosyjskich hakerów w 2016 roku. Jednak najnowsze incydenty pokazują rosnącą determinację zagranicznych podmiotów w infiltracji amerykańskich systemów politycznych. Ponadto, niedawne włamania do amerykańskiej infrastruktury telekomunikacyjnej przez chińskich hakerów podkreślają potrzebę wzmocnienia krajowych środków cyberbezpieczeństwa.
Kresy.pl/Bankier































